10 lat od referendum ws. brexitu. Ekspert wskazuje skutki decyzji Brytyjczyków

5 min. czytania
23.06.2026 09:55
Obserwuj nas na Google

Przed dziesięcioma laty Brytyjczycy zdecydowali o opuszczeniu Unii Europejskiej, a ponad sześć lat temu oficjalnie tego dokonali. Czy brexit im się opłacił, czy wciąż mierzą się z jego skutkami – zarówno politycznymi, jak i ekonomicznymi? I dlaczego, mimo zapowiedzi części analityków, wyjście Wyspiarzy z UE nie zapoczątkowało fali referendów ani -exitów?

Breixt
fot. AP Photo/Alastair Grant/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak brexit wpłynął na brytyjską scenę polityczną i system wyborczy.
  • Co sprawia, że ocena gospodarczych skutków brexitu jest trudna.
  • Które obszary polityki Wielka Brytania zmieniła po brexicie.
  • Dlaczego brexit nie spowodował kolejnych -exitów w UE.

23 czerwca przypada 10. rocznica referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W 2016 roku prawie 52 proc. głosujących Brytyjczyków zdecydowało, że chcą, by ich kraj opuścił UE, co uruchomiło proces tzw. brexitu. Po kilkuletnich politycznych przepychankach, trudnych negocjacjach z Brukselą (a w międzyczasie dwóch przedterminowych wyborach parlamentarnych) z końcem stycznia 2020 roku Zjednoczone Królestwo ostatecznie przestało być członkiem Wspólnoty, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jakimi? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi dr Przemysław Biskup - analityk w programie UE Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej. 

10 lat po referendum ws. brexitu. Jakie skutki przyniosła decyzja Brytyjczyków?

- W odniesieniu do procesu politycznego, właśnie obserwujemy jeden ze skutków rozdrobnienia sceny partyjnej i wynikającą z niego destabilizację systemu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jest to skutek procesu politycznego wokół brexitu trwającego już 10 lat. Jednak brexit w sensie formalnym i gospodarczym zaczął się 1 stycznia 2021 roku, a wiec trwa od nieco ponad pięciu lat – podkreśla. Jego zdaniem możliwa jest analiza pod kątem politycznym z uwagi na fakt, iż od 2015 roku mieliśmy na Wyspach dwa razy wybory parlamentarne w terminie konstytucyjnym i dwa razy wybory przedterminowe. - W okresie od 2016 roku było kilka cykli wyborczych i bazując na twardych danych wyborczych możemy sporo powiedzieć o zmianach w zakresie systemu politycznego. Z drugiej strony, w przypadku danych gospodarczych, analiza jest znacznie trudniejsza, bo po pierwsze to tylko pięć lat, czyli perspektywa średniookresowa. A po drugie, w tym samym czasie mieliśmy do czynienia z pandemią COVID-19, potem z wojną w Ukrainie i wynikającym z niej potężnym kryzysem cen gazu, które kompletnie destabilizowały Wielką Brytanię i dużą część Europy. Tu oczywiście dużo zależy od modelu, który przyjmujemy do projekcji, ale trudno jednoznacznie ocenić, w jakim stopniu za problemy gospodarcze ostatnich pięciu lat odpowiada brexit, a w jakim inne czynniki – wyjaśnia ekspert.

Oglądaj

Zauważa jednak, że Zjednoczone Królestwo na pewno poniosło koszty adaptacyjne do nowej sytuacji, wymieniając tu m.in. budowę nowej infrastruktury granicznej czy przeprojektowanie systemów księgowych. Zwraca przy tym uwagę na ciekawy paradoks, związany z polityką sektorowych regulacji w tzw. okresie przejściowym, który w przypadku Brytyjczyków trwał do końca 2020 roku. - Wielka Brytania do końca 2020 roku wdrażała na bieżąco wszystkie unijne przepisy. A potem w zasadzie na palcach jednej ręki można policzyć obszary, gdzie usiłowano coś zmienić. Czyli tak naprawdę pod względem skali i logiki regulacji to jest ciągle w znacznej mierze państwo Unii Europejskiej, tylko bez prawa głosu – przekonuje analityk PISM. 

Według niego w bardzo wielu sferach nie da się tak łatwo uchylić przepisów unijnych. - W kontekście zmian w zakresie brytyjskich polityk sektorowych czy sytemu regulacyjnego zasadnicza trudność polega na konieczności zaproponowania nowych rozwiązań w miejsce dotychczasowych, odziedziczonych po UE. Zrobienie tego w stosunku do korpusu legislacyjnego, budowanego przez 50 lat w krótkim czasie jest bardzo trudne. Wiemy, że z powodu dynamiki politycznej, poprzedni rząd – tworzony przez Partię Konserwatywną – ostatecznie nie zdążył wdrożyć przed wyborami parlamentarnymi w 2024 r. programu deregulacyjnego, czyli skasowania części unijnych przepisów by zmniejszyć skalę regulacji. Z kolei nowy rząd - Partii Pracy - stara się, pogłębić harmonizację wobec Unii Europejskiej – tłumaczy dr Biskup. - Warto też podkreślić, że samo wdrażanie zmian w zakresie brytyjskich regulacji po brexicie nie jest hamowane w integralny sposób przez samą konstrukcję brexitu. Wielka Brytania, negocjując z Unią Europejską, poświęciła dostęp do wspólnego rynku, by odzyskać swobodę decyzyjną. Natomiast to, co z tą swobodą zrobią poszczególne rządy, to już inna sprawa – dodaje. 

Dwa obszary, w których Wlk. Brytania odróżnia się od UE

W czym w takim razie obecna polityka Wielkiej Brytanii znacząco różni się od polityki Brukseli? Rozmówca RadioZET.pl wymienia tutaj główne obszary. - Pierwszym z dwóch-trzech najbardziej rozpoznawanych obszarów regulacyjnych, gdzie Wielka Brytania faktycznie wykorzystała odzyskana swobodę decyzyjną była polityka klimatyczna. Rząd Partii Pracy wykorzystał swoje kompetencje nie do złagodzenia, ale do zaostrzenia kryteriów klimatycznych – mówiąc obrazowo, do „turbodoładowania” dotychczasowej polityki unijnej, ze wszystkimi znanymi nam, także w Polsce, skutkami. Wielka Brytania ma najwyższe w Europie ceny energii, co skutkuje m.in. ucieczką wielu inwestycji przemysłowych do Azji lub Stanów Zjednoczonych – wymienia dr Biskup. 

Redakcja poleca

Drugi obszar to z kolei polityka imigracyjna. - Po brexicie zbudowano system selektywny, punktowy, oparty na doświadczeniach australijskich, kanadyjskich czy nowozelandzkich i w tym sensie można powiedzieć, że odzyskano swobodę kreowania polityki imigracyjnej. Patrząc w taki wąski, prawniczy sposób to niewątpliwie był sukces – mówi. - Mieliśmy jednak również do czynienia ze skokowym wzrostem imigracji do Wielkiej Brytanii w okresie 2021-2025 i to jedna z kwestii, która rozsadza dziś brytyjski system polityczny. Chodzi przede wszystkim właśnie o imigrantów ekonomicznych o niskich zarobkach, zatrudnionych do prostych prac, co utrwala niekorzystną strukturę brytyjskiego runku pracy oraz hamuje postępy w podnoszeniu automatyzacji i wydajności pracy. Po prostu, łatwiej i taniej jest sprowadzić gotowego pracownika z zagranicy niż np. płacić miejscowemu za przekwalifikowanie się albo zainwestować w automatyzację. Ten paradoks wynika ze świadomego wyboru rządu Boris Johnsona [premier Wielkiej Brytanii w latach 2019-22 - red.], aby bardzo nisko ustawić próg zarobków wymaganych od imigrantów ekonomicznych do Wielkiej Brytanii – twierdzi. 

Dlaczego brexit nie spowodował fali -exitów z UE?

Wielu ekspertów wróżyło przed dekadą, że brexit w połączeniu z zauważalnie rosnącym eurosceptycyzm może spowodować w innych krajach falę referendów dotyczących wypowiedzenia członkostwa w UE. Dziennikarze wymyślali kolejne neologizmy z przyrostkiem -exit. Mieliśmy doczekać frexitu (Francja), nexitu (Holandia), hungexitu (Węgry) czy nawet polexitu (Polska). Nic takiego się nie wydarzyło, choć nie jest wykluczone, że nie wydarzy się w przyszłości. Zdaniem dr Biskupa wynika to z konfiguracji politycznych w poszczególnych krajach. - Elity rządzące w wielu państwach europejskich po doświadczeniu brytyjskim uznały, że nie warto ryzykować referendów na temat członkostwa w UE. Pamiętajmy, że David Cameron [premier Wielkiej Brytanii w latach 2010-16, podał się do dymisji dzień po referendum z 2016 roku – red.] zgodził się na brytyjskie, żeby niejako „zabić” ruch eurosceptyczny - on sam przecież był za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE i był przekonany, że je wygra – wyjaśnia. 

Zwraca przy tym uwagę na fakt, iż elity rządzące w krajach Europy są niemal wszędzie proeuropejskie – nieważne, czy to lewica, centrum czy centroprawica - zaś „ruchy polityczne, które w bardzo mocny sposób kontestują integrację europejską, są na ogół są trzymane za kordonami sanitarnymi – nie dopuszcza się ich do sprawowania władzy”, co zdaniem badacza niekoniecznie odzwierciedla nastroje społeczne. Dr Biskup przypomina, że sam, rozłożony na kilka lat, proces brexitu „był ze strony unijnej prowadzony w taki sposób, by bardzo jasno zademonstrować negatywne konsekwencje opuszczenia UE przez dane państwo”.  - Spowodowało to usztywnienie stanowisk negocjacyjnych w wielu kwestiach po stronie unijnej nawet kosztem własnych interesów gospodarczych, czego konsekwencją jest m.in. to, że państwem, które w zakresie osłabienia handlu towarowego straciło najwięcej, wcale nie jest Wielka Brytania, tylko Niemcy – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET