Podchorąży WAT doznał udaru i zmarł po biegu w upale. Jest akt oskarżenia
Podchorąży stracił przytomność podczas ćwiczeń na warszawskiej WAT i zmarł. Teraz wydano akt oskarżenia w głośnej sprawie z 2019 roku - podała Prokuratura Krajowa. Tego dnia panował upał, mimo to wykładowcy nie przerwali zajęć. Grozi im do 5 lat więzienia.
11 czerwca 2019 roku do tragedii w Wojskowej Akademii Technicznej doszło podczas ćwiczeń podchorążych III roku. Mimo upału zorganizowano wtedy bieg na 10 kilometrów z pełnym rynsztunkiem wojskowym. Niemal dwa lata po tym wydarzeniu Departament do Spraw Wojskowych Prokuratury Krajowej skierował do sądu akt oskarżenia przeciw wykładowcom. Zarzucono im narażenie 48 studentów na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci jednego z nich.
"Jak wynika z ustaleń śledztwa, cywilni wykładowcy zorganizowali i przeprowadzili dla studentów zaliczenie śródsemestralne zajęć sportowych, czyli marszobieg w mundurze, w tym w butach wojskowych i z pięciokilogramowym oporządzeniem, na dystansie 10 km" - poinformowała prokuratura.
Podchorąży WAT zmarł po ćwiczeniach w pełnym rynsztunku. Jest akt oskarżenia
Zajęcia rozpoczęły się o godz. 8.30, ale tego dnia już wtedy było upalnie. Z ustaleń śledztwa wynika, że "zaliczenie przeprowadzono w niekorzystnych warunkach atmosferycznych, przy bezwietrznej pogodzie, temperaturze otoczenia wzrastającej od 27 st.C. oraz braku zacienienia". "Warunkiem zdania było pokonanie dystansu w czasie 65 min. dla mężczyzn i 70 min. dla kobiet" - przypomniano.
Podchorąży nie byli w stanie wykonać ćwiczeń. "Studenci zaczęli wykazywać skrajne wyczerpanie fizyczne i symptomy udaru cieplnego, samodzielnie przerywali bieg i schodzili z trasy". "Pomimo tego oskarżeni nie przerwali zajęć, narażając studentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu" - podała prokuratura.
Wtedy doszło do tragedii. "Jeden z podchorążych stracił przytomność, a pomocy udzielali mu inni studenci, którzy wezwali też karetkę pogotowia. Wykładowcy zachowywali się w tym czasie biernie, wykazując całkowity brak empatii" - podkreśliła prokuratura. Okazało się, że nieprzytomny student doznał "wysiłkowego udaru cieplnego, który doprowadził do niewydolności wielonarządowej". Stało się to - w ocenie śledczych - przyczyną śmierci młodego mężczyzny.
Oskarżeni wykładowcy w śledztwie nie przyznali się do zarzutów i - jak podała prokuratura - "w złożonych wyjaśnieniach umniejszali znaczenie swojego postępowania".
Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku
RadioZET.pl/PAP/tvnwarszawa.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET