Katastrofa w Rosji. Zginęli ludzie. Władze oskarżają Ukrainę
W rosyjskim Biełgorodzie, nieopodal granicy z Ukrainą, zawaliła się w niedzielę część 10-piętrowego bloku mieszkalnego. Gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow oskarżył o atak Ukrainę. Komitet Śledczy Rosji potwierdził, że są ranni i ofiary śmiertelne.
Rosja. Zawalił się blok w Biełgorodzie
Początkowo rosyjskie służby ratunkowe powiadomiły tylko o rannych. Następnie Komitet Śledczy Rosji przekazał, że są także ofiary śmiertelne, nie precyzując ich liczby. Doniesienia państwowych rosyjskich agencji i mediów mówią o co najmniej 17 rannych.
Wcześniej o ofiarach śmiertelnych informowały nieoficjalnie kanały na Telegramie Baza i Mash, podając odpowiednio liczby cztery i siedem osób. Powiadomiono również, że pod gruzami znajdują się ludzie.
Lokalne władze twierdzą, że przyczyną zawalenia się budynku był ukraiński ostrzał miasta. Gubernator Wiaczesław Gładkow oświadczył, że przyczyną stało się "bezpośrednie trafienie pociskiem". Według Ministerstwa Obrony Rosji w budynek trafiła jednak nie rakieta, lecz odłamki zestrzelonego przez siły obrony powietrznej ukraińskiego pocisku Toczka-U.
Niezależna telewizja Nastojaszczeje Wriemia zaznaczyła, że wciąż nie wiadomo, co doprowadziło do zawalenia się obiektu. W przygranicznym Biełgorodzie w niedzielę od rana pięciokrotnie ogłaszano alarm lotniczy.
Źródło: Radio ZET/PAP