Wrocław. Po co miastu betonowe zapory w centrum? „Nie chodzi o wygląd"
Zapory nie komponują się z zabytkowym charakterem Starego Miasta – alarmuje jeden z wrocławskich radnych. Zauważa też, że przeszkadzają niektórym mieszkańcom. Mimo wszystko żółte, betonowe zapory nie znikną z rejonu Starego Miasta. Przedstawiciele wrocławskiego magistratu wyjaśnili, dlaczego zostawili przeszkody.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego zamontowano żółte betonowe zapory w centrum Wrocławia.
- Co planuje Wrocław, by zintegrować zapory z charakterem zabytkowego miasta.
- Które inne miasta stosują podobne rozwiązania.
Betonowe zapory we Wrocławiu zostaną na stałe?
„Zwracam się do Pana z interpelacją dotyczącą żółtych, betonowych zapór drogowych na deptakach w rejonie Starego Miasta, m.in. na ulicy Świdnickiej i Oławskiej przy skrzyżowaniach z ulicami, na których obecny jest ruch samochodów"- tak brzmi początek pisma skierowanego do prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Autorem jest radny Rady Miejskiej Wrocławia Jakub Janas. Przypomnijmy, że zapory zostały zamontowane przed rozpoczęciem Jarmarku Bożonarodzeniowego w trosce o bezpieczeństwo uczestniczek i uczestników wydarzenia.
„Zapory te jednak nie komponują się z zabytkowym charakterem Starego Miasta, który jest częścią Parku Kulturowego utworzonego uchwałą Rady Miejskiej Wrocławia. W niektórych miejscach (m.in. w rejonie placu Teatralnego) utrudniają także poruszanie się rowerami cargo zarówno mieszkankom i mieszkańcom, jak i kurierkom i kurierom rowerowym" - zwraca uwagę radny. Następnie pyta władze stolicy Dolnego Śląska, czy jest to rozwiązanie docelowe.
„Nie chodzi o estetyczny wygląd"
Radny Jakub Janas podkreślił, że żółte, betonowe zapory nie komponują się z zabytkowym charakterem Starego Miasta. Zapytał również, czy planowana jest ich zamiana na inną, bardziej estetyczną formę. - W tym wypadku nie o estetyczny wygląd chodzi, ale o to, by były skutecznym zabezpieczeniem przed potencjalną ciężarówką, która może zagrażać ludziom w strefie pieszej i gdzie nie ma tygodnia, by nie odbywały się imprezy masowe lub takie, które gromadzą setki ludzi - wyjaśnia w rozmowie z portalem RadioZET.pl Tomasz Sikora z Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miejskiego Wrocławia.
- „Jerseye" - bo tak nazywają się te blokady - można spotkać w Berlinie, Wiedniu, Paryżu, Londynie, Pradze, Krakowie, Rzymie, Monachium i mógłbym tak wymieniać do woli. W tej chwili trwa projekt przygotowywany ze studentami ASP, by „jerseye" zamienić w miejsca aktywności artystycznej - tak, by dalej pełniły swoją rolę zabezpieczającą, ale też by były ciekawe optycznie. Tam, gdzie to możliwe - np. na wlotach ulic - miasto będzie sukcesywnie montować masywne zapory typu wysuwane blokady lub wysuwane słupy - dodaje Sikora.
Warszawa rozstawia bariery antyterrorystyczne
Podobne rozwiązania stosuje się na przykład w Warszawie. „Poprawiamy bezpieczeństwo w stolicy. Rozstawiamy bariery antyterrorystyczne i szkolimy z ich obsługi" - przekazał w drugiej połowie marca Zarząd Dróg Miejskich. Betonowe bariery, „jerseye", od kilku lat stają na Trakcie Królewskim. Po raz pierwszy pojawiły się tam po tragicznych wydarzeniach, które miały miejsce na podobnych deptakach m.in. we Francji.
Zapory zabezpieczają pieszych, jednak montaż bywa sporym wyzwaniem. Do ich ustawienia wykorzystywany jest ciężki sprzęt: samochód ciężarowy, laweta, wózek widłowy. Bariery nie zawsze mogą stanąć na cały weekend, czasem potrzebne jest np. szersze przejście, więc są ustawiane wcześniej lub później, może ich też nie być w ogóle. Wówczas deptak nie jest zabezpieczony. W razie potrzeby „jerseye" zostaną zastąpione składanymi zabezpieczeniami.
Bariery, w razie potrzeby, będzie można szybko otworzyć (i ponownie zamknąć) – zrobią to odpowiednio przeszkolone osoby. „Bariery antyterrorystyczne po raz pierwszy wykorzystaliśmy w okolicy świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Teraz szkolimy z ich obsługi przedstawicieli służb. [...] Chronią, ale są też estetyczne - wyglądają o wiele przyjaźniej niż wielkie, betonowe »jerseye«. Rozłożone zapewniają bezpieczeństwo, ale nie wpływają na zakorkowanie deptaku – wciąż zostaje wystarczająco dużo miejsca na ruch pieszy czy rowerowy" - dodaje ZDM.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET