Narastający problem Putina. W 2023 roku nie da mu spokoju
Rosja będzie (w 2023 roku, przyp.) znacznie bardziej agresywnym państwem policyjnym. Pod najsurowszy walec represji trafią matki i żony żołnierzy. Wiele matek i żon nie ma nic do stracenia – ocenił w rozmowie z Wirtualną Polską rosyjski politolog Iwan Preobrażeński, przebywający od wybuchu wojny w Ukrainie na emigracji.
Rosja wkroczyła w 2023 rok, prowadząc od ponad dziesięciu miesięcy wojnę na wyniszczenie w Ukrainie. Mimo klęsk na froncie w ostatnich miesiącach reżim Władimira Putina postawił na mobilizację i dalsze ataki, głównie terrorystyczne uderzenia w obiekty cywilne i infrastrukturę krytyczną.
Rosyjski politolog Iwan Preobrażeński ocenił, że Rosjanie będą w tym roku posłuszni reżimowi i w pokorze będą znosić skutki sankcji. Nie przewidział masowych protestów na ulicach. - Siedzą na skromnej pensji lub na urlopie bezpłatnym i próbują przeżyć na własną rękę - powiedział.
Narastający problem Putina w 2023 roku. "Nie mają nic do stracenia"
Jego zdaniem Putin będzie coraz mocniej atakowany przez matki, żony i wszystkich, którzy stracili swoich bliskich w wojnie w Ukrainie. Preobrażeński stwierdził, że Kreml nie postawi na inne rozwiązanie jak pacyfikacja protestów. - Rosja jest krajem bardzo patriarchalnym, ale rządzący wiedzą, że walka z kobietami w Rosji jest niepopularna i trudna. Teraz Kreml nie będzie, jak w późnym Związku Radzieckim, spokojnie patrzył, jak powstają komitety matek żołnierzy i zaczynają przeszkadzać w przegrywaniu wojny w Afganistanie przez zwycięską armię sowiecką. Rosja będzie znacznie bardziej agresywnym państwem policyjnym. Pod najsurowszy walec represji trafią matki i żony żołnierzy – przyznał.
- Wiele matek i żon nie ma jednak nic do stracenia. Włączy się w nich poczucie "ostatniej prawdy", a to idealne bojowniczki przeciwko reżimowi. Nie mają nic do stracenia oprócz swoich łańcuchów. Wpadną na pomysł — walczyć z państwem, ukarać go za śmierć ukochanej osoby – dodał politolog z Rosji.
Zbrodniarz wojenny zmuszony do lawirowania
Ekspert przyznał, że elita finansowa Rosji dzieli się obecnie na dwie grupy, które znacząco różnią się stosunkiem do wojny w Ukrainie. - Najbogatsi to "partia 23 lutego", czyli ludzie, którzy bardzo by chcieli, żeby wszystko wróciło do stanu sprzed inwazji na Ukrainę na pełną skalę. Ale mimo niezadowolenia oni nie są gotowi do buntu przeciwko Putinowi. Rozumieją, że bez niego utracą wszystko, co udało się zdobyć pod jego rządami. Z kolei najbardziej wyrazistym przedstawicielem drugiej grupy jest - będący teraz w "trendzie" - szef prywatnej armii "Wagnera" Jewgienij Prigożyn, wcześniej znany jako "kucharz Putina" – przyznał Preobrażeński.
Do tej grupy włączył też "propagandystów" Kremla, którzy poczuli wpływ na władzę po rozpoczęciu inwazji. - Nie chcą zakończenia wojny czy powrotu do stanu sprzed 23 lutego. Są pewni, że im bardziej zaostrzy się wojna, tym większe szanse mają na odebranie części majątku najbogatszym – ocenił.
Reżim Putina będzie jednak umiejętnie lawirował i ograniczał wpływy poszczególnych grup. Nie wykluczył, że jeśli „kucharz Putina” urośnie zbyt znacząco, prezydent zdecyduje o jego ukróceniu. - Najprawdopodobniej w przyszłym roku dojdzie do jakichś prześladowań Prigożyna. Może, któryś z jego przeciwników będzie mógł wszcząć sprawę karną, rozpocząć kontrole wydatkowania środków. Generałowie zaczną ujawniać informacje o tym, skąd "Wagner" ma sprzęt, ile pieniędzy przy tym zdefraudowano – powiedział politolog z Rosji.
Z danych ukraińskiego sztabu generalnego wynika, że do końca roku 2022 Rosja straciła w Ukrainie ponad 100 tysięcy żołnierzy. W listopadzie rosyjski portal Ważnyje Istorii, powołując się na źródło zbliżone do rosyjskiego sztabu generalnego, podał, że do lata 2023 roku Kreml spodziewa się strat 100 tysięcy żołnierzy wśród zmobilizowanych po wrześniowej decyzji Władimira Putina.
RadioZET.pl/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET