Wyprowadzą „tykającą bombę”. Decyzja w sprawie rosyjskiego statku porzuconego w Gdyni
Porzucony przez rosyjskiego armatora statek Khatanga został uznany za obiekt zagrażający bezpieczeństwu i będzie wyprowadzony z portu w Gdyni – dowiedział się dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski. Decyzja zapadła po tym, jak opisaliśmy, że polskie służby zainteresowały się jednostką stojącą już ósmy rok przy trójmiejskim nabrzeżu.
- 8 zdjęć Zobacz galerię
Khatanga do usunięcia, wyprowadzą „tykającą bombę”
Według informacji, do jakich dotarł dziennikarz śledczy Radia Mariusz Gierszewski, Urząd Morski przekazał Zarządowi Morskiego Portu Gdynia SA zarządzenie dotyczące usunięcia Khatangi. Uznano statek za zagrażający bezpieczeństwu, a kolejnym argumentem przemawiającym za odholowaniem stał się fakt, że zbiornikowiec służący wcześniej do przewozu ropy stał w porcie bez zgody administracji morskiej.
– Urząd Morski wydał portowi zarządzenie o usunięcie statku – potwierdza w rozmowie z Radiem ZET wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka. – Statek jest niezdolny do żeglugi, jest statkiem na którym nie ma załogi, jest statkiem zagrażającym bezpieczeństwu portu i nie ma zgody kapitanatu portu na przebywanie w porcie. To otwiera drogę do tego, aby został usunięty z portu – wyjaśnia Marchewka. Urząd Morski nakazał niezwłoczne usunięcie statku i w czasie nie dłuższym niż trzy miesiące.
– Mamy zielone światło, aby po 8 latach rozwiązać tę sprawę i rozpoczynamy ten proces – mówi wiceminister infrastruktury Radiu ZET. – To jest wielka konstrukcja, która waży 15 tysięcy ton, wielkością przypomina blok mieszkalny. Więc to nie jest jednostka, która można sobie odholować i przestawić. Do tego będzie potrzebny broker albo ktoś, kto zagwarantuje zabranie tego statku i odholowanie go do miejsca, gdzie będzie mógł być zutylizowany – dodaje Marchewka.
Porzucony rosyjski statek w porcie w Gdyni
Sprawa porzuconego rosyjskiego statku została omówiona w ubiegłą środę na posiedzeniu sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Khatanga od jakiegoś czasu była bowiem w centrum zainteresowania Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
24 stycznia Radio ZET ujawniło, że SKW i ABW zajęły się incydentami do jakich doszło w grudniu i styczniu z jednostką Kathanga. 15 grudnia ubiegłego roku i 12 stycznia tego roku doszło do zerwania cum statku. Alarm podniósł armator stojącego w pobliżu statku do stawiania na morzu farm wiatrowych. Obawiał się, że oddalająca się od nabrzeża Khatanga staranuje jego jednostki. Do akcji włączono portowe holowniki.
Dodatkowo, jak twierdzili nasi informatorzy ze służb specjalnych, nie było wiadomo, czy na statku nie mogły znajdować się rosyjskie urządzenia nasłuchowo-wywiadowcze. Przez lata nikt nie mógł wejść na statek z jakąkolwiek kontrolą. Tymczasem Gdynia to główny port wojenny polskiej armii, a w Bałtyckim Terminalu Kontenerowym przeładowywany jest sprzęt NATO.
– Statek nie jest pilnowany, a to tykająca bomba. Khatanga służyła do przewozu ropy naftowej i pochodnych. Tam mogą się gromadzić mocno wybuchowe gazy. Nic nie działa, więc statek nie jest odgazowany. Wystarczy iskra i mamy katastrofę – mówił informator Radia ZET z portu w Gdyni.
W październiku 2017 roku Khatanga została zatrzymana po tym, jak nie przeszła rutynowej kontroli. W ramach tak zwanej Port State Control sprawdza się między innymi stan techniczny statku oraz kompetencje załogi. Zgodnie z dokumentami jednostka miała przejść remont. Problem w tym, że w 2020 roku armator – firma Murmansk Shipping Company – ogłosił upadłość i przestał interesować się Khatangą, a ta została w porcie w Gdyni.
Jak ustaliło Radio ZET, port oszacował koszty i straty wynikające z wieloletniego postoju jednostki na 15 milionów złotych i wystosował notę w tej sprawie do kancelarii prawnej reprezentującej syndyka upadłego właściciela statku.
Źródło: Radio ZET