`

"Grupa TikTokerów dostała za to 380 tys. dolarów". Gorąco ws. wyborów prezydenckich w Rumunii

3 min. czytania
06.12.2024 10:52
Obserwuj nas na Google

Napięta atmosfera w Rumunii, gdzie w niedzielę odbędzie się II tura wyborów prezydenckich. Część opinii publicznej i komentatorów jest przerażona perspektywą ewentualnej wygranej Calina Georgescu - skrajnie prawicowego, antyzachodniego kandydata, który swoją kampanię prowadził głównie w internecie i który deklarował, że nie wydał na nią żadnych pieniędzy. Eksperci mówią, że to niemożliwe, a w tle pojawił się raport na temat możliwej ingerencji obcych służb przed I turą. Na miejscu jest reporter Radia ZET Michał Makowski.

Rumunia
fot. Calin Georgescu i Elena Lasconi, Danil Mihailescu/AFP/East News

Rumunia. Zbliża się II tura wyborów prezydenckich

Gorąco w Rumunii, gdzie w niedzielę odbędzie się II tura wyborów prezydenckich. Zmierzą się w niej skrajnie prawicowy, prorosyjski kandydat niezależny Calin Georgescu oraz centrowa i liberalna, proeuropejska Elena Lasconi. Część sondaży wskazuje jako zwycięzcę tego pierwszego, inne pokazują, że wygra Lasconi, ale wskutek ogromnych różnic między badaniami exit poll po I turze, a ostatecznym ich rezultatem, nikt nie jest w stanie przewidzieć wyniku niedzielnej dogrywki.

W społeczeństwie trwa wielka mobilizacja. W czwartek wieczorem kilka tysięcy osób wzięło udział w proeuropejskiej manifestacji na ulicach stolicy kraju, Bukaresztu. Swój własny wiec odwołała Lasconi, chcąc uszanować wolę, by obywatele demonstrowali oddolnie. Na miejscu był reporter Radia ZET Michał Makowski, który rozmawiał m.in. z Adrianą Sztranek - Polką, żyjącą od kilku lat między ojczyzną a Rumunią.

Redakcja poleca

- "Polska i Rumunia w centrum Europy. Zostaniemy razem" - tak brzmiało hasło, mój chłopak mi właśnie tłumaczył na rumuński, żeby było poprawnie - mówiła. - Pamiętam manifestacje sprzed kilku lat, w srogiej zimie, gdy protestowali przeciwko skorumpowanemu rządowi, dzień i noc. Władza się wtedy solidnie wystraszyła, więc Rumuni są w stanie wsadzić polityka do więzienia - dodała nasza rodaczka.

Georgescu - skrajnie prawicowy kandydat z TikToka

Przedstawiciele partii demokratycznych, czyli socjaldemokratów, centroprawicy, liberałów i mniejszości węgierskiej - którzy kilka dni temu zdecydowali o utworzeniu koalicji w rumuńskim parlamencie - wzywają do głosowania na Lasconi, przedstawiając Georgescu jako nieobliczalnego i stanowiącego zagrożenie dla ustroju państwa. 62-letni były urzędnik, którego wynik w I turze - prawie 23 proc. i pierwsze miejsce - był absolutną sensacją i który swoją kampanię prowadził głównie w mediach społecznościowych (przede wszystkim na TikToku) zapowiada m.in. wycofanie pomocy dla Ukrainy.

Negatywnie wypowiada się również o NATO i Unii Europejskiej, podważając sens członkostwa swojego kraju w tych organizacjach (choć oficjalnie deklaruje, że nie będzie dążył do opuszczenia żadnej z nich, a jedynie "negocjował" jak najkorzystniejszą pozycję dla swojego państwa). Krytykował m.in. budowę bazy tarczy antyrakietowej w miejscowości Deveselu. Deklaruje również swoją sympatię do prezydenta-elekta USA Donalda Trumpa, premiera Węgier Viktora Orbana, ciepło wypowiadał się też o Władimirze Putinie.

Georgescu będzie miał problemy? W tle sąd i raport służb

Georgescu może mieć jednak problemy. Prokuratura wszczęła bowiem śledztwo ws. finansowania jego kampanii wyborczej. Chodzi o podejrzenie korupcji i prania brudnych pieniędzy. Kandydat zadeklarował, że wydał na kampanię okrągłe zero rumuńskich lejów, tymczasem wydatki konkurentów są liczone na ponad 20 mln euro. Jak to możliwe, by nic nie wydać na kampanię i wygrać? Według ekspertów to niemożliwe, bo w kampanii nie ma darmowych usług, a wszystkie środki finansowe powinny przechodzić przez konto sztabu wyborczego.

- Gdyby kandydat zadeklarował w oświadczeniu choć dwa miliony euro, nikt nie zadawałby wielu pytań. Teraz wiemy, że wykorzystywano influencerów, aby zwiększyć widoczność wpisów Georgescu. Odtajniony raport rumuńskich służb wskazuje, że grupa TikTokerów dostała od biznesmena związanego z kryptowalutami 380 tys. dolarów, aby promować tego kandydata pod hasztagiem "Zbalansowany i wyprostowany" - wyjaśnia w rozmowie z Radim ZET Septimius Parvu, który od lat monitoruje wybory.

Na kampanię miały wpływ także rosyjskie służby, co budzi poważne zastrzeżenia amerykańskiego rządu. Mówił o tym podczas szczytu OBWE na Malcie sekretarz stanu USA Anthony Blinken. Z kolei Komisja Europejska wystąpiła do TikToka o udostępnienie wszystkich danych dotyczących wyborów w Rumunii. W piątek na pilnym posiedzeniu zbierze się również rumuński Sąd Konstytucyjny, do którego wpłynęło wiele skarg z żądaniem anulowania wyborów. Ich rezultat mógł być bowiem efektem działania zagranicznych wpływów, m.in. wspomnianych wyżej służb z Kremla.

Początkowo skargi miały zostać rozpatrzone dopiero po II turze, ale pierwsza analiza wyników miała miejsce już po I turze. Wówczas zarządzono ponowne przeliczenie głosów, ale procedura ta nie wykazała żadnych fałszerstw wyborczych. Raport ws. domniemanego wpływu obcych służb na głosowanie sprzed dwóch tygodni każe jednak raz jeszcze przyjrzeć się sprawie. Zmieniło to również postawę premiera Marcela Ciolacu. Lider socjaldemokratów o włos przegrał walkę o II turę z Lasconi (różnicą 3 tys głosów) i początkowo nie chciał poprzeć nikogo w dogrywce. Doniesienia ws. nieprawidłowości sprawiły, że poparł jednak swoją rywalkę.

Źródło: Radio ZET/Michał Makowski

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET