`

"Słyszysz dźwięk kółek od walizki, a myślisz, że to samolot". Poruszająca relacja Marii spod Kijowa

3 min. czytania
05.03.2022 20:12
Obserwuj nas na Google

- Udało nam się dostać do punktu ewakuacji, ale po dwóch godzinach okazało się, że tory zostały wysadzone w powietrze - opowiadała w sobotę Maria, mieszkanka Irpienia pod Kijowem. - Byłam przekonana, że umrę. Jeśli zostaniesz - umrzesz. Jeśli pójdziesz, to na 90 proc. umrzesz - mówiła w rozmowie z jedną z niezależnych stacji telewizyjnych.

Irpień
fot. Aris Messinis/AFP/East News

Wojna w Ukrainie. Rosjanie, od kiedy 24 lutego napadli na sąsiedni kraj, regularnie ostrzeliwują ukraińskie miasta. Kijów, Charków, Mariupol, Żytomierz - to cele ataków rosyjskich wojsk w ostatnim tygodniu.

Ale tragedia wojny dosięga też mniejsze ośrodki, takie jak Irpień w obwodzie kijowskim, który również został niemal całkowicie zniszczony przez Rosjan. Mieszkańcy miasta musieli się ewakuować i opuścić swoje domy. Jedną z takich osób była Maria Rohucka.

Wstrząsająca relacja Marii z Irpienia. "Byłam pewna, że umrę"

- Poszliśmy na piechotę od szpitala wojskowego do centrum, gdzie miało być pięć wagonów ewakuacyjnych. Dwie godziny staliśmy tam i zdawaliśmy sobie sprawę, że w każdej chwili może przylecieć nasz "bratni naród" i zrobić tak, jak przywykł - rzucić bombę w ten tłum ludzi. A potem powiedzieli nam, że zbombardowali tory - powiedziała przez telefon Rohucka w rozmowie z niezależną telewizją Nastojaszczeje Wriemia po tym, jak udało jej się wydostać z miasta.

Redakcja poleca

- Ogarnia cię chaos i panika. Słyszysz dźwięk kółek od walizki, a myślisz, że to samolot. Wszędzie słyszysz myśliwce. […] Staliśmy pod tym mostem i rozumieliśmy, że wystarczy jeden przelot samolotu… W tym samym czasie miasto było bombardowane z powietrza, dzielnice mieszkalne - opowiadała Rohucka.

By dojść do drogi, skąd odjeżdżały autobusy, setki mieszkańców musiały pokonać zburzony most. Nastojaszczeje Wriemia publikuje zdjęcia, na których ludzie tłoczą się pod zniszczoną konstrukcją, a następnie przedzierają się przez gruzowisko. - Gdy przeszliśmy przez ten most, rzuciliśmy się do autobusu - wspominała kobieta.

Rohucka wraz z rodziną od pierwszego dnia rosyjskiej agresji przebywała w Irpieniu, który był atakowany przez Rosjan. Najpierw, jak mówiła, słychać było tylko wybuchy rakiet balistycznych, dochodzące z Kijowa, potem samoloty, odgłosy walk i ostrzału lotniska w położonym niedaleko Hostomlu. - Zaczęło się piekło […] Ciągle było słychać artylerię, śmigłowce - mówiła.

- Potem zbombardowali pierwszy dom. To było 150 metrów od nas. Przyleciał samolot - to najgorszy dźwięk w moim życiu. Leci samolot, zaczyna drżeć sufit, potem czekasz i obstawiasz…”. [...] Przedwczoraj po południu zaczęły się niekończące się ostrzały […]. Ostatnie trzy dni prawie nic nie jedliśmy, nie spaliśmy. Noc spędziliśmy na kartonach w piwnicy - relacjonowała.

Dzisiaj rano był najstraszniejszy moment. Byłam przekonana, że umrę. Jeśli zostaniesz - to umrzesz. Jeśli pójdziesz, to na 90 proc. nie dotrzesz do punktu ewakuacji. [...] W mieście zostali przyjaciele, rodzina, znajomi. Teść, babcia, dziadek. Nie ma elektryczności, wody, jedzenia, żadnych dostaw - Maria Rohucka

Jak podaje Nastojaszczeje Wremia, na sobotę zaplanowany był wyjazd pociągów ewakuacyjnych z Irpienia, który blokuje rosyjskim wojskom drogę do Kijowa i był miejscem ciężkich walk i rosyjskich ataków przez ostatnie dziewięć dni. Rano w sobotę mer miasta poinformował, że tory zostały zbombardowane. Ewakuacja odbywała się autobusami.

Trwa wojna w Ukrainie. Każda wojna to nie tylko konflikt polityczny i militarny. To przede wszystkim niewinne ofiary i ludzie, którzy tracą wszystko. Fundacja Radia ZET prowadzi dla nich akcję pomocową.

Wojna w Ukrainie na żywo

RadioZET.pl/PAP/Telegram

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET