Zapytano Polaków o poczucie bezpieczeństwa w szkołach. „Poważny sygnał ostrzegawczy”
Jak wynika z raportu UCE Research i platformy ePsycholodzy.pl, ponad połowa dorosłych Polaków uważa, że szkoły w Polsce nie zapewniają wystarczającego bezpieczeństwa fizycznego uczniom. W szczególności chodzi o ochronę przed agresją i przemocą ze strony innych osób. Przeciwne zdanie ma trochę ponad jedna trzecia badanych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Polacy oceniają bezpieczeństwo dzieci w szkołach.
- Dlaczego opinie o ochronie w szkołach mogą być negatywne.
- Co wpływa na postrzeganie poziomu bezpieczeństwa w placówkach.
- W jaki sposób szkoły mogą poprawić system zgłaszania przemocy.
Polacy obawiają się o bezpieczeństwo dzieci w szkołach
W badaniu autorstwa UCE Research i platformy ePsycholodzy.pl zapytano Polaków o ochronę uczniów przed agresją i przemocą, w tym atakami z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Dla 36,3 proc. ankietowanych szkoła „raczej nie” zapewnia wystarczającego bezpieczeństwa. „Zdecydowanie nie” czuje tego 18,2 proc. badanych. „Raczej tak” odpowiedziało 25,3 proc. osób, a 9,1 proc. „zdecydowanie tak”. „Wynik 54,4 proc. to poważny sygnał ostrzegawczy, ale jeszcze nie dowód na to, że ponad połowa szkół jest niebezpieczna. Badani oceniają poziom ochrony, a nie liczbę faktycznych zdarzeń. Na ich opinię mogą wpływać doświadczenia, informacje o przemocy i sposób reagowania placówek” - skomentowała dane psycholog, socjoterapeutka dzieci i młodzieży Karolina Kuzia, z którą konsultowano badanie.
Autorzy badania wskazują, że zdecydowanie negatywnych ocen jest dwukrotnie więcej niż zdecydowanie pozytywnych. Najczęściej jednak wybrano odpowiedź „raczej nie”. „Odpowiedź «raczej nie» nie musi oznaczać przekonania o stałym zagrożeniu. Polacy mogą dostrzegać luki w ochronie uczniów, choć wiele sytuacji oceniają jako bezpieczne. Zastrzeżenia mogą dotyczyć dyżurów, miejsc poza nadzorem czy reakcji na zastraszanie, ale nie znamy powodów konkretnych odpowiedzi. Jeśli szkoła reaguje dopiero na widoczne obrażenia, interwencja następuje za późno” - wskazała specjalistka ds. pedagogiki specjalnej i resocjalizacyjnej, konsultantka merytoryczna badania Magdalena Lipińska.
Według autorów raportu, liczba oficjalnych zgłoszeń może nie oddawać każdego doświadczenia uczniów. O części wydarzeń nauczyciele nie wiedzą. Zwłaszcza, gdy dzieci boją się reakcji otoczenia. To nie wystarczy do oceny bezpieczeństwa. „Przemoc nie zawsze zaczyna się od bójki czy interwencji policji. Może przyjmować postać zastraszania, upokarzania albo gróźb poza zasięgiem nauczycieli. Takie zdarzenia mogą nie trafiać do rejestrów, więc niska liczba skarg nie dowodzi bezpieczeństwa. Jeśli uczniowie nie wierzą w skuteczność zgłoszeń albo obawiają się napiętnowania, szkoła traci źródło wczesnych informacji o zagrożeniach” - stwierdził wykładowca akademicki i współautor raportu Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.
Wnioski z raportu
Prawie co piąty ankietowany zdecydowanie krytycznie odnosi się do bezpieczeństwa w szkołach. Nie jest to jednoznaczne z tym, że osoby te doświadczyły bezpośrednio przemocy. Nie sprawdzono w badaniu, czy na to wpłynęły osobiste przeżycia, relacje bliskich, bądź medialne doniesienia. To pokazanie skali znacznych zastrzeżeń wobec ochrony uczniów. Jak uzupełnia wypowiedź Karolina Kuzia, nawet jeden poważny incydent może ujawnić słabe punkty w organizacji szkoły. Ponadto ignorowanie wcześniejszych sygnałów może podważyć zaufanie do całego systemu. Jej zdaniem placówki powinny analizować groźby oraz powtarzającą się agresję. Nie powinny reagować tylko na przekazy medialne.
Zdaniem autorów raportu, wynik 34,5 proc. osób, które pozytywnie oceniają poziom bezpieczeństwa może rodzić pytania o wiarygodność zapewnień szkół o ochronie uczniów. Instrukcje i regulaminy mogą nie wystarczyć. Kluczowym jest, by dzieci i rodzice wiedziały o tym, jaka będzie reakcja placówki po zgłoszeniu zagrożenia. Według Lipińskiej rodzice chcą wiedzieć o tym, komu dziecko może zgłosić przemoc i to, jak szybko placówka zareaguje oraz czy będzie monitorowała sprawę. W przypadku braku informacji, sprzyja to twierdzeniu, że odpowiedzialność rozmywa się między wychowawcą, pedagogiem i dyrekcją. „Bezpieczeństwa nie tworzy segregator z instrukcjami, lecz system, w którym dorośli reagują na czas, a skuteczność ich działań jest sprawdzana” - dodała ekspertka.
Według Michała Pajdaka szkoła, która ujawnia więcej zdarzeń może mieć sprawniejszy system zgłaszania od tych, w których problemu nie widać. Kluczowe są dane o powtarzalności przemocy, działaniach po zgłoszeniu oraz opiniach uczniów o pomocy, którą uzyskali. Chodzi o to, by placówka potrafiła wykrywać zagrożenia. Powinno się ograniczać ich skutki oraz wyciągać wnioski z docierających sygnałów. Karolina Kuzia dodała, że nie możemy oczekiwać tego, że problem zostanie rozwiązany na poziomie wyłącznie pojedynczych placówek. Dyrektorzy, którzy mają pomysły, znają zagrożenia i podejmują działania, jednak mają ograniczenia systemowe.
Źródło: Radio ZET/UCE Research
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET