`

Popularny dziennikarz radiowy nie żyje. Wstrząsające wyznanie w ostatniej audycji

2 min. czytania
24.03.2023 00:24
Obserwuj nas na Google

Nie żyje DJ i popularny dziennikarz radiowy Jeffrey „JV” Vandergrift. Policja przekazała, że 22 marca znalazła jego ciało. Zwłoki 54-letniego mężczyzny unosiły się na wodzie w pobliżu molo nr 39 w San Francisco w Kalifornii. Vandergfift, który borykał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, był poszukiwany od 23 lutego.

Jeffrey „JV” Vandergrift
fot. Instagram

Jeffrey „JV” Vandergrift zaginął kilka godzin po tym, jak na antenie wyznał słuchaczom, że doświadcza problemów z mózgiem. Mówił m.in. o tym, że lekarze badają coś, co mogło odnowić “stare infekcje”. - Z moim ciałem, bólem, z tymi wszystkimi rzeczami sobie poradzę. Jednak nigdy nie byłbym w stanie opisać tego, co dzieje się z moim mózgiem – mówił pod koniec lutego w swojej ostatniej porannej audycji.

Mniej niż dobę później, 23 lutego, policji w San Francisco zgłoszono jego zaginięcie. Ostatni raz był widziany dzień wcześniej w swoim domu na King Street około 10 wieczorem. Po zniknięciu przestał używać swoich kart płatniczych i telefonu.

Redakcja poleca

Jeffrey „JV” Vandergrift nie żyje

Policja potwierdziła, że znalazła jego ciało w wodzie przy molo 39. w San Francisco, w środę tuż przed godziną 17:00. Śledczy dodali, że nie ma dowodów, aby ktoś przyczynił się do jego śmierci lub doszło do innego przestępstwa. Dokładna przyczyna zgonu Vandergrifta zostanie ustalona w wyniku sekcji zwłok.

Poszukiwania trwały niemal miesiąc, jednak jego żona, koledzy z radia oraz słuchacze wątpili, że uda się go odnaleźć żywego. Spodziewali się najgorszego m.in. po tym, gdy zauważyli, że zmienił treść swojego postu na Instagramie, który umieścił w sierpniu 2022 roku z okazji obchodów Narodowego Dnia Radia. Pisząc o swoim “cudownym życiu” i dziękując za nie fanom, użył czasu przeszłego. Zmienił też swoją lokalizację na Twitterze na "po tamtej stronie". Policja w oficjalnym oświadczeniu nie wspomniała o tych szczegółach. 

Jego stacja, Wild 94.9, już 8 marca udostępniła post w mediach społecznościowych, w którym podziękowano mu za dostarczanie przez 30 lat rozrywki słuchaczom w Bay Area. “Dzięki za śmiech. Dzięki za miłość, dziękujemy, JV” - napisali jego koledzy ze stacji. 

Redakcja poleca

Śmierć popularnego prezentera radiowego z San Francisco

Vandergrift w swojej ostatniej audycji opisał swoją sytuację zdrowotną jako bardzo trudną. Mówił, że lekarze zaproponowali mu eksperymentalne leki lub serię operacji. Z jego słów wynikało, że bardzo cierpiał. W 2021 roku zdiagnozowano u niego boreliozę. Wówczas poszedł na pewien czas na zwolnienie, aby uporać się z chorobą. Wciąż zmagał się jednak z powikłaniami. Co jakiś czas wspominał na antenie swoich słuchaczom, że doświadcza mgły mózgowej, zawrotów głowy i napadów depresji.

Jeffrey „JV” Vandergrift prowadził swój poranny program “The Dog House” w rozgłośni Hot 97,7 w San Jose, a potem w San Francisco 107,7 - obecnie znanej jako Wild 94,9. Jego audycja cieszyła się dużą popularnością. Słuchacze mogli liczyć na codzienną porcję żartów i rozmowy z barwnymi gośćmi. Ponadto “JV” angażował się w działalność organizacji charytatywnych i pomagał osobom w potrzebie. 

RadioZET.pl/"Daily Mail"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET