`

Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Drugi kierowca: Proszę tego nie słuchać

2 min. czytania
20.08.2026 10:27
Obserwuj nas na Google

Drugi kierowca polskiego autokaru, który uczestniczył w wypadku na Węgrzech, zabiera głos. W rozmowie z „Super Expressem” odniósł się do teorii krążących wokół tragedii. - Proszę tego nie słuchać - mówi Grzegorz Wojtoń, wyjaśniając, jak zdarzenie wyglądało z jego perspektywy.

Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech
fot. ZOLTAN MATHE/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co wydarzyło się podczas wypadku polskiego autokaru na Węgrzech.
  • Jakie były okoliczności tragicznego wypadku.
  • Co drugi kierowca powiedział o swoim koledze, który prowadził autokar.

Drugi kierowca opowiada o wypadku autokaru na Węgrzech

W tragicznym wypadku polskiego autokaru na Węgrzech zginęło 12 osób. Kierowca pojazdu wracającego z pielgrzymki został aresztowany, a śledztwo w sprawie wszczęła polska prokuratura. Wokół wypadku namnożyło się wiele powielanych w sieci teorii. Teraz odniósł się do nich Grzegorz Wojtoń, drugi kierowca i właściciel biura podróży. W chwili wypadku spał w specjalnej kabinie.

W rozmowie z „Super Expressem” opowiedział o swojej perspektywie. Jak twierdzi, sam prowadził autokar przez Chorwację i część Węgier, a kiedy zmieniał się ze swoim kolegą Robertem, ten miał być w pełni sił i czuć się dobrze. Sam wypadek zdarzył się po 3,5 godzinach jazdy, niedługo przed planowanym postojem.

Redakcja poleca

Wojtoń: W tym miejscu tych barierek nie było

W sieci pojawiały się m.in. informacje, że autokar kilkukrotnie koziołkował. - Absolutnie nie. Proszę tego nie słuchać - twierdzi Wojtoń i wyjaśnia, że pojazd przewrócił się na bok po zjechaniu z drogi, zsuwając się po stromym nasypie. - Był bardzo stromy i bardzo głęboki nasyp, który moim zdaniem powinien być zabezpieczony barierkami ochronnymi. W tym miejscu tych barierek nie było i kto wie, jak potoczyłaby się sytuacja, gdyby tam były - mówi i podkreśla, że do największych obrażeń pasażerów doszło, gdy autokar w pędzie zsuwał się przez kilkanaście metrów po rowie.

Zdaniem drugiego kierowcy jego kolega przed wypadkiem był w dobrym stanie. - Skoro miał wszelkie uprawnienia, badania psychotechniczne i badania lekarskie, i wszystko miał aktualne, czyli lekarz podbił, a jego stan zdrowia nie wskazywał na to, że ma zakaz prowadzenia, to takie insynuacje i domysły trzeba zostawić na boku - twierdzi. Pytany o pasy bezpieczeństwa przyznaje, że pasażerowie rzadko je zapinali. - Można powiedzieć, że sporadycznie, chociaż mówi się, prosi się... - dodaje.

Jak wyjaśnia, po wypadku pomagał poszkodowanym wydostać się z autokaru mimo własnych obrażeń. Skrytykował też reakcję polskich służb dyplomatycznych, która jego zdaniem była spóźniona. Wojtoń przekonuje, że w pierwszych godzinach wsparcia udzielali przede wszystkim wolontariusze i Polonia z Węgier.

Źródło: Radio ZET / „Super Express”

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET