Lekarze myśleli, że wpadł pod samochód. Brutalne pobicie chorego, "bo i tak umrze"
70-latek trafił do szpitala po tym, jak został brutalnie pobity przez 44-letniego weterana wojskowego. Gdy mężczyzna trafił do szpitala, lekarze sądzili, że wpadł pod samochód. Agresor został skazany na 30 dni terapii i 150 godzin prac społecznych.
Brytyjski "Daily Mail" opisał historię brutalnej napaści na 70-latka. Oprawcom mężczyzny był jego 44-letni sąsiad Daniel Winward - były komandos, który pełnił służbę w Iraku i Afganistanie. Do napaści doszło gdy senior wyszedł ze swojego mieszkania w mieście Lancashire w Wielkiej Brytanii. 44-latek podbiegł do niego, powalił na ziemię i zadał kilka potężnych ciosów.
Wteren pobił emeryta. Lekarze myśleli, że wpadł pod samochód
Świadkiem ataku była żona poszkodowanego, kobieta wybiegła przerażona z domu. Krzyczała, by napastnik zostawił jej męża, ponieważ ten choruje na nowotwór. - W takim razie i tak umrze - odpowiedział jej mężczyzna. Po brutalnym pobiciu 44-latek wtargnął do domu sąsiadów i zdemolował ich salon.
Gdy 70-latek trafił do szpitala, lekarze początkowo sądzili, że mężczyzna wpadł pod samochód. Jego lewe oko jest uszkodzone, założono mu też 30 szwów.
Konflikt o śmieci skończył się brutalnym pobiciem
Wiadomo, że konflikt pomiędzy sąsiadami narastał od dłuższego czasu. Jak podają media, kłócili się o pojemniki z baru prowadzonego przez 44-latka. Winward miał je wystawiać na ulicę, pozostali mieszkańcy narzekają, że kosze "bardzo śmierdziały".
Napaść na 70-latka została nagrana przez kamerę monitoringu, a sprawa trafiła do sądu. Jak się okazuje, Daniel Winward uniknie więzienia. Sędzia wziął pod uwagę wojskową przeszłość mężczyzny i opinie biegłych, którzy potwierdzili, że cierpi on na zespół stresu pourazowego. - Ten człowiek jest chory, a spowodowała to służba, jaką pełnił dla ojczyzny - mówił sędzia, który skazał 44-latka na 30 dni zajęć rehabilitacyjnych i 150 godzin prac społecznych.
RadioZET.pl/"Daily Mail"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET