"Mocarstwa decydują bez zasad i odpowiedzialności". Bliski Wschód pokazał "upadek dyplomacji"?
Trump i Netanyahu nie mają żadnego planu na to, co dalej z Iranem. Może on skończyć jako upadłe państwo, które będzie stanowić wielki problem dla krajów Zatoki Perskiej. Skorzysta na tym głównie Izrael – mówi w rozmowie z Radiem ZET dr hab. Wojciech Grabowski, kierownik Zakładu Stosunków Międzynarodowych w Instytucie Politologii Uniwersytetu Gdańskiego. Z ekspertem do spraw Bliskiego Wschodu rozmawiamy o gospodarczych skutkach wojny, sytuacji w ostrzeliwanych państwach Zatoki Perskiej i możliwych celach Donalda Trumpa.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie konsekwencje ma wstrzymanie produkcji LNG przez Katar.
- Dlaczego Katar ponosi większe straty niż Iran.
- Co wskazuje na upadek soft power państw Zatoki Perskiej.
- Dlaczego obecny konflikt wpływa na sytuację międzynarodową.
Maciej Bąk, Radio ZET: W poniedziałek światowymi rynkami wstrząsnął komunikat mówiący o tym, że Katar wstrzymuje produkcję gazu ziemnego LNG. To tylko jeden z przykładów pokazujących, że nowa wojna na Bliskim Wschodzie to wojna, którą odczuje cały świat. Również my w naszych kieszeniach?
Dr hab. Wojciech Grabowski, prof. UG: Katar współdzieli pole gazowe z Iranem. Sytuacja na wodach Zatoki Perskiej jest bardzo napięta. Słyszymy codziennie doniesienia o zatapianych przez Stany Zjednoczone irańskich okrętach. Dodatkowo również dwaj najwięksi światowi armatorzy, Hapag-Lloyd i Maersk ogłosili, że wstrzymują ruch statków w rejonie Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego i będą przekierowywać je przez Przylądek Dobrej Nadziei. To pokazuje, że na pewno nastąpią zakłócenia w światowych dostawach ropy naftowej i gazu ziemnego.
No i oczywiście w tej sytuacji między Katarem a Iranem, to jednak Katar będzie państwem, które będzie ponosiło większe straty, bo Katar, podobnie jak inne państwa arabskie Zatoki Perskiej, nie jest stroną tej wojny i nie chce być stroną tej wojny. One nie chcą być włączone w wojnę. One nie chcą być wciągnięte w nią przez Stany Zjednoczone. W związku z tym one bardzo ostrożnie podchodzą nawet do ostrzałów swoich terytoriów przez irańskie rakiety.
To mnie od początku intrygowało, bo na ekranach naszych telewizorów i smartfonów oglądamy obrazki z bogatych, silnych krajów, mających swoje istotne zdolności militarne, które są ostrzeliwane przez Iran i póki co nawet nie myślą o tym, żeby - mówiąc kolokwialnie - oddać.
Państwa, które mogą więcej stracić w tym konflikcie to są właśnie państwa arabskie Zatoki Perskiej. Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn. Dlatego, że przez ostatnie kilkanaście lat te państwa skupiły się przede wszystkim na rozbudowie swoich gospodarek. To gospodarki szybko rozwijające się ze względu na dostęp kapitału.
Jeśli popatrzymy sobie na dobrobyt i dobrostan, który jest obecny w tych państwach, to tak naprawdę każda irańska rakieta czy dron trafiające w jakikolwiek budynek, czy to będzie hotel, czy centrum finansowe, bank, jakiś ośrodek turystyczny, obiekt sportowy, to będzie duża strata, i to nie tylko materialna. To będzie przede wszystkim strata pokazująca, że trzeba wstrzymać wszelkie inwestycje rozwojowe, wszelki biznes, bo w stanie konfliktu, w stanie zagrożenia zwyczajnie nie można stabilnie prowadzić biznesu i rozwijać gospodarki.
No i widać na naszych oczach, jak upada tak skrupulatnie budowana przez lata soft power, chociażby Kataru, czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Czy Iran też dlatego puszcza rakiety na te państwa, bo wie, że świat nawet bardziej zainteresuje się tą sprawą, kiedy zobaczy Dubaj czy Dohę w płomieniach? A może po prostu wali na oślep po wszystkich, których ma na liście wrogów reżimu?
To nie tylko upadek budowanej latami soft power, ale przede wszystkim upadek wysiłków dyplomatycznych. To upadek prawa międzynarodowego, instytucji międzynarodowych, które w żaden sposób nie są w stanie powstrzymać agresji mocarstw. Dzisiaj mamy do czynienia z logiką siły, która dominuje w polityce międzynarodowej. Mocarstwa, takie jak Stany Zjednoczone czy Izrael, mogą w sposób dowolny i w dowolnym czasie decydować o tym, kiedy uderzą, w kogo uderzą, kogo zabiją, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności prawnej, bez odpowiedzialności karnej, bez jakichkolwiek zasad. Żyjemy w bardzo niebezpiecznym świecie i takie działania jak wojna w Iranie pokazują, że niestety świat idzie w bardzo złą stronę.
Mówi pan o tym, że w koncercie mocarstw nie ma zasad. Ale jest jedna, szczególnie istotna zasada dla prezydenta Donalda Trumpa, czyli zasada pieniądza. I Może patrząc na nią jednak będzie chciał, żeby ta wojna faktycznie w miarę szybko się skończyła? Trump mówi dziś o planie na cztery tygodnie...
No tak, ale tutaj znowu pytanie brzmi, czy Trump kieruje się tylko logiką pieniądza, czy przede wszystkim chęcią odniesienia sukcesu, spektakularnego sukcesu w polityce międzynarodowej i pokazania, że Stany Zjednoczone są potęgą, z którą nikt nie jest w stanie wygrać. Tutaj możemy oczywiście przywoływać różne teorie wokół tego.
Jedna z nich jest taka, że Trump próbuje podobnie jak Benjamin Netanyahu, uciec przed kłopotami z wymiarem sprawiedliwości. Mamy przecież chociażby akta Epsteina, które dyskredytują również prezydenta Trumpa. Benjamin Netanyahu robi to samo, to znaczy cały czas podtrzymuje zagrożenie dla bezpieczeństwa swojego kraju po to, żeby mieć pretekst do działania, do prowadzenia polityki opartej na sile. To jest jedna z takich możliwości. Pamiętajmy o tym, że Donald Trump ma w tej chwili około 36 proc. poparcia społeczeństwa amerykańskiego...
A zaledwie 25 proc. popiera interwencję w Iranie, więc nawet nie wszyscy jego najtwardsi wyborcy.
Dokładnie, więc tutaj tak naprawdę Donald Trump ma dużo do stracenia. Zwłaszcza, że on sam obiecywał, że angażując się w jakiekolwiek konflikty na Bliskim Wschodzie nie będzie po pierwsze włączał żołnierzy amerykańskich w działania lądowe. Co w tym
przypadku rzeczywiście widzimy, bo na interwencję lądową raczej szans nie ma. Ale po drugie obiecywał, że nie zginą amerykańscy żołnierze.
Już mamy cztery ofiary...
Już mamy cztery ofiary i Donald Trump pomału zaczyna się z tej wersji obietnicy wycofywać. Przecież powiedział, że niestety, ale jeżeli będzie trzeba, to kolejne ofiary będzie trzeba po prostu poświęcić.
"That's the way it is", tak to określił. Czyli tak to po prostu jest.
Tak to po prostu jest... Donald Trump jest politykiem nieprzewidywalnym i w gruncie rzeczy trudno jest tak naprawdę nakreślić scenariusz rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie w kontekście tej wojny z Iranem.
Przejdźmy do tego co dzieje się wewnątrz Iranu. Nikt z nas nie ma dostępu do precyzyjnych informacji, co się tam dzieje w Iranie, ale nic na tę chwilę nie wskazuje na to, że naród powstał i zaraz przejmie władzę od reżimu, tak jak to się Trumpowi marzy.
Przywołałbym takie dwie wypowiedzi Donalda Trumpa, które są sprzeczne względem siebie. Bo jednego dnia Donald Trump mówi do społeczeństwa irańskiego, że oto Stany Zjednoczone przychodzą z pomocą, żeby uwolnić społeczeństwo irańskie spod tyrani reżimu ajatollahów i że to jest jedyna szansa dla społeczeństwa irańskiego, żeby wzięło sprawy w swoje ręce i przejęło władzę. A z drugiej strony Donald Trump mówi potem na przykład, że gdyby w Iranie miał się ziścić scenariusz wenezuelski, to w sumie też byłoby całkiem po jego myśli. Czyli mówiąc krótko władzę mógłby przejąć równie dobrze jakiś inny autokrata lub despota, który po prostu współpracowałby z Izraelem i ze Stanami Zjednoczonymi.
To przeczy tezie o tym, że dla Donalda Trumpa rzeczywiście wyzwolenie społeczeństwa irańskiego jest jakimś celem. Natomiast pamiętajmy też o tym, o czym mówi się głośno już od samego początku tego konfliktu i od wielu lat w ogóle w kontekście Iranu. W Iranie nie ma zorganizowanej opozycji politycznej, dlatego że jest to państwo autorytarne. W państwach autorytarnych nie ma co do zasady opozycyjnych mediów, opozycyjnych partii politycznych. Nie ma jakichkolwiek opozycyjnych instytucji.
W dodatku tam karą za sprzeciwianie się władzy jest kara śmierci.
W związku z tym dzisiaj to jest chyba największy problem dla Iranu i dla państw arabskich Zatoki Perskiej. Że gdyby udało się, podkreślam słowo gdyby, bo to jest jeszcze wszystko bardzo hipotetyczne, gdyby udało się obalić reżim ajatollahów, to co dalej? Ani Trump, ani Netanyahu planu na to nie mają. Można zaryzykować stwierdzenie, że dla Izraela to jest wymarzony scenariusz, w którym Iran zostaje państwem słabym, z władzą która upada, i tak naprawdę bez jakiejkolwiek siły militarnej i gospodarczej, bo takie państwo można łatwo rozgrywać, ono nie stanowi wtedy zagrożenia.
Dla Stanów Zjednoczonych to, czy Iran będzie rozbity czy nie to drugorzędna sprawa, bo pamiętajmy o tym, że oba państwa dzielą tysiące kilometrów. Z tym irańskim słabym, upadłym państwem pozostaną za to państwa arabskie Zatoki Perskiej i tak naprawdę one będą musiały borykać się ze wszystkimi skutkami upadłego państwa, takimi jak migracje, terroryzm i inne zagrożenia dla bezpieczeństwa tego regionu.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET