Dlaczego Trump oswaja nas ze skandalami? „Stał się prorokiem nowego stylu"
Prezydent USA Donald Trump oswaja nas ze skandalami i szokiem. Im więcej kontrowersyjnych grafik, wpisów, wypowiedzi, tym mniejsze oburzenie. – Na początku był po prostu „wyrazisty” i „kontrowersyjny”. Kiedy ta taktyka zaczęła przynosić polityczne zyski, stał się prorokiem nowego prezydenckiego stylu – wyjaśnia w rozmowie z portalem RadioZET.pl prof. dr hab. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są kontrowersyjne wypowiedzi Donalda Trumpa.
- Dlaczego strategia szokowania stała się korzystna dla prezydenta USA.
- Co oznacza „strategiczna niepewność” w relacjach USA z Europą.
Lista kontrowersyjnych wypowiedzi Donalda Trumpa zdaje się nie kończyć. Prezydent USA mówił już, że migranci to „zwierzęta", północnokoreański dyktator Kim Dzong Un jest „bardzo miły", a „zmiana klimatu to największe oszustwo w historii". Było straszenie zagładą całej cywilizacji, była grafika przedstawiająca Trumpa jako Jezusa (mimo że, jak później wyjaśniał, miał na myśli postać lekarza – w białej szacie z czerwoną szarfą). O konsekwencjach przesuwania granic oburzenia przez prezydenta USA opowiedziała nam prof. dr hab. Małgorzata Zachara-Szymańska, która w pracy naukowej koncentruje się na przywództwie w warunkach globalizacji, zarządzaniu globalnym oraz polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych.
Trump celowo szokuje świat? „Taktyka zaczęła przynosić zyski"
Im więcej szokujących wypowiedzi i zachowań Trumpa, tym mniej samego szoku. Następuje habitucja języka i innych narzędzi prowadzenia komunikacji. Przyzwyczajamy się. – Efekt szoku, zdziwienia, oburzenia jest silny tylko na początku. Potem, aby wywołać te same emocje, musimy sięgać po coraz silniejsze bodźce. I taką praktykę w polityce od dekad stosuje Donald Trump – twierdzi prof. dr hab. Małgorzata Zachara-Szymańska. – Na początku był po prostu „wyrazisty” i „kontrowersyjny”. Kiedy ta taktyka zaczęła przynosić polityczne zyski, dwukrotnie zaprowadzając go do Białego Domu, stał się prorokiem nowego prezydenckiego stylu – „im mocniej, tym lepiej”, a „komu się nie podoba, ten się nie zna” – dodaje.
Donald Trump
Tym samym prezydent USA jest także narzędziem i wsparciem dla mediów poszukujących sensacji. Polityk niemal codziennie dostarcza treści, które błyskawicznie są cytowane i rozpowszechniane. Bo skandale są „klikalne". – Proszę zauważyć, że te wszystkie medialne aferki – był papieżem, Jezusem, Supermenem, obrażał przeciwników politycznych, straszył, groził, zachęcał do przemocy – służą mu podwójnie. Po pierwsze, odwracają uwagę od polityki Trumpa, która, pomimo hardego tonu, przynosi skutki katastrofalne w przynajmniej kilku obszarach. Po drugie, pomnażają kapitał uwagi, która jest jego paliwem w życiu publicznym. Skandale kiedyś były ryzykiem. Za Trumpa stały się zasobem – dodaje ekspertka.
Ameryka „znowu wielka" – czyli jaka?
Trump to nazwisko, które w Ameryce lat 80. i 90. stało się synonimem sukcesu i high life. – Odrzutowce, barokowe, ociekające złotem wnętrza, długowłose kobiety i strzelające korki od szampana. Ten wizerunek nadszarpywały skandale obyczajowe, bankructwa, rozmaite wpadki, ale Trump niewątpliwie był bohaterem masowej wyobraźni i potrafił mistrzowsko ten wizerunek wykorzystać, zdobywając poparcie polityczne – wylicza prof. Zachara-Szymańska. Polityk szybko wyczuł atmosferę niepewności, żalu i wykorzystał to, zapowiadając, że uczyni Amerykę znowu wielką. Czyli jaką konkretnie?
– No nie taką przecież, w której będzie lepszy dostęp do służby zdrowia, lepsza kontrola nad korporacjami technologicznymi czy też poziom kredytów studenckich, który nie rujnuje życia absolwentom. Wielka Ameryka Trumpa to taka, która kojarzy się z ostentacyjnym luksusem, demonstrowaniem symboli statusu. Chodzi o pokaz atrybutów siły państwa i władzy prezydenta – najwyższe cła, najlepsze bombowce, najbardziej śmiałe groźby – wylicza ekspertka. Dodajmy do kompletu najgłośniejze skandale.
Kolejnym kluczowym czynnikiem jest wieloletni romans prezydenta z mediami. Zdaniem prof. Zachary-Szymańskiej w czasie pierwszej kampanii prezydenckiej i pierwszej kadencji Fox News pełnił niemalże rolę biura prasowego Donalda Trumpa. Wydaje się, że niewiele w tej kwestii się zmieniło. Przykład: w marcu na Trumpa wylała się fala krytyki po tym, jak na uroczystości powitania ciał żołnierzy poległych w wojnie z Iranem pojawił się w czapce z napisem „USA". Tymczasem stacja Fox News wyemitowała materiał, który miał przedstawiać tę uroczystość. Finalnie okazało się, że nagranie pochodziło z podobnej ceremonii, która odbyła się w grudniu 2025 roku. Wówczas Trump nie miał na sobie czapki. Po burzy medialnej stary materiał został usunięty ze strony stacji, a opublikowano autentyczny.
„Ludzie zaczynają się wzajemnie nie znosić"
Konsekwencje przesuwania „granic przyzwoitości" przez Trumpa mogą być poważne zarówno dla Ameryki, jak i całego świata. – Po pierwsze, mamy do czynienia z rosnącą polaryzacją afektywną. Ludzie nie tylko się nie zgadzają, ale zaczynają się wzajemnie nie znosić, nie są w stanie prowadzić ze sobą dyskusji. Przeciwnik polityczny przestaje być kimś o innych poglądach, a staje się wrogiem. W takim klimacie bardzo łatwo mobilizować emocje, ale bardzo trudno organizować sprawy ważne dla państwa – zaznacza prof. Zachara-Szymańska. Ponadto spada zaufanie społeczne i zaufanie do instytucji państwa. Skoro głowa państwa regularnie mija się z prawdą albo podważa wiarygodność wyborów, sądów czy mediów – komu właściwie ufać? Takim sposobem rozpoczyna się realny kryzys przywództwa. Skoro nawet prezydent nie jest źródłem wiarygodności, to cały system zaczyna się chwiać.
To jednak nie koniec przykrych konsekwencji. Zmienia się także sama logika polityki. Coraz mniej liczą się fakty i argumenty, a coraz bardziej emocje, lojalność i to, kto „głośniej krzyczy”. – W efekcie polityka staje się bardziej widowiskiem niż procesem rozwiązywania problemów. I wreszcie – to, co dzieje się w USA, ma konsekwencje globalne. Zmienia się sposób prowadzenia polityki zagranicznej. Sygnały wysyłane przez państwa są coraz mniej przewidywalne, trudniej odróżnić działania odpowiedzialne od nieodpowiedzialnych. Tradycyjny język dyplomacji, oparty na powściągliwości i regułach, jest zastępowany czymś, co nazywa się „autentycznością”, ale w praktyce często oznacza brutalność i konfrontację – ocenia prof. Małgorzata Zachara-Szymańska.
Polska prawica odsunie się od Trumpa i ruchu MAGA?
Polska prawica zbudowała swoją polityczną tożsamość na nieufności wobec Europy i zaufaniu wobec Ameryki. Czy mnożące się skandale doprowadzą do tego, że PiS zacznie się odsuwać od USA? Zdaniem prof. Zachary-Szymańskiej nie będzie to odcięcie ani szybkie, ani jednoznaczne. Relacja z Donald Trumpa i szerzej z ruchem Make America Great Again ma bowiem dla części polskiej prawicy – w tym prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – znaczenie symboliczne i polityczne.
– Amerykański prezydent był postrzegany jako sojusznik w sporach o suwerenność, krytykę liberalnych elit czy podejście do instytucji międzynarodowych. Poza tym przychylność prezydenta Stanów Zjednoczonych to zawsze są punkty do wizerunku i popularności. I to nie zmieni się radykalnie – ocenia ekspertka. Mimo wszystko dostrzegalna jest już pewna ostrożność w komentowaniu niektórych ruchów Trumpa – ale jest też uprawnione takie stanowisko, że ktoś z Polski z Waszyngtonem rozmawiać musi. I lepiej, żeby była to strona, która się prezydentowi USA bardziej światopoglądowo podoba.
Trump celowo sieje „strategiczną niepewność" w relacjach z Europą?
Kiedy najważniejsze mocarstwo wysyła sprzeczne sygnały, inne państwa zaczynają działać bardziej indywidualnie, mniej ufać instytucjom i częściej zabezpieczać się na własną rękę. W efekcie rośnie ryzyko błędnych kalkulacji, napięć i konfliktów. Konsekwencje „strategicznej niepewności", którą Trump sieje w relacjach z Europą, są bardzo realne i odczuwalne na wielu poziomach.
– Przede wszystkim podkopuje ona zaufanie. Jeśli deklaracje dotyczące bezpieczeństwa, zwłaszcza w ramach NATO – stają się zmienne i niejednoznaczne, państwa europejskie zaczynają kwestionować ich wiarygodność. To podważa logikę Sojuszu, bo został on powołany po to, żeby był przewidywalny – mówi prof. Małgorzata Zachara-Szymańska. W takiej sytuacji Europa jest zmuszona do przemyślenia własnej strategii. Rosną wydatki na obronność, pojawiają się koncepcje większej autonomii strategicznej i budowania własnych zdolności militarnych. – To może być racjonalna odpowiedź, ale jednocześnie wprowadza okres „stanu przejściowego", chaosu... Pogłębia niepewność – dodaje ekspertka.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET