Wrocław wydał na to prawie 500 tys. zł. "Nawet nie wiem, jak mam to komentować"

4 min. czytania
26.10.2024 16:53
Obserwuj nas na Google

482 762,70 zł - tyle Wrocław zapłacił agencji eventowej Krystyny Wróblewskiej za "obsługę techniczną i logistyczną imprezy kulturalno-społecznej »Gwiazdozbiór Aniołów«". Informacja ta wywołała w stolicy Dolnego Śląska lawinę kontrowersji. - Gigantyczne pieniądze są przepompowywane do firm w żaden sposób nie współtworzących kultury, a jedynie ją obsługujących dla zysku - stwierdziła pani Marta. 

Wrocław
fot. Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia, Urzędowy Rejestr Umów - screenshot

Wrocław. Tyle kosztowała organizacja jednego koncertu

W maju we wrocławskiej Hali Stulecia odbył się koncert "Gwiazdozbiór Aniołów" z okazji okazji 20-lecia Polski w Unii Europejskiej. W relacji dostępnej na portalu Wroclaw.pl czytamy, że był "chór, orkiestra i mnóstwo gwiazd", ponadto "popisy wokalne i muzyczne, ale również akrobatyczne, do tego choreografia oraz scenografia". Wydarzenie nawiązywało do koncertów "Anioły Europy" z okazji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Widowisko składało się z 13 scen. Każda była koncertem wzbogaconym o popisy performerów oraz animacje na ekranach. Na koncercie - jak wynika z wyliczeń miejskiego portalu - zjawiło się 4 tys. widzów. Być może niektórych zdziwił rozmach, z jakim zorganizowano "Gwiazdozbiór Aniołów" - ale jeszcze bardziej może dziwić cena takiej imprezy. 

Ponad 1,2 mln zł brutto - co najmniej tyle kosztowała organizacja koncertu "Gwiazdozbiór Aniołów", biorąc pod uwagę dane z Urzędowego Rejestru Umów. - Dla porównania - budżet dwóch najważniejszych nagród literackich przyznawanych we Wrocławiu - Angelusa i Silesiusa - nie przekracza miliona, w "Gwiazdozbiorze" zmieściłyby się też, lekko licząc, dwie gale Przeglądu Piosenki Aktorskiej, które mają wprawdzie krótki, ale jednak dłuższy żywot niż jedno przedstawienie). Tymczasem "Gwiazdozbiór" pokazano raz, 19 maja, w rocznicę wstąpienia Polski do UE - skomentowała Magda Piekarska, dziennikarka i recenzentka teatralna. Zastanawiające jest również rozbicie budżetu. 

Prawie 500 tys. zł to dopiero początek

Jak się okazuje, to nie artyści zostali najbardziej docenieni. Jeśli chodzi bowiem o stronę artystyczną, "przygotowanie oprawy taneczno-akrobatycznej widowiska" kosztowało 209 100 zł, "wykonanie autorskich animacji do 12 utworów na koncert" to koszt rzędu 13 300 zł, wynajęcie pomieszczeń Hali Stulecia - 281 596,20 zł, a "obsługa techniczna i logistyczna imprezy" - rekordowo, bo blisko 500 tys. zł (dokładnie 482 762,70 zł). Z Urzędowego Rejestru Umów dowiadujemy się, że suma ta powędrowała do agencji eventowej Krystyny Wróblewskiej. Jak się okazuje, to nie pierwszy raz, kiedy miasto podpisało z nią umowę. Przykładowo, w czerwcu za "zapewnienie kompleksowej organizacji wydarzenia kulturalnego Święto Wrocławia" miasto zawarło umowę na 738 001,23 zł.

Jeszcze więcej kontrowersji wywołuje cena organizacji uroczystej Sesji Rady Miejskiej Wrocławia w czerwcu 2023 roku. Było to prawie 50 tys. zł (konkretniej: 49 999,50 zł). Portal RadioZET.pl zwrócił się do Krystyny Wróblewskiej z prośbą o komentarz i wyjaśnienie m.in. tego, dlaczego koszty obsługi technicznej i logistycznej "Gwiazdozbioru Aniołów" były tak duże i na co konkretnie wydano te pieniądze. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Z kolei Urząd Miejski Wrocławia poprosiliśmy o udostępnienie umowy zawartej w maju z podmiotem "EVENT Krystyna Wróblewska". Na tę odpowiedź również czekamy.

Redakcja poleca

- I teraz nie wiem, co mnie najbardziej żenuje - to, że wydarzenia, za sprawą których o Wrocławiu słychać dalej niż na jego rogatkach, kosztują mniej niż te fajerwerki? Że nagroda dla najlepszego pisarza z Europy Środkowej to koszt trzech bankietów dla radnych? Że premiera w teatrze, która potem jeździ po polskich i zagranicznych festiwalach, ma budżet niewiele wyższy od honorarium za jednorazowy występ akrobatów? - dopytywała Magda Piekarska, która nagłośniła sprawę w mediach społecznościowych. - Czy może również to, że znam sporo producentek (bo tak się składa, że są to głównie kobiety) działających na polu sztuki i wiem, ile doświadczenia, ciężkiej pracy, wrażliwości, wiedzy, ile umiejętności wymaga ten zawód? I nie mogą mówić o kokosach, bo w realiach pracy nad koncertem czy spektaklem producent to zasuwający ciężko zawodnik, a nie krezus rodem z Hollywoodzkich satyr. - dodała. 

"Gigantyczne pieniądze przepompowywane do firm"

Po ujawnieniu tych informacji w mediach społecznościowych rozpoczęła się burzliwa dyskusja. - Cała prawda o wielu programach, niestety także dotacyjnych, gdzie sednem jest produkcja wydarzeń. Większość kwot z budżetów przeznaczonych - teoretycznie - na kulturę i sztukę, ląduje w kieszeniach zwykłych przedsiębiorstw handlowych i firm logistycznych, nagłośnieniowych, przedsiębiorstw sprzedających lub wynajmujących sprzęt techniczny etc. - stwierdziła pani Marta. - Gigantyczne pieniądze przepompowywane do firm w żaden sposób nie współtworzących kultury, a jedynie ją obsługujących dla zysku - dodała. Głos w sprawie zabrała również Dominika Domińska, przewodnicząca zarządu osiedla Gajowice. - A my, radni osiedlowi, za totalną darmochę organizujemy osiedlowe eventy dla mieszkańców. Festyny, święta dyni, Mikołajki i inne liczne wydarzenia dla 48 osiedli w mieście. Nawet nie wiem, jak mam to komentować - stwierdziła. Z kolei Małgorzata Stobiecka przyznała: - Słowa uznania dla producentek, bo - jako jedna z nich - takich stawek, jak pani Krystyna, w życiu nie zarobiłam.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET