Tak zginął 4-letni chłopiec. Na jego śmierci zaważyły mniej niż 2 sekundy

2 min. czytania
06.07.2023 10:20
Obserwuj nas na Google

Nowe informacje w sprawie śmierci 4-latka, który wpadł pod tramwaj na warszawskiej Pradze-Północ. Pojazd ruszył, ciągnąc za sobą chłopca. Niestety nie udało się go uratować. Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko motorniczemu. Robert S. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień.

wypadek w Warszawie
fot. Pawel Wodzynski/East News

Do tragicznego wypadku doszło 12 sierpnia ubiegłego roku w Warszawie. Przy ul. Jagiellońskiej, na przystanku Batalionu "Platerówek", drzwi tramwaju starego typu, Konstal 105, jadącego w kierunku pętli Żerań FSO, przytrzasnęły 4-letnie dziecko. Chłopiec został pociągnięty przez skład wzdłuż torowiska. Do tragedii doszło w momencie, kiedy 4-latek wysiadał razem z babcią z ostatniego wagonu.

4-latek zginął. "Na ocenę sytuacji motorniczy poświęcił 1,5 sekundy"

28 czerwca Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Północ skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Robertowi S. "[...] Motorniczemu zarzuca się umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym oraz przepisów instrukcji dla pracowników Tramwaje Warszawskie i nieumyślne spowodowanie wypadku, w wyniku którego śmierć poniósł czteroletni chłopiec" - przekazała rzeczniczka PR Warszawa Praga-Północ Katarzyna Skrzeczkowska.

Podkreśliła, że na sprawstwo motorniczego Roberta S. wskazuje całokształt zgromadzonego materiału dowodowego, w tym w szczególności wyniki opinii biegłego z zakresu kolejnictwa, analiza nagrań z monitoringu, wykazy połączeń telefonicznych oraz raport zdarzeń zachodzących na aparacie telefonicznym oskarżonego, a także zeznania przesłuchanych w sprawie świadków.

Redakcja poleca

"Z przeprowadzonych dowodów wynika, że oskarżony, kierując tramwajem w trakcie jazdy, korzystał z telefonu i słuchawek, nieprawidłowo obserwował zdarzenia zachodzące w obrębie ostatnich drzwi, którymi wysiadało dziecko, a po zamknięciu tych drzwi nie upewnił się, czy ruszenie z przystanku nie spowoduje zagrożenia dla pasażerów wysiadających i znajdujących się na przystanku. Na ocenę sytuacji wokół tramwaju motorniczy poświęcił niecałe 1,5 sekundy" - wyjaśniła rzeczniczka.

Dodała, że czas ten został uznany przez powołanego w tej sprawie biegłego za niewystarczający do poprawnej oceny sytuacji. "Należy podkreślić, że konstrukcja wagonu i ostatnich drzwi nie utrudniała widoczności motorniczemu, tramwaj był sprawny technicznie, a pokrzywdzony i osoba, pod której pieczą przebywał, nie przyczynili się do zaistnienia wypadku" - oświadczyła Skrzeczkowska.

Poinformowała również, że zgodnie z instrukcją dla pracowników Tramwaje Warszawskie motorniczym zabrania się podczas prowadzenia tramwaju używania telefonów komórkowych, w tym używania słuchawek i zestawów głośnomówiących. "Ponadto motorniczy może ruszyć z przystanku po upewnieniu się, że wszystkie drzwi są całkowicie zamknięte i nikt z pasażerów nie podaje sygnału alarmowego oraz że ruszenie nie spowoduje zagrożenia dla pasażerów znajdujących się na przystanku" - przekazała Skrzeczkowska.

Przesłuchany w charakterze podejrzanego Robert S. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień w tej sprawie.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET