Działania Trumpa pogrążą Republikanów? Jedna grupa wyborców może być kluczowa

4 min. czytania
22.09.2026 19:49
Obserwuj nas na Google

Tej jesieni w Stanach Zjednoczonych wybory połówkowe, które mogą zmienić układ sił w Senacie i Izbie Reprezentantów. Słabnące notowania Donalda Trumpa mogą pogrążyć Republikanów, choć jak ocenia w rozmowie z RadioZET.pl prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, sukces Demokratów wcale nie jest tak oczywisty.

Donald Trump
fot. EPA/OLGA FEDOROVA

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kogo Amerykanie wybierają podczas tzw. wyborów połówkowych.
  • Ile mandatów netto muszą zdobyć Demokraci, żeby przejąć Senat.
  • Kto może zostać następcą Donalda Trumpa.

Tzw. wybory połówkowe w USA odbędą się 3 listopada Amerykanie wybiorą nową Izbę Reprezentantów i 33 ze 100 senatorów. Słabnące poparcie dla Donalda Trumpa sprawia, że coraz częściej mówi się o tym, że Demokraci mogą odbić obydwie izby tamtejszego parlamentu.

Wbrew pozorom sprawa nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, bo o ile sprzeciw wobec polityki Trumpa jest w USA spory, o tyle poparcie dla Partii Demokratycznej, która po porażce w wyborach prezydenckich Kamali Harris wciąż jest w kryzysie, wcale nie jest duże.

Republikanie w cieniu Donalda Trumpa

 - Republikanie tracą na popularności dlatego, że na popularności traci Donald Trump. To ugrupowanie widziane jest jako partia wodzowska. Trump, szczególnie po wygranych wyborach w 2024 roku, całkowicie zdominował tę partię i obsadził wiodące stanowiska ludźmi związanymi ze swoim ruchem politycznym. I w praktyce sparaliżował opozycję wobec siebie – mówi w rozmowie z RadioZET.pl prof. Małgorzata Zachara-Szymańska.

Jak dodaje, Amerykanom nie podoba się, że w Partii Republikańskiej nie ma siły, która sprzeciwiałaby się decyzjom Trumpa, jego stylowi i kierunkowi, który nadał ugrupowaniu prezydent. To wszystko jednak nie przekłada się automatycznie na ich wyborczą klęskę.

- Sprawa jest bardziej skomplikowana. Historyczna prawidłowość pokazuje, że Demokraci powinni mieć otwarte drzwi do wygranej, skoro prezydent jest tak niepopularny. Opublikowany niedawno sondaż Reuters/Ipsos pokazuje, że 65 proc. badanych nie aprobuje sposobu pracy Donalda Trumpa. I to dla niego i dla Republikanów musi być alarmujący wskaźnik – ocenia specjalistka od Stanów Zjednoczonych.

- Demokraci, żeby przejąć Senat, musieliby zyskać cztery mandaty netto. To jest bardzo dużo. Nie dajmy się w debacie publicznej zdominować prostej logice, że skoro prezydent jest niepopularny, Republikanie słabną, to Demokraci na pewno wygrają. No nie! Te wybory rozgrywają się głównie na forach lokalnych, a te fora rządzą się swoimi prawami. I wcale nie jest oczywiste, że ta niepopularność prezydenta przełoży się na tzw. niebieską falę, która da Partii Demokratycznej zwycięstwo. Szczególnie, że ta partia także jest niepopularna– podkreśla prof. Zachara-Szymańska.

Kryzys przywództwa u Demokratów

O ile Republikanie jasno kojarzą się z Donaldem Trumpem, ze wszystkimi tego implikacjami, o tyle bardzo ciężko, nawet samym Amerykanom, wskazać lidera w Partii Demokratycznej. - Dane, na które się powołuję, pochodzą z zeszłego roku, ale nie sądzę, żeby zaszła tutaj drastyczna zmiana. Otóż zapytano Amerykanów, kto jest przywódcą Partii Demokratycznej. I 30 proc. odpowiedziało, że nie wie, natomiast 19 proc., że nikt. Niewielki procent wskazał Kamalę Harris, część Baracka Obamę. To pokazuje, że Demokraci są w kryzysie przywództwa – ocenia amerykanistka.

Redakcja poleca

Czy zatem bez wyraźnego lidera można odnieść wyborczy sukces w USA? - W przypadku nadchodzących wyborów to możliwe, z powodu niechęci wobec radykalizmu Donalda Trumpa i Partii Republikańskiej, która mobilizuje obywateli USA do głosowania na Demokratów. Kluczowe znaczenie będzie miała grupa wyborców nazywana „double haters”, którzy darzą niechęcią obydwie partie. Jednak teraz mogą zagłosować na Demokratów, właśnie z powodu sprzeciwu wobec polityki Trumpa – mówi prof. Zachara-Szymańska.

- Zwycięstwo, jeśli do niego dojdzie, będzie raczej spowodowane niechęcią wobec Republikanów i Trumpa, a nie poparcie dla oferty politycznej Partii Demokratycznej. Szczególnie, że ta oferta nie jest wyrażona wprost – ocenia.

 Kto po Trumpie?

Kryzys przywództwa w Partii Demokratycznej oraz zdominowanie przez Trumpa Partii Republikańskiej niosą za sobą także pytanie, kto stanie w szranki w następnych wyborach prezydenckich, w których obecny prezydent, przynajmniej w świetle obowiązującego prawa, nie będzie już mógł wziąć udziału.

- Pytanie o to, czy Trump zejdzie ze sceny, jest w zawieszeniu. Formalnie musi to zrobić, natomiast prodemokratyczne media straszą perspektywą, że swoimi sposobami będzie próbował zawiesić funkcjonujące reguły. Sam zresztą wspominał, że zamierza ubiegać się o trzecią kadencję. Choć jak wiemy, nie wszystkie jego zapowiedzi są realizowane – mówi amerykanistka.

Jej zdaniem z Partii Demokratycznej przywódca może wyłonić się dopiero wtedy, kiedy rozstrzygnięty zostanie konflikt między umiarkowanym a progresywnym skrzydłem partii. Obecnie wskazuje się na Gavina Newsoma, gubernatora Kalifornii, który jest popularnym Demokratą i zdaniem ekspertów ma cechy, które pozwalają mu myśleć o prezydenturze. Pojawia się także nazwisko senatora Jona Ossofa.

- On najpierw musi utrzymać mandat w wyborach połówkowych w Georgii. A jeśli to zrobi, to jako młody, obiecujący polityk, może zostać liderem Demokratów. Jest jeszcze temat Alexandrii Ocasio-Cortez, ale byłoby taktycznie ryzykowne postawić po raz trzeci na kobietę w wyborach prezydenckich, kiedy już dwukrotnie takie rozwiązanie nie przyniosło Partii Demokratycznej zwycięstwa – ocenia prof. Zachara-Szymańska.

Wciąż także nie wiadomo kto zostanie następcą Trumpa wśród Republikanów, choć tutaj sprawa wydaje się prostsza, bo wymienia się przede wszystkim dwa nazwiska. Wiceprezydenta J.D. Vance’a oraz sekretarza stanu Marco Rubio. O ile oczywiście swojej zapowiedzi dotyczącej trzeciej kadencji nie spróbuje zrealizować Donald Trump.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET