W sobotę w Sri Lance wybuchły jedne z największych protestów w historii kraju. Doszło do starć z policją, w których rannych zostało co najmniej 39 osób, w tym dwóch policjantów. Kilka osób przewieziono do szpitala.
Demonstranci szturmowali m.in. budynek ministerstwa finansów. Wdarli się także do pałacu prezydenckiego. Część z protestujących pływała w basenie głowy państwa.
Protesty w Sri Lance
Jak poinformował Reuters, prezydenta Gotabaya Rajapaksa nie było, bo spodziewał się gwałtownych protestów i opuścił rezydencję dzień wcześniej. W sobotę wieczorem przewodniczący parlamentu poinformował, że prezydent kraju zgodził się ustąpić ze stanowiska i przekazać władzę w najbliższą środę (13 lipca).
W kraju panuje duże niezadowolenie ze złej sytuacji gospodarczej. Ludzie obwiniają rządzących, że doprowadzili Sri Lankę do ruiny. Protesty stają się coraz gwałtowniejsze. Po południu demonstranci włamali się też do prywatnej rezydencji premiera i podpalili ją. Nie ma doniesień o poszkodowanych.
W tym tygodniu premier Sri Lanki ogłosił, że kraj zbankrutował. Złą sytuację gospodarczą rząd tłumaczył wybuchem pandemii koronawirusa, która uderzyła w branżę turystyczną, kluczową dla Sri Lanki. Eksperci wskazują jednak, że kryzys jest winą błędnych decyzji rządzących i zadłużeniem w Chinach. Ludzie stracili cierpliwość i wyszli na ulicę, gdy okazało się, że w Sri Lance skończyło się nawet paliwo.
RadioZET.pl/AFP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET