`

Iran grozi Europie. Powinniśmy się obawiać? Ekspert wskazuje główne zagrożenie

3 min. czytania
11.05.2026 13:59
Obserwuj nas na Google

Po deklaracjach Francji i Wielkiej Brytanii o wysłaniu okrętów wojennych w rejon Morza Czerwonego Iran zagroził tym państwom „zdecydowaną i natychmiastową odpowiedzią". Wcześniej reżim w Teheranie kierował groźby pod adresem Albanii czy Cypru. Czy zatem Europa ma się czego obawiać?

Francuska marynarka wojenna
fot. HANDOUT/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Iran grozi odpowiedzią na obecność europejskich okrętów wojennych.
  • Jakie są gospodarcze konsekwencje konfliktu w Zatoce Perskiej dla Europy.
  • Co jest celem irańskiej retoryki wojennej względem Zachodu.

W niedzielę 10 maja wiceminister spraw zagranicznych Kazem Garibabadi w ostrych słowach zareagował na decyzję Francji i Wielkiej Brytanii dotyczącą wysłania okrętów wojennych w rejon Morza Czerwonego, Zatoki Adeńskiej oraz cieśniny Ormuz. Zagroził, że każdy taki ruch spotka się ze „zdecydowaną i natychmiastową odpowiedzią" irańskich sił zbrojnych.

Iran grozi Europie. Mamy się czego obawiać?

- Takie groźby się pojawiają i one do pewnego stopnia są wiarygodne. Pamiętajmy, że Cypr był ostrzeliwany przez Irańczyków w początkowej fazie wojny. W przeszłości Iran przeprowadzał ataki terrorystyczne w Europie – były to jednak ataki na opozycjonistów irańskich. Również dzisiejsze groźby pod adresem Brytyjczyków i Francuzów są na swój sposób wiarygodne i ataki na okręty, jak też interesy obu państw są prawdopodobne - ocenił w rozmowie z RadioZET.pl Krzysztof Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich.

- Natomiast sam fakt zagrożenia należałoby wyskalować. Nie zakładam, żeby była to perspektywa nieunikniona ani też, żeby zagrożenie było bardzo poważne dla Starego Kontynentu. Uważam, że na tym etapie nie należy go przeceniać - dodał.

Redakcja poleca

Teheran ma w tym jednak dość oczywisty cel. - Retoryka wojenna służy uwiarygodnieniu potencjału Iranu i pokazaniu, jak kosztowne może być podejmowanie działań przeciwko Iranowi. Taka retoryka ma skłonić USA, ale również państwa europejskie i azjatyckie, żeby takich ruchów nie wykonywać, że ich cena jest zbyt wysoka - ocenił analityk.

Nie tylko rakiety

Strachota zwraca jednak uwagę, że Europa powinna obawiać się nie tyle irańskich rakiet, ale wpływu konfliktu na gospodarkę Starego Kontynentu. - Główne konsekwencje, z którymi musimy się liczyć, to koszty gospodarcze trwającego kryzysu w Zatoce Perskiej i na cieśninie Ormuz - mówił w rozmowie z RadioZET.pl.

- To jest bardzo konkretna i bardzo wymierna rzecz, że od dwóch miesięcy, ropa i towary z Zatoki Perskiej nie płyną, albo płyną w ograniczonych ilościach, co spowodowało dużo zaniepokojenie na rynkach i wzrosty cen, a także związane z tym problemy z bezpieczeństwem energetycznym w dłuższej perspektywie. To są wymierne rzeczy, które w nas uderzają - zauważył analityk OSW.

Iran wciąż groźny

  Donald Trump i jego administracja dość szybko zadeklarowali, że Iran został rozbity militarnie i w tym kraju zostały tylko gruzy. Potem jednak narracja nieco się zmieniała, choć cały czas utrzymywano, że USA i Izrael rozbiły irańską armię. Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej.

- Deklaracje o tym, że Iran został rozbity militarnie przez Amerykanów, są przedwczesne. Teheran zachował wystarczająco dużo środków rakiet, dronów, środków rażenia i chęci do tego, żeby atakować na przykład cele w samej Zatoce Perskiej - ocenił Krzysztof Strachota.

Jednak zdaniem analityka OSW ostatnie działania wskazują, że obie strony mają świadomość, że koszty wojny są na tyle duże, iż trzeba szukać rozwiązania konfliktu innymi środkami. - Od ponad miesiąca i tego dyskusyjnego zawieszenia broni, mamy do czynienia z sytuacją, w której obie strony zdają sobie sprawę, że konflikt nie został rozstrzygnięty militarnie i że jest on kosztowny zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i dla Iranu. Dlatego sondują, czy jest możliwość politycznego uregulowania konfliktu.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET