`

Jak zmarł Andrzej I., kontrowersyjny handlarz respiratorami? Policja w Albanii ujawnia

3 min. czytania
19.07.2022 16:08
Obserwuj nas na Google

Nowe informacje o śmierci Andrzeja I., szerzej znanego jako kontrowersyjny handlarz respiratorów, od którego rząd Mateusza Morawieckiego kupił urządzenia medyczne. Mężczyzna nigdy nie dostarczył wszystkich respiratorów, pomimo przekazania mu państwowych pieniędzy. Według Wirtualnej Polski ciało mężczyzny znaleziono w mieście Bajram Curri w północnej Albanii. 

Handlarz respiratorami Andrzej I. nie żyje
fot. MAREK BEREZOWSKI/REPORTER/East News (ilustracyjne)

Serwis TVN24.pl podał we wtorek, że polska  prokuratura  dysponuje niepotwierdzoną informacją, że nie żyje Andrzej I. Był właścicielem niewielkiej firmy handlującej bronią, który na zlecenie rządu miał w trakcie pandemii dostarczyć respiratory. Dowodem ma być akt zgonu wystawiony w stolicy Albanii - Tiranie.

Jednak ciało dotąd nie zostało przetransportowane do Polski. Mężczyzna pod koniec 2020 roku wyjechał z kraju. List gończy za nim lubelska prokuratura regionalna wystawiła dopiero kilkanaście miesięcy później, w marcu tego roku - poinformowało TVN24.pl.

Redakcja poleca

Handlarz respiratorami nie żyje? 

Portal Wirtualna Polska przekazał nowe informacje w sprawie śmierci Andrzeja I. w Albanii. Zwłoki mężczyzny znaleziono na bulwarze w mieście Bajram Curri niedaleko granicy z Kosowem. "Na podstawie wstępnego badania nie znaleziono żadnych śladów przemocy. Zespół śledczy jest na miejscu i pracuje nad wyjaśnieniem okoliczności zdarzenia" – podała policja w Tiranie.

- Domagamy się szczegółowych informacji o okolicznościach śmierci "handlarza bronią" Andrzeja I., związanego z tzw. aferą respiratorową, a także raportu policji z jego poszukiwań - oświadczyli na wtorkowej konferencji prasowej posłowie KO Dariusz Joński i Michał Szczerba.

- Ta sprawa nabiera dziś nowego wymiaru. Takie słowa, że "ustalono [przez prokuraturę - red.], że zmarł", nie wystarczą w tej sprawie. Przypomnijmy, że mówimy o kontraktach dla spółek Skarbu Państwa na kilkaset milionów złotych - przekonywał Szczerba. Dlatego, jak dodał, politycy za podpisywanie umów w tej sprawie "muszą ponieść konsekwencje".

NIK zawiadamia (znów) prokuraturę

"W związku z trwającą kontrolą, NIK złożyła kolejne uzasadnione zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych Ministerstwa Zdrowia. Zawiadomienie dotyczy zakupu respiratorów i zostało złożone do Prokuratury Okręgowej w Warszawie" - poinformowano we wtorek na Twitterze Najwyższej Izby Kontroli.

- Niestety, poza medialnymi informacjami, poza informacją na Twitterze, my w Ministerstwie Zdrowia nie mamy takiej informacji. Jest to dość dziwne postępowanie, jeżeli organ kontrolny najpierw informuje na Twitterze, a do Ministerstwa Zdrowia nie docierają żadne informacje. Zgodnie z art. 63 ustawy o NIK, ma ona obowiązek powiadomić właściwego ministra. Na razie ten obowiązek został spełniony na Twitterze, czyli nie został spełniony - powiedział Andrusiewicz w TVN24.

Poproszony o komentarz do zarzutów NIK ws. nieprawidłowości przy wyborze dostawcy i tego, że można było kupić lepsze i tańsze respiratory, odpowiedział: "jak słyszę, że można było kupić lepsze i że można było kupić taniej, to widzę za przeproszeniem pustą Najwyższą Izbę Kontroli w pierwszej fali covidowej, gdzie nie było żadnych pracowników, a tu, w tym ministerstwie trwały prace nad pozyskaniem sprzętu".

Redakcja poleca

Kontrowersyjna sprawa zakupu respiratorów

Ministerstwo Zdrowia w kwietniu 2020 r., na początku pandemii koronawirusa, zakupiło 1241 respiratorów. Miała je dostarczyć firma E&K, należąca - według mediów - do handlarza bronią Andrzeja I. Spółka z umowy wywiązała się tylko częściowo - do Polski trafiło jedynie 200 respiratorów. W związku z niedotrzymaniem terminu dostaw sprzętu, który miał trafić do MZ w kwietniu i w maju 2020 r., resort odstąpił od umowy. Na firmę nałożono kary w wysokości 10 proc. wartości niezrealizowanego zamówienia, a za opóźnienie w dostawie w wysokości 0,2 proc. wartości dostawy za każdy dzień zwłoki.

Decyzji o zakupie respiratorów od firmy E&K wielokrotnie bronili politycy Prawa i Sprawiedliwości. Premier Mateusz Morawiecki podkreślał w czerwcu 2020 r., że zapadła ona na początku pandemii COVID-19, kiedy tego typu sprzętu brakowało w wielu krajach. 

Na początku zeszłego roku sprawą zajął się ówczesny wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński. Pod koniec stycznia zamieścił na stronach KPRM oświadczenie, w którym napisał: "po zapoznaniu się ze sprawą zakupu respiratorów w kwietniu 2020 r., mogę stwierdzić, iż decyzja o skorzystaniu z firmy E&K została podjęta w oparciu o informacje przekazane przez służby specjalne, które nie dostrzegały przeciwwskazań do podjęcia takiej współpracy".

RadioZET.pl/Wirtualna Polska/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET