Coraz więcej ofiar powodzi w Indiach. 21-metrowa fala zmiotła miejscowości
Dantejskie sceny po klęsce żywiołowej w Indiach. Po niszczycielskiej fali wody i błota, służby odnalazły ciała kolejnych pięciu osób, które zginęły podczas gwałtownej powodzi na rzece Dhauliganga. Wciąż na pomoc czeka 35 osób w zalanym tunelu hydroelektrowni. Eksperci uznają, że do klęski żywiołowej doszło wskutek lawiny śnieżnej, a nie pęknięciu lodowca, jak pierwotnie sądzono.
Powódź w górnym odcinku rzeki Dhauliganga. Fala wody i błota zmiotła w ubiegłą weekend położone w dorzeczu miejscowości, zniszczyła też lokalne dwie hydroelektrownie.
W kolejnych dniach służby informują o odnalezieniu kolejnych ciał ofiar. Obecny bilans to 31 tragicznie zmarłych. Wciąż są dziesiątki zaginionych – informowała agencja PTI. Według dziennika "The Indian Express" ratownicy wciąż poszukują ok. 170 zaginionych osób, w większości robotników pracujących przy budowie elektrowni wodnych na rzece Dhauliganga.
Indie. Fala powodziowa zmiotła elektrownię i domy. Nie żyje 31 osób
Ratownicy walczą o życie ok. 35 robotników elektrowni wodnej Tapovan-Vishnugad, którzy mają się znajdować w tunelu o długości 1,9 km. W niedzielę fala powodziowa o wysokość aż 21 metrów zmyła groblę chroniącą szeroki na 6 metrów wlot tunelu. Ziemia, muł i kamienie wdarły się do jego wnętrza, blokując wejście.
"Nie możemy oszacować dokładnego czasu na usunięcie gruzu, ponieważ w tunelu jest 90-stopniowy zakręt. Poprosiliśmy inżynierów z elektrowni o przygotowanie alternatywnej drogi dostępu" - powiedział agencji ANI szef policji stanu Uttarakhand Ashok Kumar.
Jego zdaniem ze względu na długość tunelu robotnicy prawdopodobnie mają wystarczającą ilość tlenu do przeżycia. Lokalni mieszkańcy zarzucają jednak służbom pasywność. "Było tu wielu oficerów, ale nikt nic nie robił. Tak jakby nie wiedzieli, co robić" - opowiada dziennikowi "The Indian Express" Sati Negi, której brat Praminder Bisht pracował przy budowie elektrowni. Eksperci po obejrzeniu zdjęć satelitarnych mówią, że do powodzi doszło przez lawinę topniejącego śniegu, która zablokowała bieg rzeki, a nie pęknięcie lodowca.
Santosh Rai, szef departamentu glacjologii i hydrologii z Instytutu Wadia w Dehradun w rozmowie z dziennikiem zastrzega jednak, że przyczynę powodzi zbadają dwa zespoły naukowców wysłane na miejsce zdarzenia.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET