"Gotówka z Rosji", "strona prorosyjska będzie to podnosić". O tym się mówi po wyborach w Mołdawii
Mołdawia w referendum opowiedziała się za integracją z Unią Europejską. Głosy rozłożyły się jednak niemal po połowie, a tych na "tak" było ledwie o włos więcej niż tych przeciwnych wpisaniu eurointegracji do konstytucji tego kraju. - Minimalna wygrana euroentuzjastów wzmocni napięcia w kampanii prezydenckiej i przyszłorocznych wyborach parlamentarnych - analizuje w rozmowie z Radiem ZET Jakub Pieńkowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Głos zabrało też polskie MSZ.
Wybory i referendum w Mołdawii. W tym drugim minimalnie wygrali zwolennicy UE
Mołdawianie poszli w niedzielę do urn zarówno w wyborach prezydenckich, jak i w referendum dotyczącym wpisania dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej do swojej konstytucji. W pierwszym z głosowań wygrała, z wynikiem ponad 42 proc., obecna prezydentka kraju, proeuropejska Maia Sandu. Zmierzy się ona w II turze z prorosyjskim kandydatem Alexanderem Stoianoglo, którego poparło 26 proc. obywateli. Obydwoje zmierzą się w dogrywce za dwa tygodnie.
Równie wielkie, jeśli nie większe, emocje wzbudzało referendum. Choć sondaże dawały znaczącą przewagę euroentuzjastom, to ostatecznie głosów na "tak" było niewiele więcej niż na "nie" - 50,5 do 49,5 proc. Zwolennicy integracji z UE zwyciężyli więc różnicą niespełna 14 tys. głosów przy prawie 1,5-milionowej frekwencji. Rezultat pokazał więc głębokie podziały w mołdawskim społeczeństwie, w którym połowa kraju chciałaby bliższych relacji z Zachodem, a druga zachowania silniejszych więzi z Rosją.
Jak przewiduje analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Jakub Pieńkowski, zarówno II tura wyborów prezydenckich, jak i wiosenne wybory parlamentarne będą decydujące dla kursu politycznego Mołdawii. - Strona prorosyjska będzie mogła podnosić, że co prawda opcja proeuropejską wygrała, ale tak naprawdę minimalnie, więc ten mandat społeczny jest bardzo słaby - tłumaczył ekspert w rozmowie z Radiem ZET.
"Wspieramy Mołdawię, by nie wpadła w rosyjskie sidła"
Głos w sprawie mołdawskich wyborów zabrał również polski rząd. "Rozwścieczyć Moskwę, zaimponować Europie, uratować swój kraj po raz kolejny - taka jest Maia Sandu" - napisał w mediach społecznościowych premier Donald Tusk. O komentarz dla Radia ZET został także poproszony wiceminister spraw zagranicznych Władysław Teofil Bartoszewski. Podkreślił, że przed wyborami było wiele przykładów ingerencji i nieprawidłowości, m.in. "przypadki finansowania kampanii gotówką przywożoną z Federacji Rosyjskiej".
Zobaczymy, co wykaże dochodzenie w tej sprawie. Natomiast z całą pewnością nie możemy oddać tego kraju Putinowi, bo Mołdawia powinna należeć do demokratycznej Europy. Wspieramy demokratyczną Mołdawię, by nie wpadła w rosyjskie sidła, by nie dostała przez Rosję zdominowana
Wynik referendum i wyborów prezydenckich oraz ich wpływ na politykę wewnętrzną Mołdawii będą uważnie obserwowane przez społeczność międzynarodową. Ich konsekwencje mogą być także odczuwalne w całym regionie. Władze w Kiszynowie - m.in. prezydentka Sandu - przekonują ponadto, że ich kraj mógł paść ofiarą ingerencji ze strony Kremla.
Źródło: Radio ZET/Anna Józefowicz
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET