Nie „Druga Jałta”, a „drugie Monachium”. Co oznacza kolejny zwrot Trumpa w stronę Rosji?
Czy ostatnie wypowiedzi i decyzje Donalda Trumpa sugerują - kolejny już - zwrot w stronę Rosji? I co - w kontekście zbliżających się wyborów do Kongresu - chce uzyskać prezydent USA? - On od początku swojej drugiej kadencji chce się jakoś ułożyć z Rosją. Za tym oczywiście może, ale nie musi, stać szeroko pojęty interes Ameryki, ale pamiętajmy, że on nie musi być tożsamy z osobistym interesem samego Trumpa - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Andrzej Dąbrowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Donald Trump chce politycznego zbliżenia z Władimirem Putinem.
- Co ma na celu próba obniżenia cen paliw dla Trumpa.
- Jak działania prezydenta USA mogą wpłynąć na wybory „połówkowe.”
Trump i jego prorosyjski zwrot. Po co mu reset z Putinem?
Donald Trump wraca do „gołębiej” strategii wobec Władimira Putina. Decyzją amerykańskiego prezydenta Stany Zjednoczone znów zacieśniają stosunki z Rosją, zawierając m.in. umowę na zakup rosyjskiego oleju napędowego. Przed kilkoma dniami Trump wydał też rozporządzenie wykonawcze, które zawiesiło kluczowe cła i sankcje wynikające z ustawy im. zmarłego niedawno senatora Lindseya Grahama.
Jednocześnie wciąż stosuje naciski na Kijów, domagając się od Wołodymyra Zełenskiego kapitulacji i zawieszenia broni oraz przeprowadzenia w Ukrainie nowych wyborów prezydenckich. Pozwala sobie przy tym na wypowiedzi takie, jak ta, że „Rosja, szczerze mówiąc, zachowuje się w sprawie Ukrainy w porządku. Nie robią aż tak wiele”. W tym samym czasie do Rosji lata także specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff, który absolutnie na serio nazywa dyktatora z Kremla „humanitarystą”. Czy możemy więc mówić o „prorosyjskim” zwrocie za Oceanem i co z niego wynika?
- Donald Trump od początku swojej drugiej kadencji chce się jakoś porozumieć, ułożyć z Rosją. Za tym oczywiście może, ale nie musi, stać szeroko pojęty interes Stanów Zjednoczonych, ale pamiętajmy, że on nie musi być tożsamy z osobistym interesem samego Trumpa - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Andrzej Dąbrowski, analityk programu amerykańskiego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Jego zdaniem nie da się mówić o „prorosyjskim zwrocie” w ostatnim czasie, bo ten zwrot dokonuje się już de facto od stycznia 2025 roku.
Czy Republikanom uda się przekonać rolników?
Ekspert PISM zauważa, że ostatnie działania to próba odwrócenia uwagi Amerykanów od porażek w innych obszarach polityki zagranicznej USA, zwłaszcza rozpętanej w lutym wojny z Iranem. Nie da się również czytać ostatnich ruchów Trumpa i jego współpracowników bez kontekście zbliżających się wielkimi krokami – bo zaplanowanych na 3 listopada – wyborów „połówkowych” do Izby Reprezentantów i Senatu. Sondaże (od wielu miesięcy) i pierwsze dane z frekwencji we wcześniejszych głosowania z poszczególnych stanów są dla Republikanów pesymistyczne i wprost pokazują, że utrata przez nich obydwu izb Kongresu jest jak najbardziej realna.
Prezydent – choć publicznie wykazuje się charakterystyczną dla siebie pewnością – to wie, dlatego potrzebuje jakiegokolwiek wymiernego sukcesu. Takiego, który zakorzeniłby się w świadomości elektoratu, by ten z kolei karnie zameldował się przy urnach. Stąd choćby rozpaczliwie i moralnie wątpliwe ruchy, jak z rosyjskim dieslem, by zniwelować ceny paliwa i energii, które wystrzeliły w górę po zaatakowaniu Iranu. Jednak, jak zwraca uwagę Dąbrowski, to niekoniecznie pomoże Trumpowi i jego ekipie.
- To niewiele zmieni. Po pierwsze, tego oleju napędowego od Rosjan będzie za mało, żeby on zrównoważył ceny obecne ceny paliw. Umowa, w ramach której Rosja ma dostarczyć łącznie nie mniej niż 4,8 mln ton oleju, nie będzie realnie odciążać jego konsumentów w USA ze względu na znacznie większe zużycie tego paliwa - dziennie wynosi ono ok. 465 tys. ton. Po drugie, to się i tak nie wydarzy przed samymi wyborami. To ma być takie bardziej PR-owe zagranie w stosunku do wyborców, którzy wcześniej głosowali na Republikanów, ale najmocniej odczuli wyższe ceny paliw i potrzebują alternatywy. Chodzi również bezpośrednio o użytkowników silników na olej napędowy – rolników, którzy nie są zadowoleni z sytuacji na rynku paliw – tłumaczy.
W jego ocenie na tym odcinku Trump może „stworzyć przynajmniej pozory załatwienia czegoś” w przeciwieństwie do sprawy Iranu. - Tam pokoju nie będzie, dopóki nie zostanie odblokowana cieśnina Ormuz i dopóki obie strony nie uzyskają swoich celów politycznych – dodał. Według Dąbrowskiego to jednak mało skuteczna strategia - Amerykanie głosują portfelami. Dopóki ceny paliw wraz z inflacją realnie nie pójdą w dół, to te nastroje nie przechylą się z powrotem na stronę administracji Trumpa i Partii Republikańskiej. Tego nie da się uzyskać w szybki i łatwy sposób – ostrzega.
„Druga Jałta” czy „drugie Monachium”?
Jak przekonuje analityk PISM, to nie przyniesie jednak Amerykanom długotrwałego efektu także na arenie międzynarodowej. - Po prostu wciąż nie spełnia się strategiczny cel Putina: Ukraina nie znalazła się pod kontrolą Rosji. Putin nie będzie więc zmieniał swojego wektora działań politycznych, nie postawi na opcję pokojową czy koncyliacyjną. Raczej liczy na trochę oddechu i wzmocnienie swoich sił zbrojnych – wyjaśnia. Jednocześnie przyznaje, że padające często w mediach określenie „druga Jałta”, mające na celu analogię dążeń Putina, Trumpa (i potencjalnie jeszcze przywódcy Chin Xi Jinpinga) do ułożenia sobie świata „po swojemu” przez liderów supermocarstw. Tak, jak w 1945 roku świat podzielili między siebie Józef Stalin, Franklin Delano Roosevelt i Winston Churchill.
- Nie lubię tego porównania, bo ono nie odnosi się do realiów historycznych. W momencie ustaleń jałtańskich Sowieci byli w Berlinie, a teraz armii rosyjskiej nie ma w Kijowie. Konferencja w Jałcie miała miejsce, gdy amerykańskie wojska były potęgą w Europie, a dziś już nie są obecni na naszym kontynencie w takim stopniu, jak wtedy – tłumaczy Dąbrowski. Jego zdaniem bliższa jest tu analogia z konferencją w Monachium z 1938 roku i polityką appeasementu wobec Hitlera. - Hitler obiecał, że będzie gwarantował pokojowe działania Niemiec i nie wywiązał się z tej obietnicy. Teraz Putin może obiecać to samo i wiadomo, że z tej obietnicy również się nie wywiąże – dodaje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET