"Musieliśmy ratować życie. Ludzie wpadali w panikę". Dramatyczna relacja z Grecji
Strażacy walczyli przez całą noc z pożarami na Krecie, Korfu, Rodos, Eubei i w okolicy miasta Ejo na Peloponezie oraz w innych regionach Grecji. Zarządzane są kolejne ewakuacje ludności - podał w poniedziałek rano portal telewizji ERT. Z samej wyspy Korfu ewakuowano w nocy prawie 2500 osób - poinformowała straż pożarna. Polski MSZ uspokaja, że wszyscy Polacy, którzy byli na wyjazdach zorganizowanych na Rodos, zostali ewakuowani i przemieszczeni w bezpieczne miejsce.
- 12 zdjęć Zobacz galerię
Skrajne zagrożenie pożarowe (kategoria ryzyka 5) przewiduje się w poniedziałek w regionach Attyka, Grecja Środkowa, Peloponez, Grecja Zachodnia i Wyspy Egejskie Południowe, w tym Rodos. W ośmiu innych greckich regionach zagrożenie pożarowe oceniono jako "bardzo wysokie", co jest równoznaczne z kategorią ryzyka 4.
W niedzielę, jak przekazali strażacy, wybuchły 64 nowe pożary, a straż walczyła łącznie tego dnia z 82. Na Korfu zarządzono nocą "prewencyjną ewakuację 2466 osób" - powiedział AFP przedstawiciel straży pożarnej Janis Artopios, podkreślając, że do tej pory nie zostały zniszczone przez ogień żadne domy ani hotele.
Polskie MSZ: Polscy turyści ewakuowani. "Chaos był duży"
W nocy z niedzieli na poniedziałek kontynuowano walkę z ogniem na Rodos. Od poniedziałkowego poranka wzmożono tam działania gaśnicze z powietrza. Pytany o sytuację polskich turystów przebywających na tej greckiej wyspie wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w Programie Pierwszym Polskiego Radia powiedział, że ewakuacja rozpoczęła się już w sobotę i trwała w niedzielę do godzin porannych. - Wszyscy nasi obywatele, którzy byli w ramach wyjazdów zorganizowanych, zostali ewakuowani i przemieszczeni w bezpieczne miejsce - zapewnił.
Jak dodał, część osób podejmowała takie próby na własną rękę, z niektórymi początkowo był utrudniony kontakt. - Chaos był bardzo duży, natomiast nasza służba konsularna razem z miejscowymi służbami greckimi bardzo intensywnie działała w trybie kryzysowym, 24-godzinnym - powiedział. Zaznaczył, że choć pożar w niektórych miejscach został "nieco opanowany", to sytuacja cały czas jest bardzo poważna i dynamiczna. Wiceszef MSZ pytany, co Polacy będący na Rodos powinni zrobić, jeśli znajdą się w sytuacji zagrożenia, podkreślił, że powinni zacząć od kontaktu z biurem podróży. - Drugi kierunek to są greckie władze, policja, inne służby. Jeśli jest potrzebna polska pomoc konsularna, my też jej udzielamy - powiedział. Dodał, że można kontaktować się z polskim konsulem pod numerem +30 693 655 46 29.
Zobacz także: Biura podróży wydały ważne komunikaty do polskich turystów. "Anulujemy wycieczki"
Panika na Rodos. "Widzieliśmy, jak ogień niebezpiecznie się zbliża"
Doniesienia z Rodos są dramatyczne. Camille, której rodzina została rozdzielona w czasie ewakuacji z wyspy, relacjonowała, że turyści w popłochu chcieli dostać się na łodzie i do autobusów. Samolot, którym miała odlecieć kobieta, został odwołany i Francuzka szukała możliwości ewakuacji na własną rękę, czekając na oficjalne komunikaty. Przeszła 7 km pieszo z bagażami w temperaturze około 40 stopni Celsjusza, aby dostać się do autobusu. - Ludzie wpadali w panikę, ponieważ widzieliśmy, jak ogień niebezpiecznie się zbliża - mówiła.
Wszystko wydarzyło się w ciągu 24 godzin, musieliśmy iść z walizkami wzdłuż południowych plaż, niektórzy zostali zabrani łodzią, inni autobusem, zatrzymywaliśmy się w szkołach, ale w środku nocy wszyscy otrzymaliśmy na telefon ostrzeżenie o ewakuacji, po raz trzeci musieliśmy się przenosić.
To samo spotkało inną turystkę z Francji, Natalie. Kobieta opowiadała, jak personel jej hotelu zaczął panikować, zanim usłyszał syreny alarmowe i został poproszony o ewakuację. Następnie turyści uciekali wzdłuż plaż z bagażami. - Musieliśmy się ewakuować, ratować życie - powiedziała stacji TF1. Kobieta wraz z rodziną spędziła dwie noce na lotnisku i nadal czeka na lot do Francji. - Najbardziej ucierpieli ludzie starsi, matki, małe dzieci, które z powodu upału były wyczerpane – opowiadała francuskim mediom.
Kostas Cigas, przewodniczący greckiego związku oficerów straży pożarnej, powiedział w rozmowie z ERT, że "od zeszłego poniedziałku wybucha ok. 60-70 pożarów dziennie, czyli 420 wybuchło w ciągu całego tygodnia". Stwierdził, że przyczyną, dla której kraj płonie już drugi tydzień, jest kombinacja silnych wiatrów, niskiej wilgotności i suszy oraz nieprawidłowo prowadzonej polityki prewencyjnej. - Gdyby prewencja (w zakresie pożarów) była w naszym kraju na innym poziomie i w innym zakresie, nie mielibyśmy tych problemów - podsumował. W wielu regionach Grecji temperatury przekraczały w ubiegłym tygodniu 40 stopni Celsjusza.
RadioZET.pl/PAP