Gorąca debata między Trumpem a Harris. Dominowały trzy tematy
Debata pomiędzy Kamalą Harris a Donaldem Trumpem już za nami. Kluczowymi tematami dyskusji była gospodarka, imigracja i aborcja. Nie zabrakło też wymiany zdań na temat wojny na Ukrainie.
USA. Gorąca debata między Trumpem a Harris
Debata przedwyborcza w USA pomiędzy kandydatką Demokratów Kamalą Harris a Republikaninem Donaldem Trumpem od dawna nakręcała polityczne emocje - może bowiem zadecydować o tym, kto zwycięży w wyścigu o Biały Dom. Już sam początek "starcia" różnił się od tego, który mogliśmy oglądać w czerwcu (podczas debaty Trumpa z Bidenem). Komentatorzy zwracają uwagę, że tym razem kandydaci podali sobie dłonie.
Dyskusja zaczęła się od pytania o gospodarkę i ekonomię.
Na samym starcie Harris uderzyła w Trumpa stwierdzając, że "on nie ma programu gospodarczego". - On chce tylko obniżać podatki najbogatszym - mówiła. Dodała też, że po ostatniej swojej kadencji Trump "zostawił najgorsze bezrobocie od czasów Wielkiego Kryzysu". - Wierzę w ambicje, aspiracje i marzenia Amerykanów i dlatego właśnie wyobrażam sobie i mam plan zbudowania tego, co nazywam gospodarką możliwości - powiedziała, wymieniając elementy swojego programu.
Trump z kolei skrytykował swoją oponentkę za wzrost cen i inflację, która "rozwala kraj". Od razu poruszył też - często podnoszony w kampanii - temat imigracji. - Mamy miliony ludzi, którzy napływają do naszego kraju z więzień i aresztów, z zakładów psychiatrycznych i domów dla obłąkanych, i przybywają i zabierają pracę, którą obecnie wykonują Afroamerykanie i Latynosi, a także związki zawodowe [...] Widzimy, co się dzieje z miastami w całych Stanach Zjednoczonych. Oni przejmują miasta. Przejmują budynki. Wkraczają gwałtownie. To są ludzie, których ona i Biden wprowadzili do naszego kraju i niszczą nasz kraj - mówił.
Odnosząc się do problemu imigracji, Harris oskarżyła Trumpa o to, że naciskając na republikańskich kongresmenów "zabił" ponadpartyjny projekt restrykcji imigracyjnych, bo "woli wykorzystywać imigrację w kampanii, niż naprawić problem". - Zrozumcie, że w czasach, gdy ludzie w naszym kraju naprawdę potrzebują lidera, który angażuje się w rozwiązania, który faktycznie zajmuje się bieżącymi problemami. To, co mamy w byłym prezydencie, to ktoś, kto wolałby wykorzystywać problem w kampanii, zamiast go naprawiać - powiedziała.
Aborcja w USA. Trump: Jestem dumny
Podczas dyskusji na temat aborcji Kamala Harris ostrzegła, że Trump po swojej wygranej "podpisze ogólnokrajowy zakaz aborcji. - On z pewnością nie powinien mówić kobietom, co mają robić ze swoimi ciałami - dodała, krytykując byłego prezydenta za nominowanie sędziów po to, by "aborcja była nielegalna".
Trump odpowiedział, że "teraz wierzy w wyjątki w przypadkach gwałtu, kazirodztwa i zagrożenia życia matki". Stwierdził też, że wybór Kamali Harris oznacza "że aborcja w dziewiątym miesiącu ciąży jest absolutnie w porządku". - Mówi też, że egzekucja po narodzeniu [...] jest okej - kontynuował, dodając, że jest dumny, że za sprawą nominowanych przez niego sędziów doszło do zniesienia federalnego prawa do aborcji i oddania sprawy do decyzji poszczególnych stanów.
Wojna na Ukrainie. Pojawił się polski akcent
W czasie dyskusji nie zabrakło też tematu wojny na Ukrainie. Trump po raz kolejny zapewnił, że "doprowadzi do zakończenia wojny między Ukrainą i Rosją jeszcze jako prezydent-elekt". Powtórzył przy tym swoje twierdzenie, że gdyby nadal był prezydentem, do obu wojen (na Ukrainie i w Strefie Gazy - red.) nigdy by nie doszło. Pytany, czy chce, by Ukraina wygrała wojnę, stwierdził, że "chce, by wojna się zakończyła" i "chce ocalić bezsensownie tracone życie".
Oskarżył też prezydenta Bidena, że "nawet nie zatelefonował do Putina" i nie próbował rozwiązać konfliktu. - Igramy z III wojną światową - powiedział.
- Gdyby Donald Trump był prezydentem, Putin siedziałby teraz w Kijowie. Zrozumcie, co to oznacza, ponieważ agenda Putina nie dotyczy tylko Ukrainy. Zrozumcie, dlaczego europejscy sojusznicy i nasi sojusznicy z NATO są tak wdzięczni, że nie jesteś już prezydentem, i że my rozumiemy znaczenie największego sojuszu wojskowego, jaki świat kiedykolwiek znał, jakim jest NATO - odpowiedziała Harris. Dodała, że gdyby nie działania jej i Bidena na rzecz wsparcia Ukrainy, Putin wygrałby wojnę i "miał oko na resztę Europy, zaczynając od Polski".
- Dlaczego nie powiesz 800 tys. Amerykanom polskiego pochodzenia tu w Pensylwanii, jak szybko byś oddał Polskę za przysługę i za to, co myślisz, że jest przyjaźnią z dyktatorem, który zjadłby cię na obiad - dodała. Trump odparł, że gdyby był prezydentem, Putin siedziałby w Moskwie i "nie stracił 300 tys. żołnierzy". Zaznaczył jednak, że koniec końców Rosja "ma coś zwanego bronią jądrową".
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET