23-latka uratowała rodziców z oblężonego Mariupola. "Wycelowali karabin w stronę naszych głów"
23-letnia Anastazja Pawłowa cudem uniknęła bombardowania w Charkowie. Razem z narzeczonym uciekła do Dniepru, ale spokoju nie dawała jej sytuacja w Mariupolu, w którym pozostawali jej rodzice. Ukrainka wynajęła samochód i pojechała do oblężonego przez Rosjan miasta, by ratować rodzinę. Swoją historię opowiedziała stacji BBC.
Mariupol jest oblegany przez Rosjan od początku marca. Sytuacja mieszkańców jest katastrofalna - według ostrożnych szacunków mogło tam już zginąć ponad 20 tys. osób. W czwartek mer miasta poinformował, że w masowych grobach w pobliskim Manhuszu mogą spoczywać zwłoki 3-9 tysięcy mieszkańców nadmorskiej metropolii.
Życie mieszkańców Mariupola szybko po rozpoczęciu wojny zamieniło się w „piekło”. W mieście odcięto bieżącą wodę i elektryczność i załamała się łączność. Wiele tysięcy osób zostało zabitych, a ci, którzy przeżyli, umierali z głodu i pragnienia. W dzielnicę, w której mieszkają rodzice Anastazji - Oksana i jej mąż Dmytro uderzyły rakiety typu "Grad". "Nie mogłam złapać oddechu” – wspominała w rozmowie z portalem BBC.
Oksanie udało się porozmawiać z córką przez telefon. „Nie przyjeżdżaj” - ostrzegła Anastazję. Jednak pod koniec marca, po pięciu tygodniach wojny, młoda Ukrainka postanowiła ratować rodziców.
ewakuacja (zdjęcie ilustracyjne)
23-latka wynajęła kierowcę i uratowała rodziców z oblężonego Mariupola
Wynajęła kierowcę i vana od grupy ochotników, którzy też próbowali ewakuować ludzi z Mariupola. Wyruszyli z Zaporoża. BBC podkreśla, że taka podróż jest bardzo niebezpieczna i niezwykle rzadko decydują się na nią osoby niebędące częścią oficjalnych grup humanitarnych.
„Na jednym z punktów kontrolnych, sprawdzając dokumenty, wojskowi wycelowali lufę karabinu maszynowego w stronę naszych głów […] Wydaje się, że zaraz zabiorą nam samochód, zastrzelą albo zgwałcą. Cały czas spodziewasz się, że coś takiego się stanie. To przerażające. Zdajesz sobie sprawę, że żadne z twoich praw nie są tu szanowane” – mówiła Anastazja.
Wjeżdżając do Mariupola, Anastazja nie wiedziała, czy jej rodzice jeszcze żyją. „Dookoła są płonące samochody, czołgi, dziury w domach, czarne budynki z zawalonymi dachami. Tłumy bardzo brudnych ludzi z pustymi oczami idą wzdłuż zaminowanych dróg. Wszystko im odebrano, ich krewni zmarli” – relacjonowała 23-latka. Opowiadała również o płytkich grobach, jakie mijali po drodze. „Początkowo patrzysz na nie, jesteś przerażona i zdezorientowana. Ale jak już zobaczysz ich 10 albo 20, po prostu przejeżdżasz" – opowiadała, cytowana przez portal BBC.
"Od tego, co tam widziałam, zrobiło mi się niedobrze"
Anastazja i jej kierowca przybyli do Mariupola na krótko przed godziną policyjną i musieli schronić się na noc w szkole przekształconej w obóz dla uchodźców, z którego ludzie mają być wywiezieni do Rosji. Ukraińskie władze określają takie miejsca jako obozy filtracyjne, a kraje zachodnie potępiają te działania jako przymusowe deportacje. „Są tam ludzie, którzy stracili wszystko. Wiedzą, że nikt po nich nie przyjdzie. Ten obóz to ich jedyna szansa na przeżycie – wspominała Anastazja. - Od tego, co tam widziałam, zrobiło mi się niedobrze. Na podłodze i korytarzach, w klasach i na sali gimnastycznej ludzie leżą prawie jeden na drugim. Wszyscy razem, dziadkowie, kobiety, dzieci. Ciężko tam oddychać, a ludzie nie mają dostępu do bieżącej wody od miesiąca”.
Kobieta ocenia, że tej nocy widziała w Mariupolu „apokalipsę”. „Czułam, że wszystko się we mnie zawala. Wydawało się, że wszystko, w co wierzyliśmy, wszystko, co dobre, moje spojrzenie na ludzi, przekonanie, że żyjemy w cywilizowanym społeczeństwie […] wszystko to było błędem” – mówiła. Anastazja dotarła do rodziców następnego dnia i oprócz nich ewakuowała z miasta również kilkoro sąsiadów. „W naszym busie zabraliśmy osiem osób” – dodała.
Obecnie Oksana i Dmytro są już w bezpieczniejszym miejscu na zachodzie Ukrainy, a Anastazja wciąż mieszka w Dnieprze. Ma poczucie winy, że choć uratowała rodziców, wielu innych ludzi zostało w Mariupolu. „Codziennie dowiaduję się, że któryś z moich kolegów z klasy albo krewnych zginął, albo został ranny” – zaznaczyła w rozmowie z portalem.
RadioZET.pl/PAP/BBC
Wojna w Ukrainie na żywo. Najnowsze informacje
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET