"Zwłoki wplątane w konary drzew". Mija 58 lat od horroru w polskich górach

2 min. czytania
20.03.2026 16:06
Obserwuj nas na Google

20 marca 1968 roku w Karkonoszach doszło do jednej z największych tragedii w polskich górach. W Kotle Białego Jaru zeszła lawina, która porwała turystów idących dnem doliny. Zginęło 19 osób. Pięciu turystów przeżyło.

Lawina w Białym Jarze
fot. Karkonoski Park Narodowy

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były warunki pogodowe w Karkonoszach przed tragedią.
  • Dlaczego turyści wybrali czarny szlak dnem Białego Jaru.
  • Co spowodowało lawinę w Białym Jarze w 1968 roku.

Tragedia w Białym Jarze. Lawina porwała 24 osoby

W 1968 roku warunki w Karkonoszach były wyjątkowo zdradliwe. Najpierw długotrwałe ocieplenie i topnienie śniegu, woda wsiąkająca w podłoże. Później nagły powrót zimy, zamiecie i intensywne opady. Pokrywa śnieżna stopniowo się zmieniała. Z czasem była coraz bardziej niestabilna. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Ratownicy ostrzegali przed prowadzeniem wycieczek w miejsca szczególnie zagrożone. Mimo to 20 marca dobre warunki pogodowe zachęciły wielu turystów, by ruszyć na szlak - w stronę Śnieżki. "Z powodu nieczynnego wyciągu na Kopę część z nich wybrała przejście czarnym szlakiem dnem Białego Jaru" - opisuje GOPR. 

Na wyprawę ruszyło kilka grup. Największa z nich składała się ze studentów Instytutu Górniczego w Kujbyszewie. Była prowadzona przez polskiego pilota z Warszawy. Ratownik GOPR Andrzej Brzeziński pracował wówczas w karpackim ośrodku Juwenturu. Z jego relacji wynikało, że podróżni nie byli przygotowani do wyjścia w góry, o czym świadczyć miał chociażby nieodpowiedni ubiór. Do tragedii doszło około godziny 11:00. 

"Zwłoki wplątane w konary drzew"

Wczesnym popołudniem ostre słońce nagrzało śnieżne zbocza. Wówczas oderwała się ogromna masa śniegu. "Według relacji obszar lawiny miał ponad 600 metrów długości i do 80 metrów szerokości. Szacuje się, że grubość śniegu sięgała miejscami do 12 metrów" - informuje karkonoska grupa GOPR. W ciągu kilkudziesięciu sekund lawina runęła w dół z ogromną prędkością, porywając 24 osoby. Przeżyło tylko pięciu turystów. Siła uderzeniowa śnieżnej fali wyrzuciła ich na bok. 

Akcja ratunkowa rozpoczęła się niemal natychmiast. Brali w niej udział ratownicy GOPR, ratownicy z Czechosłowacji, wojsko i inne służby oraz mieszkańcy. W sumie około 1100 osób. Ich oczom ukazał się wstrząsający widok. "Zwłoki leżały przeważnie głęboko pod śniegiem, na dnie lawiniska, wplątane w konary wyrwanych z korzeniami drzew. Po wysondowaniu miejsca położenia zwłok trzeba było się do nich dostać, kopiąc wąskie, a głębokie na dwa do trzech metrów jamy. Bywało tak, że aby wydobyć ciało, trzeba było najpierw odciąć piłką gałęzie, w które było wplątane" - tak akcję ratunkową wspominał Stanisław Jawor, jeden z jej uczestników.

Redakcja poleca

"Ten zapach może prześladować do końca życia"

Uczestników akcji ratunkowej prześladowały również zapachy wydzielane przez odcinane gałęzie jarzębu sudeckiego. "Jeżeli wącha się ten zapach przez kilka godzin, siedząc w ciasnej śnieżnej dziurze, jeżeli poprzez gałęzie widać twarz dziewczyny z otwartymi ustami i nieruchomymi - jak ze szkła - oczami, to zapach ten może prześladować do końca życia" - dodał Stanisław Jawor. Tragedia stała się punktem zwrotnym w świadomości zagrożeń lawinowych w polskich górach. W kolejnych latach ratownictwo lawinowe zaczęło się rozwijać, wprowadzone zasady i procedury pozwoliły na skuteczniejsze działania i lepszą edukację turystów.

Źródło: Radio ZET/GOPR/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET