Zastraszanie, zwolnienia i przeszukania domów. Szpital w Świdniku ma problem
Związkowcy w szpitalu w Świdniku obawiają się utraty pracy i oskarżają dyrekcję o zastraszanie. Mówią też o przeszukaniach w domach. Dyrekcja odbija piłeczkę i twierdzi, że zwolnienia w administracji są niezbędne dla ratowania pacjentów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są obawy pracowników szpitala w Świdniku?
- Dlaczego dyrekcja uznaje zwolnienia za niezbędne?
- Co mówi szefowa szpitalnej "Solidarności" o nękaniu?
- Które działania podejmuje szpital, aby poprawić sytuację finansową?
Szpital w Świdniku nęka pracowników?
Wśród pracowników szpitala w Świdniku (woj. lubelskie) panuje napięta atmosfera. Związkowcy i osoby zatrudnione w dziale administracji placówki obawiają się utraty miejsc pracy - mówią jednocześnie o zastraszaniu przez dyrekcję szpitala. Wszystko - jak dowiedział się reporter Radia ZET Mateusz Kasiak - przez dług sięgający 30 milionów złotych i pieniądze utracone za dodatkowe zabiegi po pandemii.
Agata Nawrocka, szefowa szpitalnej "Solidarności" mówi w Radiu ZET, że jedna osoba otrzymała już zwolnienia dyscyplinarne. Wspomina też o nękaniu i przeszukiwaniu domów. - Stosowane są różne chwyty, szczególnie wobec związkowców NSZZ "Solidarność" i mnie jako przewodniczącej. Zostałam oskarżona o kradzież dokumentów służbowych. Mój dom był przeszukiwany - twierdzi.
Dyrekcja wyjaśnia: Zwolnienia są niezbędne
Sprawie nękania zaprzecza dyrekcja placówki. Szefowa szpitala Sylwia Domagała. Wyjaśnia przy tym, z czego wynikało przeszukanie domu jednej z pracownic. - Ja niestety nie byłam w stanie stwierdzić, jakie to są dokumenty, ale skoro pracownicy administracji zgłosili mi to i nie zbagatelizowali tego faktu, to tego samego dnia, po konsultacji z dyżurnym na komendzie powiatowej, udałam się z panią mecenas złożyć zawiadomienie - relacjonuje.
Domagała odnosi się też do cięć w administracji i twierdzi, że te są niezbędne dla ratowania pacjentów, bo pracowników jest po prostu za dużo. - Na pracę pracowników administracji, tak czy inaczej, muszą zarobić lekarze i pielęgniarki - mówi. Ostatecznie zwolnionych może zostać nawet 30 pracowników. Szpital zapewnia, że wdraża program naprawczy. Nie wyklucza też połączenia z inną placówką w regionie.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET