Koniec amerykańskiego parasola w Europie? Generał alarmuje: od tego trzeba zacząć
Pentagon potwierdził zmniejszenie liczby wojsk amerykańskich stacjonujących w Europie. - W dalszej perspektywie żołnierze USA będą wycofywani także z Polski - ostrzega w rozmowie z RadioZET.pl były dowódca GROM-u gen. Roman Polko. Jednocześnie wskazuje, jak region powinien przygotować się na coraz mniejsze wsparcie Stanów Zjednoczonych. - Tak zbudujemy potencjał odstraszania, przed którym Rosja rzeczywiście zadrży - dodaje ekspert.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego USA zmniejszają liczbę wojsk w Europie.
- Jakie są priorytety strategii bezpieczeństwa USA.
- Co zmiany amerykańskich sił w Europie oznaczają dla Polski i NATO.
- Jakie działania powinna podjąć Polska dla zwiększenia obronności.
W środę rzecznik Pentagonu potwierdził, że Stany Zjednoczone zdecydowały o zmniejszeniu liczby tzw. Brygadowych Zespołów Bojowych (BCT) stacjonujących w Europie z czterech do trzech. Dodał, że ostateczny rozkład wojsk amerykańskich w Europie będzie przedmiotem „dalszej analizy wymagań strategicznych i operacyjnych”. Odwrót USA od Europy można już było zauważyć w opublikowanej w grudniu zeszłego roku Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. W dokumencie podkreślono nacisk na większą samodzielność obronną Europy, ponieważ - jak argumentowano - USA przesuwają siły z globalnego zaangażowania na odbudowę siły wewnętrznej.
- Stany Zjednoczone pokazują swoje priorytety, jakimi są półkula zachodnia, Indo-Pacyfik, rywalizacja z Chinami, Tajwan i Bliski Wschód. Europeizacja NATO jest faktem, w tym kierunku zmierzamy - mówi w rozmowie z RadioZET.pl były dowódca GROM-u gen. Roman Polko. Jak zaznacza, kluczowe jest, aby zmianę tę realizować w ramach struktur NATO. - Zmiany doktryny obronnej czy sposobów działania powinny uwzględniać wycofanie sił amerykańskich i wchodzenie w ich miejsce komponentów europejskich. Jest to proces, który nie zmniejszy potencjału i zdolności Sojuszu, jeżeli będzie przemyślany, a nie realizowany w sposób chaotyczny - dodaje.
USA wycofują część żołnierzy z Europy. Co to oznacza dla Polski?
Na początku maja Pentagon ogłosił, że w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy wycofa z Niemiec 5 tys. żołnierzy. Choć amerykański resort obrony twierdził, że był to wynik wewnętrznych analiz, do decyzji doszło zaraz po tym, jak prezydent Donald Trump z gniewem zareagował na krytykę wojny z Iranem ze strony niemieckiego kanclerza Friedricha Merza. - Decyzja o zmniejszeniu liczby żołnierzy amerykańskich w Niemczech dotyka także Polskę. Siłą naszego bezpieczeństwa są sojusze przede wszystkim z Unią Europejską i NATO. W Sojuszu tym jesteśmy m.in. z Niemcami. Silne Niemcy oznaczają nasze bezpieczeństwo, bo ich siły będą wykorzystane w przypadku potencjalnej agresji. To one są uwzględniane w planach operacyjnych Sojuszu - wyjaśnia gen. Polko.
W piątek agencja Reutera, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, wypowiadających się anonimowo, doniosła, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Z kolei CNN, powołując się na źródła w resorcie wojny USA, podał, że decyzja Pete'a Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była częścią serii ruchów mających zredukować liczbę sił USA w Europie. Zarówno przedstawiciele polskiego rządu, w tym minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i przedstawiciele administracji Trumpa, dementowali informacje, by amerykański kontyngent w Polsce miał zostać zmniejszony, podkreślając, że rotacja wojsk została jedynie opóźniona. Jednak według byłego dowódcy GROM-u w dalszej perspektywie amerykańscy żołnierze będą wycofywani z Polski.
„Tak zbudujemy potencjał odstraszania, przed którym Rosja zadrży”
- Gdy dochodzi do sytuacji zagrożenia, musimy mieć elementy natychmiastowego reagowania - podkreśla wojskowy, przypominając, że mimo ostatnich zapowiedzi USA, na początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w bardzo krótkim czasie ze Stanów Zjednoczonych zostały przerzucone siły na terytorium wschodniej flanki NATO. - Jednocześnie należy zauważyć, że USA doceniają takiego sojusznika, jakim jest Polska. Może nie mamy zbyt wielu kart atutowych, ale jesteśmy wiarygodnym, lojalnym i pozytywnie nastawionym do Stanów Zjednoczonych partnerem, który nie zawiódł m.in. podczas ataku na Afganistan - przypomina gen. Roman Polko.
Mimo to należy pamiętać, że Trump jest mocno nieprzewidywalnym sojusznikiem, dlatego budowanie własnych zdolności obronnych jest naszym obowiązkiem. - Musimy najpierw postawić na własną armię, a później patrzeć na sojuszników - mówi rozmówca RadioZET.pl. Zdaniem byłego dowódcy GROM-u Amerykanie słusznie mieli pretensje do Europy o to, że nie budowała własnych zdolności obronnych, powierzając odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu siłom amerykańskim. - Teraz to zmieniamy. Potrzebujemy czasu, ale realizujemy to w sposób ewolucyjny - dodaje.
Chociaż Polska przoduje w Europie pod względem wydatków na obronność, przeznaczając na ten cel ok. 5 proc. PKB, to cały region musi się zjednoczyć i włożyć dużo pracy w to, aby stać się niezależnym od USA. - To, że sami sobie damy radę, nie zmienia faktu, że dobrze jest mieć wojska amerykańskie w jak największej ilości na naszym terytorium. Wtedy budujemy potencjał odstraszania, przed którym Rosja rzeczywiście zadrży - mówi gen. Polko. - Rosja w wyścigach zbrojeniowych już raz przegrała, gdy Zachód trzymał się razem. Teraz mamy połowę Rosji, jeżeli chodzi o dawne terytorium ZSRR, tym bardziej jesteśmy w stanie dać sobie radę, szczególnie patrząc na to, jak świetnie sobie radzi Ukraina - podsumowuje ekspert.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET