`

Wołodymyr przetrwał oblężenie wsi obok Buczy. "Wszystko huczało. Śnieg był czarny"

PAP
3 min. czytania
24.05.2022 16:07
Obserwuj nas na Google

Wokół trwały zaciekłe walki, a my znaleźliśmy się w samym środku. Było jak w piekle, wszystko wokół huczało i płonęło - mówił w rozmowie z PAP Wołodymyr Gornowski, który przez 40 dni okupacji podkijowskich miejscowości przebywał we wsi Klawdjewo położonej między Buczą a Borodzianką. Dodał: - Niebo było pełne samolotów i helikopterów.

Wołodymyr Gornowski powiedział, że wraz z rodziną spodziewali się, że Rosjanie zaatakują, ale byli pewni, że nie pójdą dalej niż Donieck i Ługańsk. - Mieliśmy nadzieję, że to nie potrwa dłużej niż parę tygodni. Kiedy zaczął się atak rakietowy na Kijów, zdałem sobie sprawę, że się pomyliłem. Właśnie dlatego przenieśliśmy się na działkę do Klawdijewa. Myśleliśmy, że będzie tam bezpieczniej - mówił w rozmowie z PAP.

Dodał, że do wsi za Kijowem wyjechało wiele młodych par z dziećmi, jak i osób starszych. - Potem stało się jasne, że wszędzie wokół toczą się walki i nie ma drogi powrotnej. Przez czterdzieści dni okupacji byliśmy w "szarej strefie" - podkreślił.

Redakcja poleca

"Czarny śnieg". Tragiczne wspomnienia z okolic Buczy

Kiedy między Buczą a Borodzianką zaczęło robić się niebezpiecznie, rodzina Wołodymyra wyjechała do Szwajcarii. On został z siostrą i psem. - Wokół trwały zaciekłe walki, a my znaleźliśmy się w samym środku. Było jak w piekle, wszystko wokół huczało i płonęło. Niebo było pełne samolotów i helikopterów. Bombardowali Borodziankę, Buczę, Makarów. Widzieliśmy kolumny wroga - ogromną ilość sprzętu wojskowego, setki pojazdów krążących między miastami. Widywaliśmy rosyjskich żołnierzy, ale przez naszą wioskę na szczęście tylko przejeżdżali, nie zatrzymywali się - wspomina.

- Wybuchy nie ustawały, widzieliśmy płomienie i mnóstwo dymu. Śnieg był czarny od popiołu i sadzy. Z drugiej strony nie mieliśmy prądu i byliśmy całkowicie odcięci od informacji. O torturach, egzekucjach i gwałtach dowiedzieliśmy się dopiero po ewakuacji - dodał.

Wołodymyr wspominał, że wody nie było, a z jedzeniem było różnie. - W okolicznych wsiach jest dużo gospodarstw, więc jak ktoś ubił świnię, to dzielił się z resztą. Chłopcy rowerami rozwozili za darmo mięso i inne produkty. Ukraińcy w tych trudnych dniach byli zjednoczeni. Był wspólny chleb, wspólne jedzenie, wspólne lekarstwa. Młodsi pomagali starszym w przygotowywaniu posiłków. Wszyscy podtrzymywali się nawzajem na duchu - podkreślił.

- Pierwsze dni były szczególnie ciężkie. Straciliśmy łączność ze światem, wszystko wokół huczało. Nie mogłem spać. Ale nie było wyjścia, musieliśmy wychodzić po wodę i drewno na opał. Człowiek jest się w stanie przyzwyczaić do wszystkiego. Po jakimś czasie nawet pies przestał się bać. Nie ukrywaliśmy się. Doszedłem do wniosku, że wolę umrzeć szybko, niż konać godzinami pod gruzami gdzieś w piwnicy - powiedział.

Redakcja poleca

"Przestałem rozumieć Rosjan"

Z Klawdijewki zostali ewakuowani 5 kwietnia. - Do Kijowa jechaliśmy przez Buczę i Hostomel. Wszędzie leżał zniszczony sprzęt wojskowy. Widzieliśmy, jak oba miasta są zrównane z ziemią. Byłem w szoku. Czułem się jak w koszmarze, z którego nie mogłem się obudzić. Kiedy wróciłem do domu, przez kilka nocy nie mogłam spać. (...) Bucza czy Hostomel w ciągu ostatnich piętnastu lat rozwijały się i stawały się prawdziwymi europejskimi miastami z porządną infrastrukturą, nowoczesnymi domami, centrami handlowymi. Tętniły życiem. Rosjanie zostawili po sobie tylko śmierć i zgliszcza - komentował.

Na pytanie, co by powiedział Rosjanom, odpowiedział: - Kiedyś miałem wśród nich wielu kolegów. Ale w pewnym momencie przestali rozumieć mnie, a ja przestałem rozumieć ich. To dla mnie trudne. Dziś w środku czuję nienawiść i ból. Ale chciałbym im powiedzieć, żeby w końcu stali się ludźmi i zrozumieli, że to, co zrobili, to czego się dopuścili, to wielka zbrodnia. I będą musieli za nią odpowiedzieć - zarówno ci, którzy jej dokonali, jak i ci, którzy ją wspierali. Chciałbym, żeby społeczeństwo, które w 90 procentach popiera wojnę, zobaczyło, że tym samym wspiera nieludzkie okrucieństwo.

Wołodymyr Gornowski - mieszkaniec Kijowa, były pilot lotnictwa cywilnego. Podczas trwającej ponad 40 lat kariery pracował między innymi w rejonach konfliktów zbrojnych.

RadioZET.pl/PAP - Daria Al Shehabi, Iryna Hirnyk

NA ŻYWO: WOJNA W UKRAINIE

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET