To oni zagrażają Putinowi i jego otoczeniu. "Uwierzyli we własną propagandę"
Takie formacje jak grupa Wagnera, to struktury terrorystyczno-mafijne, które w Rosji rozrosły się tak bardzo, że zagrażają samemu Putinowi i całemu państwu - przekonywał w rozmowie z Wirtualną Polską gen. Roman Polko. Były dowódca GROM tłumaczył, dlaczego Kreml korzysta z usług tak niebezpiecznych grup oraz czy najemnicy to przyszłość wojskowości.
Grupa Wagnera to armia najemników, stworzona i sponsorowana przez Jewgienija Prigożyna - jednego z bliższych doradców Władimira Putina. "Wagnerowcy" uczestniczą w walkach w Ukrainie po stronie rosyjskiej. Ostatnio głośno było o tym, jak Prigożyn próbował usprawiedliwiać "brak postępów" w próbach zdobycia Bachmutu i okolic.
Grupa Wagnera. Polko: zagrażają Putinowi i całemu państwu
W zgodnej opinii ekspertów takie prywatne, najemnicze formacje określa się jako bandyckie. Czy mogą one jednak stanowić przyszłość światowej wojskowości? O to m.in. pytany był w rozmowie z Wirtualną Polską gen. Roman Polko, były dowódca elitarnej jednostki GROM. Jego zdaniem "takie armie, jak ta Wagnera, to nic nowego". Podał przykład Specnazu - specjalnego oddziału radzieckich i rosyjskich wojsk - który często działał pod przykrywką różnych organizacji czy nawet klubów sportowych.
- W porozumieniu z wywiadem prowadził działania w takim zakresie, który dla tradycyjnych sił zbrojnych z różnych powodów był niewygodny. Który nie pozwalał realizować zasadniczych celów państwa zgodnie z normami prawa międzynarodowego, zaakceptowanymi przez ZSRR, a potem Rosję - tłumaczył. Wspomniał, że w USA również istniały takie grupy, jak np. Black Water.
Polko przekonywał, że takie grupy jak "Wagnerowcy", to "struktury terrorystyczno-mafijne, które w Rosji rozrosły się tak bardzo, do niespotykanych rozmiarów, że zagrażają samemu Putinowi i całemu państwu". Dlaczego więc Kreml zdecydował się skorzystać z usług tak niebezpiecznych formacji?
Grupa Wagnera świetnie się reklamowała, a politycy, którzy nie mają wiele wspólnego z wojskiem, jak Putin i jego współpracownicy, uwierzyli we własną propagandę. Kiedy ta grupa się rozrosła, to wyszło na jaw, jak jest zbudowana. Ci ludzie nie grzeszą inteligencją i wyszkoleniem, pojechali tam, aby łupić i grabić. Są dobrzy, ale w łupieniu bezbronnych ludzi, w Afryce czy Syrii, czyli tam, gdzie nie napotykali oporu, nie było takiej regularnej walki
- Rosja nie za bardzo wie, co zrobić z takimi grupami, czy może je zalegalizować - mówił generał. Jak podkreślił, "okazało się, że jednostki regularne, nawet przestarzałe i kierowane w sposób feudalny, są mimo wszystko lepsze od grupy Wagnera, która wysłana na kierunek Bachmutu poniosła druzgocącą klęskę".
Zaznaczył jednak, że nie spodziewa się, "aby w najbliższym czasie te bandyckie jednostki Jewgienija Prigożyna przestały istnieć". - Będą werbować, a potem traktować przedmiotowo kolejnych ludzi. A niezłe pieniądze zarabia na tym tylko niewielka grupa liderów - podsumował rozmówca WP.
RadioZET.pl/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET