`

"Dzięki temu Franciszek stał się papieżem reformatorem". Podsumowujemy pontyfikat zmarłego papieża

8 min. czytania
21.04.2025 10:12
Obserwuj nas na Google

- Dla mnie ten pontyfikat będzie miał pozytywny bilans. Zwłaszcza za skierowanie Kościoła na drogę synodalności. Na minus zaliczę niejasności dotyczące agresji ze strony Rosji na Ukrainę - tak pontyfikat papieża Franciszka w rozmowie z RadioZET.pl ocenia etyk i filozof ks. prof. Alfred Wierzbicki.

Papież Franciszek
fot. Rex Features/East News

13 marca 2013 roku Jorge Mario Bergoglio w wieku 77 lat został wybrany na 266. papieża po abdykacji Benedykta XVI. Jak zostanie zapamiętany pontyfikat papieża Franciszka?

Ks. prof. Alfred Marek Wierzbicki, filozof i etyk: - Jako wybitny. To nie ulega wątpliwości. W ogóle mamy - mówię o katolikach - szczęście, do wybitnych papieży w XX i XXI wieku. Każdy z nich, począwszy od Jana XXIII, przez Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II, Benedykta XVI, posuwał Kościół, który od początku epoki nowożytnej był w zapaści, do przodu.

Wyjątkowość papieża Franciszka polega na tym, że po pierwsze mówił ludzkim językiem. O tym już może po 12 latach zapomnieliśmy. Przypomnę, że zaczął swój pontyfikat od powiedzenia "dobry wieczór", od przywitania się, tak jak się normalni ludzie dzisiaj witają. Niektórzy od razu mówili, że papież desakralizuje język Kościoła. Prawda jest taka, że Kościół nie ma żadnego sakralnego języka. Język ewangelii nie jest językiem sakralnym. Jezus dokładnie tym samym szokował. Chodził ze swoimi towarzyszami do ludzi upadłych, z marginesu, do celników i mówił ich językiem.

Ponadto Franciszek otworzył możliwość uczestniczenia w życiu sakramentalnym, a więc w spowiedzi, komunii, osobom rozwiedzionym czy żyjącym w nieformalnych związkach. Może nie on pierwszy, bo już Jan Paweł II na początku lat 80. ubiegłego wieku wprowadził do dokumentów kościelnych pojęcia sytuacji nieregularnych (osób po rozwodach żyjących w związkach nieformalnych – przyp. Red.), ale Franciszek te osoby zaprosił wprost do uczestniczenia w życiu sakramentalnym. Oczywiście po indywidualnym rozeznaniu.

Dotychczas osoby po rozwodzie żyjące w nieformalnym związku miały zamkniętą drogę do sakramentów albo wzywano je do abstynencji seksualnej. Papież Franciszek zauważył, że każdą sytuację trzeba przeanalizować indywidualnie.

Ma to zrobić wierny w swoim sumieniu czy ksiądz?

- W najbardziej upowszechnionej praktyce to spowiednik znajduje się w roli sędziego. Tymczasem, i to jest na wskroś chrześcijańskie, w tym przypadku spowiednik ma być wsparciem, ma pomóc w podjęciu decyzji, być towarzyszem. Wierny nie ceduje wszystkiego na spowiednika.

Ta zmiana została ogłoszona 10 lat temu. Jak jest z jej realizacją?

- Na początku nastąpiła dość burzliwa dyskusja. Polski Kościół był jednym z głównych hamulcowych, jeśli chodzi o jej wprowadzanie. Ze strony hierarchów padły zarzuty, że to zdrada Jana Pawła II. Zaoszczędzę sobie przykrości wymieniania nazwisk tych, którzy to mówili. W tym czasie napisałem kilka artykułów, raczej publicystycznych, w których starałem się wykazać ciągłość pomiędzy Janem Pawłem II a Franciszkiem w tym temacie.

Natomiast później Konferencja Episkopatu umyła ręce. Nie opowiedziała się za wyznaczonym kierunkiem. Użyto sformułowania, że adhortacja posynodalna (dokument, który jest zebraniem wniosków po synodzie – przyp. red.) "Amoris Laetitia" daje dużo impulsów do przemyślenia. Chciałbym się dowiedzieć, jakie to impulsy. Pojęcie impulsu jest bardzo mętne i nie jest pojęciem teologicznym.

Tymczasem papież Franciszek w adhortacji wskazywał na konieczność duszpasterskiego, a nie dogmatycznego podejścia do sytuacji nieregularnych, do dramatów rodzinnych. I wtedy Kościół w Polsce powiedział, że dokument dostarcza "ważnych impulsów". Nigdy nie wskazano, o jakie impulsy chodzi. To przykład jak papieża Franciszka w Polsce kneblowano.

O Franciszku mówi się też, że był otwarty. Na innych, ale też na zmiany w Kościele.

- Jedną z najważniejszych rzeczy w tym pontyfikacie, która przyszła według mnie spontanicznie, to próba skierowania Kościoła na drogę synodalną. Dzięki temu Franciszek stał się papieżem reformatorem.

Chodzi o postawienie na dyskusję, debatę?

- O skierowanie całego Kościoła na doświadczenie synodalności, upodmiotowienie go i o rolę świeckich. Kościół to nie tylko duchowni - biskupi czy księża. To przede wszystkim wierni, to oni, a nie wyłącznie biskupi, podczas spotkań synodalnych powinni mieć silny głos. Coś podobnego zrobiono już w Niemczech i papież Franciszek za to nikogo nie potępił.

Sednem jest to, żebyśmy siebie w Kościele słuchali i rozumieli. Kościół nie ma dzisiaj problemów dogmatycznych dotyczących wiary, istnienia Boga. Dzisiaj przedmiotem dyskusji w Kościele są przede wszystkim dwa, może trzy zagadnienia: deklerykalizacja, podmiotowość osób świeckich i wniesienie do Kościoła ich doświadczenia, a także udział świeckich we władzy kościelnej. Papież Franciszek był pierwszym, po stuleciach, który nikogo z góry nie potępiał.

To mamy dwa wyróżniki tego pontyfikatu: desakralizację języka i otwartość. Do tego trzeba pewnie dołożyć też skromność. Papież Franciszek apartament zamienił na mniejsze mieszkanie, zrezygnował z dużego samochodu, po Watykanie poruszał się pieszo lub małym autem, dzwoni sam, nie prosząc o to sekretarza.

- Urzekał swoją skromnością, powiedziałbym nawet prostotą.

I zwracał uwagę na problemy, których jego poprzednicy nie poruszali, jak choćby ochronę środowiska. W "Laudato si" pisał o tym, jak ważna jest ekologia, krytykował konsumpcjonizm.

- Zagrożenie dla środowiska, zmiany klimatyczne są tak duże, że stają się jednym z kluczowych problemów społecznych. Franciszek to zauważał. Mówił o tym, że musimy bardziej dbać o środowisko, krytykował rozbuchany konsumpcjonizm, który dzisiaj, szczególnie w tych rozwiniętych społeczeństwach, jest dużym problemem.

Jednocześnie w tej samej encyklice jest przytyk w kierunku ruchów ekologicznych, że czasami bardziej dbają o przyrodę, o środowisko, a mniej o samego człowieka. Pojawia się tu odniesienie do aborcji.

- Papieżowi chodziło o integralne spojrzenie na wartość życia. Nie można się utożsamiać z ekologizmem, który zwraca uwagę tylko na środowisko, np. cierpienie zwierząt, pomijając sprawę ochrony ludzkiego życia.

Papież Franciszek zmienił też kurs Kościoła wobec osób LGBT.

- Po prostu nikogo nie wykluczał ze społeczności Kościoła. Widział osoby LGBT w Kościele, chciał, żeby w nim były. Natomiast myślę, że nadal jest tu przestrzeń do dużej refleksji, ponieważ katolicka, ale też prawno-naturalna interpretacja małżeństwa wynika z różnicy płci, a z dzisiejszej biologii wiemy, w jak bardzo nieokreślony sposób płeć się kształtuje. Zwłaszcza kwestia transseksualności domaga się nowej refleksji.

Przekaz o dwóch bezwzględnych płciach jest przekazem kulturowym. Dlatego uważam, że w tym punkcie czeka nas debata. Ona być może będzie trwała dziesiątki lat. Może być analogiczna do tej o zmianie modelu kosmosu po Koperniku i Galileuszu, a przecież w bliższych nam czasach udało się pogodzić biblijny kreacjonizm z naukową teorią ewolucji.

Nie mam gotowych rozwiązań, ale sądzę, że ta dyskusja musi nastąpić w Kościele. To niekoniecznie będzie odrzucenie tradycyjnej doktryny, tylko jej zrewidowanie, pogłębienie i uzgodnienie z danymi naukowymi. Jeśli mamy racjonalne dane naukowe i nie konfrontujemy ich z wiarą, to wiara staje się fundamentalistyczna czy nawet fanatyczna.

Franciszek zapraszał osoby LGBT do wspólnoty Kościoła, a abp Marek Jędraszewski mówił o "tęczowej zarazie". Który z tych Kościołów jest prawdziwy?

- W Polsce doszło do czegoś bardzo "antyfranciszkowego". Zarówno Kościół, jak i rządząca przez osiem lat partia, posługiwały się emocjami anty-LGBT. Niestety, Kościół także przyczynił się do umocnienia nastrojów czy niechęci do społeczności LGBT, bo, żeby być sprawiedliwym, trzeba powiedzieć, że arcybiskup Jędraszewski nie jest osamotniony w swojej opinii. W Polsce organizowano przecież nienawistną kampanię anty-LGBT, na Lubelszczyźnie ogłaszano gminy wolne od LGBT i żaden z biskupów nie powiedział, że to jest antychrześcijańskie.

Może papież Franciszek czy jego przedstawiciele powinni w tej sprawie stanowczo zareagować?

- To na pewno porażka Kościoła, ale myślę, że do Watykanu po prostu docierało za mało informacji. Nie wyobrażajmy sobie, że w Rzymie wszystko wiadomo. A nawet jeśli docierało, to gdzieś grzęzło i rozmywało się. Poza tym w stylu Franciszka nie leżało upominanie.

W 2019 roku papież Franciszek zapowiedział zdecydowaną walkę z pedofilią w Kościele.

- To niezmiernie ważny wątek. Tu trzeba powiedzieć, że Franciszek kontynuował działania Benedykta XVI. Otwarcie mówił, że nie można akceptować takich czynów, ani ich ukrywać. Ta walka cały czas trwa. Oczywiście nie jest to wyłącznie problem Kościoła, bo przecież pedofile są w różnych środowiskach.

Przeliczyli się ci, którzy myśleli, że teraz zmieni się podejście Kościoła do in vitro, w czasach kiedy coraz więcej par ma problemy z zajściem w ciążę.

- To się nie zmieniło, nie wiem, czy należało tego oczekiwać. Istnieje Papieska Akademia Życia, która zajmowała się m.in. kwestią in vitro. Najpoważniejszy jest problem losu tzw. zarodków nadliczbowych. W sytuacji narastania bezdzietności in vitro niesie dużo nadziei, ale nie należy oczekiwać, że podejście Kościoła się zmieni, dopóki nie będzie wystarczającej pewności, że te nadliczbowe zarodki nie będą skazane na śmierć.

Dużym rozczarowaniem było podejście papieża do rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Brak potępienia Rosji, słowa o tym, że "wszyscy jesteśmy winni", czy ubolewanie nad śmiercią kremlowskiej propagandystki Darii Diuginy w Polsce szokowały. Była to kwestia niezrozumienia sytuacji geopolitycznej w Europie?

- Oczywiście uważam, że papież w tej sprawie nie miał racji. Nie sądzę, żeby to była kwestia niezrozumienia polityki. Myślę, że papież dobrze wiedział, kto na kogo napadł. Nastąpił tu regres w stosunku do nauczania Jana Pawła II, który bardzo wyraźnie łączył doktrynę praw człowieka z prawami narodów. W 1995 roku na forum ONZ miał długi passus na temat praw narodów. Szkoda, że papież z Argentyny nie bronił prawa międzynarodowego. Dlaczego papież Franciszek nie nazwał agresora agresorem? Nie wiem. Czy to w jego opinii zamykało drogę do pokoju? Moim zdaniem nie.

Co więcej Franciszek mówił, że dostarczanie broni będzie prowadziło tylko do eskalacji konfliktu, sugerując, że najlepszym rozwiązaniem byłoby poddanie się Ukrainy.

- I tu spotykał się z prezydentem Trumpem. Dziwi mnie to. To też pewna słabość zaplecza intelektualnego papieża Franciszka. Uważam, że w tej sprawie powinien więcej rozmawiać, pytać, dyskutować i jasno postawić sprawę, że to Rosja naruszyła poważnie prawo międzynarodowe, ład międzynarodowy, że Ukraińcom dzieje się wielka krzywda. To nie byłaby stronniczość ze strony papieża tylko stwierdzenie faktu.

Natomiast myślę, że papież widział się tu w roli mediatora. Może miał takie nadzieje, które dziś okazują się płonne, bo mediatorem chce być Trump, który stosuje politykę transakcyjną i dba wyłącznie o własny interes. Na szczęście papież Franciszek nie relatywizował, kto jest ofiarą, a kto agresorem. Może bardziej starał się symetryzować. Natomiast na pewno jego zdecydowany głos pomógłby lepiej zrozumieć sytuację wiernym w Ameryce Północnej, Południowej, na innych kontynentach. To powinno wybrzmieć.

Co dla księdza profesora będzie pozytywnym akcentem tego pontyfikatu, a co negatywnym?

- Dla mnie ten pontyfikat będzie miał pozytywny bilans. Zwłaszcza za skierowanie Kościoła na drogę synodalności. Wszystkie inne kwestie, odnajdują się w jej ramach. Na minus zaliczę z pewnością niejasności dotyczące agresji ze strony Rosji na Ukrainę. Przede wszystkim fakt, że nie zostało to jasno i dobitnie nazwane.

Ks. prof. Alfred Marek Wierzbicki (ur. 1957) - jest księdzem w archidiecezji lubelskiej, filozofem, etykiem i poetą oraz znawcą myśli Jana Pawła II. Od 1992 do 2022 roku pracował w Katedrze Etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przez wiele lat był jej kierownikiem. Po 30 latach pracy odszedł z uczelni. Tłumaczył, że KUL nie gwarantuje już swobody wypowiedzi i że następuje "degeneracja intelektualna i moralna" uczelni. To efekt m.in. postępowania dyscyplinarnego, które wszczęto wobec ks. prof. Wierzbickiego, gdy ten poręczył za aktywistkę LGBT Margot. Ostatecznie postępowanie zostało umorzone. Obecnie ks. prof. Wierzbicki wykłada na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, jest zatrudniony w Katedrze Etyki na Wydziale Filozofii i Socjologii UMCS. Jest autorem wielu książek, m.in. "Polska Jana Pawła II" czy "Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa". W przeszłości często wstawiał się za osobami słabszymi, wykluczonymi, społęcznością LGBT. Nie bał się krytykować podejścia polskich hierarchów Kościoła do osób homoseksualnych.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET