Medal zmienił jej życie, ale to mistrzostwa świata wystrzeliły jej popularność
– Medal olimpijski był gamechangerem dla slalomu kajakowego w Polsce. Bardzo to pielęgnujemy i walczymy o więcej, a w tym roku też udało się zrobić coś wielkiego, bo trzy medale na jednym mistrzostwach świata nie zdarzają się często – mówi Klaudia Zwolińska, jedna z najlepszych slalomistek świata. Po wywalczeniu srebra w Paryżu życie polskiej kajakarki bardzo się zmieniło, a Polka nie zamierza osiadać na laurach, co udowodniła w trakcie tegorocznych mistrzostw świata.
Zwolińska, która za kilkanaście dni skończy 27 lat, nie ukrywa, że bardzo pracuje na to, by o slalomie kajakowym było jak najgłośniej. Zachęca też młodych ludzi do uprawiania sportu. – Po zawodach w Australii, gdzie wywalczyłam trzy medale mistrzostw świata, zainteresowanie jeszcze wystrzeliło i szczerze myślę, że było jeszcze większe, niż po igrzyskach w Paryżu. To nie jest przypadkowe, to się wiązało z bardzo ciężką pracą. Po medalu olimpijskim nie wyjechałam po prostu na wakacje i nie odpoczywałam. Miałam dosłownie chwilę przerwy, a później ruszyłam i to nie tylko jeśli chodzi o sport, ale przede wszystkim o to, co dzieje się wokół, choćby obecność w mediach. To zabierało mi bardzo dużo energii i czasu, ale to jest bardzo pozytywny okres mojego życia. Też bardzo dużo pracowałam z młodzieżą, inspirując dzieciaki do sportu – opowiada Polka.
Zwolińska podkreśla, że na początku nie było łatwo jej godzić treningu sportowego na najwyższym poziomie z pracą na rzecz promowania kajakarstwa. – W trakcie przygotowań do sezonu próbowałam to jakoś zbalansować, co oznaczało, że podchodziłam na sto procent do treningów i na sto procent do tej pracy promującej mój sport. Nie wiedziałam, jak to pogodzić, ale teraz już wiem. Dałam sobie na głowę zbyt dużo i początek sezonu był dla mnie nieudany, bo po prostu rozsypałam się zdrowotnie. Sądzę, że to był właśnie jeden z czynników, który to spowodował. Teraz wypracowałam już pewien schemat – mówi wspierana przez PGE Polską Grupę Energetyczną zawodniczka, która w tegorocznych mistrzostwach świata w Australii została podwójną mistrzynią świata w K-1 i C-1, a do tego wywalczyła brązowy medal w kayak crossie.
Zwolińska, która uwielbia swój sport i podkreśla jego atrakcyjność, nie lubi w niej tylko jednego – określenia „dyscyplina niszowa”. – Nienawidzę tego i pracuję nad tym, by tak nie było. Wierzę, że jeżeli będą się zdarzały takie sukcesy, jak właśnie w tym roku, to o slalomie będzie głośno nie tylko przy okazji igrzysk olimpijskich. Niektóre sporty w Polsce, mimo tego, że były niszowe, już nie są i to dzięki pracy ludzi. Ja więc nie narzekam, tylko wiem, że jest coś do zrobienia. I cieszę się, że razem z Polskim Związkiem Kajakowym mam takie możliwości, by to zrobić. Od trzydziestu kilku lat zawodnicy PZKaj przywożą zawsze medale olimpijskie. Nakajakarzy zawsze można liczyć, więc chcę zrobić tak, żeby ludzie pamiętali o tych kajakach także między igrzyskami. Mamy ogromny potencjał – zaznacza.
A czy po ubiegłorocznych igrzyskach jej rozpoznawalność zwiększyła się? – Chyba najbardziej teraz, po mistrzostwach świata. Te trzy medale sprawiły, że zainteresowanie mediów było bardzo duże, więc odczuwam oczywiście różnice. Zauważam to już nie tylko u mnie na południu, gdzie slalom mamy bardziej popularny, ale też w innych miejscach. Zdarzyło mi się jechać raz z lotniska bardzo krótki odcinek i nie wiedziałam, że muszę mieć bilet i przez to, że podeszła do mnie rodzina z dziećmi, by zrobić sobie zdjęcie ominęła mnie kontrola. Rozdawanie autografów czy robienie zdjęć z kibicami jest bardzo miłe – opowiada Polka, która jest nominowana w plebiscycie na sportowca roku w Polsce.
– Myślę, że w tym roku mam papiery na to, żeby walczyć o jak najwyższe pozycje w plebiscycie, bo przez siedemdziesiąt lat nikt nie zdobył indywidualnie trzech medali w letnich sportach na mistrzostwach świata. Ze sportowego punktu widzenia zrobiłam wszystko, żeby być jak najwyżej, ale to jest plebiscyt. Będę walczyć o te głosy, ponieważ trzeba to zrobić, żeby nasze kajaki były jak najwyżej. To może być przełomowe dla naszej dyscypliny. Razem ze mną są jeszcze dwie kajakarki Martyna Klatt i Ania Puławska i my sobie zdajemy sprawę, że każdy głos się liczy i będziemy o te głosy walczyć, żeby wzmocnić naszą dyscyplinę i pochwalić się trochę tymi wynikami. Myślę, że mamy jeden z najlepszych wyników w Polsce w tym roku i chyba mogę to powiedzieć głośno, że też jesteśmy gigantami sportu, więc czemu nie walczyć o te najwyższe lokaty – mówi Klaudia Zwolińska.