`

Kolejny kraj w UE? Zdecydują, czy wznowić rozmowy z Brukselą. Ekspert mówi, dlaczego teraz

6 min. czytania
24.08.2026 06:33
Obserwuj nas na Google

Islandczycy w najbliższych dniach zadecydują, czy wznowione zostaną – przerwane 13 lat temu – rozmowy akcesyjne z Unią Europejską. Debatę publiczną zdominował tam m.in. kwestie bezpieczeństwa. - Islandczycy mocno podkreślają, że jeśli w Europie kontynentalnej wybuchnie konflikt, to Islandia zostanie w niego wciągnięta. To dla nich zupełnie odmienna optyka niż ostatnie 30-40 lat, czyli czas mniej więcej o zakończenia zimnej wojny – mówi w rozmowie z RadioZET dr Damian Szacawa – kierownik Zespołu Nordycko-Bałtyckiego w Instytucie Europy Środkowej w Lublinie oraz adiunkt na Wydziale Politologii i Dziennikarstwa lubelskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Islandia
fot. Deposit/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Islandia rozważa wznowienie negocjacji z UE po 13 latach przerwy.
  • Jakie znaczenie ma polityka rybołówstwa dla decyzji Islandii o przystąpieniu do UE.
  • Dlaczego kwestie obronne i bezpieczeństwa są kluczowe w decyzji Islandii o UE.

Islandia wkrótce podejmie decyzję strategicznej dla swojej przyszłości. 29 sierpnia mieszkańcy tej nordyckiej wyspy pójdą do urn, by dać zielone lub czerwone światło wznowieniu przerwanych w 2013 roku negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Dlaczego Islandczycy po 13 latach przerwy wracają do tematu głębszej integracji z Europą? Jak przedstawiają się nastroje społeczne w tej kwestii? I co z tym wszystkim wspólnego mają Rosja oraz Donald Trump? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi dr Damian Szacawa – kierownik rządowego Zespołu Nordycko-Bałtyckiego w Instytucie Europy Środkowej w Lublinie oraz adiunkt na Wydziale Politologii i Dziennikarstwa lubelskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

- To referendum jest przede wszystkim realizacją obietnicy obecnej koalicji rządzącej [na czele której stoi socjaldemokratyczna premierka Kristrún Frostadóttir – red.], by zapytać Islandczyków, czy w ogóle chcą wznowić rozmowy z UE. Status tych rozmów był bowiem niejasny. One 13 lat temu zostały 13 lat przerwane, a ówczesny rząd poprosił Brukselę o to, by nie traktować Islandii jako państwa kandydującego do Unii. Natomiast wniosek ten formalnie nigdy nie został wycofany – tłumaczy. Zwraca przy tym uwagę, że jeśli Islandczycy wróciliby do rozmów z UE, to nie od samego początku, bo w większości z rozdziałów negocjacyjnych (dokładnie 27 z 33) stanowisko Reykjaviku zostało już zaprezentowane. Zamknięto zaś 11 z nich, ale sześciu w ogóle nie ruszono. 

Referendum na Islandii. Czy wrócą do rozmów z UE?

Nie było rozmów w tych najtrudniejszych obszarach, z których najistotniejszym wydaje się wspólna polityki rybołówstwa. Jak zaznacza Szacawa, Wspólna Polityka Rybołówstwa UE (WPRyb) groziła Islandii utratą kontroli nad łowiskami, stanowiącymi jeden z filarów jej gospodarki (ok. 40 proc. eksportu towarów). - To kwestia kluczowa dla gospodarki Islandii, dla jej eksportu, ale również to kwestia tożsamościowa - tego, jak i z czego Islandczycy żyją – wyjaśnia ekspert. Przypomina, że to właśnie m.in. przez regulacje prawne w zakresie rybołówstwa Norwegowie dwukrotnie (w 1972 i 1994 roku) opowiedzieli się w referendach przeciw akcesji do Unii. Mimo, że unijne porozumienie było już wynegocjowane, a połów ryb nie stanowi największej ani najważniejszej gałęzi norweskiej gospodarki (a na pewno nie nie ma takiego statusu, jak w przypadku islandzkiej). 

Jaki będzie wynik tego referendum? Trudno oszacować, a badania opinii publicznej pokazują znaczący podział w społeczeństwie, choć wedle dwóch ostatnich sondaży- dla instytutów Gallup i Maskina – prowadzą zwolennicy rozmów z Unią w stosunku 51/52 proc. do 49/48 proc. Szacawa zwraca przy tym uwaga, że będzie to pierwszy raz, gdy Islandczyków zapyta się w ogóle o zdanie w kwestii pogłębionej integracji z Brukselą. - Nawet jeśli wygra opcja wznowienia negocjacji, to nie ma pewności, czy Islandia ostatecznie przyłączy się do UE. To perspektywa kolejnych kilku lat, a wszystko będzie zależało od tego, jak będą wyglądały te negocjacje, co Islandczykom uda się wynegocjować w tych najważniejszych z punktu widzenia życia, pracy, gospodarki i kwestii tożsamościowych obszarach – podkreśla ekspert. 

Oglądaj

Przypomnijmy, że Islandia ma od lat doświadczenie funkcjonowania w strukturach międzynarodowych. Jest już głęboko zintegrowana z UE na płaszczyźnie gospodarczej dzięki Porozumieniu o Europejskim Obszarze Gospodarczym (EOG) oraz byciu częścią strefy Schengen i uczestnictwu w jednolitym rynku, swobodzie przepływu osób, towarów, usług i kapitału. Jest również członkiem NATO i to od samego początku, czyli od 1949 roku. I tu paradoks, bo choć to jedno z państw-założycieli Sojuszu Północnoatlantyckiego, to jako jedyne w tej organizacji nie posiada własnej stałej armii (jedynie straż przybrzeżną i cywilne służby bezpieczeństwa). 

- Pod tym względem Islandia jest zależna od sojuszników, w tym od Stanów Zjednoczonych, które przez wiele lat utrzymywały na wyspie swoje siły w bazie w Keflaviku. W tym momencie ta baza jest już nieczynna, ale – patrząc na to, co się dzieje na północy Atlantyku i w Arktyce - być może dojdzie do wznowienia jej działalności – mówi Szacawa. Kwestia bezpieczeństwa, wynikająca po części ze strategicznego geopolitycznego położenia Islandii (choćby w kontekście przejścia z Arktyki na Ocean Atlantycki, z którego korzystają m.in. okręty podwodne rosyjskiej floty arktycznej) wydaje się tutaj kluczowa.

Bezpieczeństwo, obronność i...Rosja

Ale dlaczego właściwie kilkanaście lat temu Islandczycy myśleli o wejściu do UE? Przyczynił się tego globalny kryzys na rynkach finansowych z lat 2008-09, który dla wyspy skończył się niemal bankructwem. - Mówimy o małym państwie, bardzo zależnym od środków zewnętrznych. Żeby w ogóle ratować ten system dokonano m.in. nacjonalizacji trzech banków. Korona islandzka bardzo mocno straciła wówczas na wartości, dlatego wejście do UE – dużej struktury z silną walutą - jako pewnego rodzaju kotwicę, stabilizator gospodarczy – tłumaczy analityk z IEŚ i UMCS. Zwraca przy tym uwagę, że tak szybko, jak Islandczycy zachłysnęli się perspektywą integracji z kontynentalną Europą, tak szybko ten euroentuzjazm wyparował. - Po kilku latach sytuacja gospodarcza na Islandii zaczęła się poprawiać i stabilizować na tyle, że uznali, iż nie potrzebują Unii, w której musieliby jednak iść na pewne kompromisy – dodaje.  

Redakcja poleca

Dziś to nie gospodarka, a wspomniana już kwestia bezpieczeństwa i obronności wydaje się głównym czynnikiem, który mógłby ich skłonić do reintegracji w ramach UE. - U nich też pojawiają się raporty, publikowane przez parlamentarne komisje obrony czy spraw zagranicznych, których główną konkluzją jest to, że ten pokojowy okres, w którym można było bezpiecznie się rozwijać i korzystać np. ze swojego położenia geopolitycznego, już minął – mówi Szacawa. Czy to oznacza, że Islandia boi się np. jakiejś formy agresji czy innych działań dywersyjnych ze strony Rosji. Zdaniem politologa w Reykjaviku nie mówi się o tym wprost, ale występuje to jako istotny kontekst decyzji obronno-politycznych. 

- Oni bardzo mocno podkreślają, że jeśli w Europie kontynentalnej wybuchnie wojna, to Islandia zostanie w nią wciągnięta. To dla nich zupełnie odmienna optyka niż ostatnie 30-40 lat, czyli czas mniej więcej o zakończenia zimnej wojny. Jeśli faktycznie dojdzie do eskalacji konfliktu militarnego – a wiemy, za sprawą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, że istnieje taka możliwość – to Islandczycy są przekonani, że będą w to zaangażowani, choćby z racji członkostwa w NATO czy relacji gospodarczych, jakie już prowadzą z Unią Europejską. Ale też przez swoje położenie, w kluczowym rejonie między Arktyką a Atlantykiem. Wiemy, że Rosja czy Chiny to państwa coraz bardziej zainteresowane tym obszarem – wyjaśnia Szacawa, przypominając, że ponad 50 proc. terytorium Arktyki należy do Federacji Rosyjskiej.

Co wznowienie rozmów z UE oznacza dla Polski?

Czy wznowienie rozmów akcesyjnych i – w perspektywie możliwie kilku lat – ewentualne wejście do Wspólnoty Europejskiej, zmieniłoby np. status 25 tysięcy Polaków zamieszkałych na Islandii? To w końcu najliczniejsza mniejszość narodowa na wyspie, a polski to drugi – po islandzkim – najczęściej używany język w kraju. Szacawa przypomina, że dużą część polskiej diaspory mieszka tam od lat, część z tych osób ma też islandzkie obywatelstwo i prawa wyborcze. - Pamiętajmy że kiedyś, gdy jeszcze sami nie byliśmy w UE, a Islandczycy potrzebowali pracowników, to bardzo szeroko otwarto dla nas tamtejszy rynek pracy, który okazał się dla nas przyjazny – twierdzi. 

Podkreśla, że – podobnie jak wspomniana powyżej Norwegia – Islandia jest częścią Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a także strefy Schengen, więc „z punktu widzenia Polaków, którzy tam pracują i dojeżdżają do pracy bądź wracają do kraju, to nie miałoby aż tak dużego znaczenia”. - Nie pojawiłyby się żadne dodatkowe, szczególne ułatwienia, to i tak jest już wszystko regulowane. Zresztą, Islandia jako członek EOG i tak przyjmuje u siebie ok. 70-80 proc. unijnego prawodawstwa, wszelkie dyrektywy itp. Nie bierze natomiast udziału w ich tworzeniu i – paradoksalnie – to jest coś, co z punktu widzenia Islandczyków może mieć znaczenie. Że mogą potencjalnie zyskać wpływ, mniejszy lub większy, na regulacje, które i tak już ich teraz dotyczą – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET