„Niebieska fala" może opaść? Ekspert o możliwych zagrożeniach dla Demokratów

4 min. czytania
05.11.2026 12:57
Obserwuj nas na Google

Po spektakularnej wygranej w wyborach połówkowych Demokraci stoją przed zadaniem utrzymania „niebieskiej fali" przez kolejne dwa lata. Przeszkodą ku temu może być zarówno konflikt w samych szeregach partii, jak i zatracenie aktualnego wizerunku jako opcji skupionej na potrzebach zwykłych obywateli. - Muszą pokazywać się Amerykanom jako partia zdrowego rozsądku, która nie wdaje się w jakieś teologiczne sprzeczki, tylko działa tak, aby ceny w sklepach były jak najniższe i aby dostęp do służby zdrowia był jak najpowszechniejszy - oceni w rozmowie z RadioZET.pl amerykanista i politolog, prof. Krzysztof Wasilewski. 

Widok na Kapitol w Waszyngtonie, z grupą ludzi spacerujących i powiewającymi flagami USA.
fot. AA/ABACA / Abaca Press / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Demokraci zdobyli przewagę w Kongresie.
  • Co wpłynęło na porażkę Republikanów.
  • Dlaczego wewnętrzne konflikty mogą zagrozić dalszym sukcesom Demokratów.

Demokraci przejmują Kongres. „Republikanie stracili głosy w każdym możliwym elektoracie"

Wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych przyniosły zdecydowane zwycięstwo Partii Demokratycznej. Przejmie ona kontrolę nad nowym Kongresem, który zbierze się 3 stycznia. Decyzja wyborców przyniosła historyczne rozstrzygnięcia w stanach, które przez lata uchodziły za pewne do zdobycia przez Republikanów. Jako jedno z największych zaskoczeń wymienia się zwycięstwo Adama Hamiltona w wyborach do Senatu w Kansas. Pastor został pierwszym demokratycznym senatorem z tego stanu od 94 lat po pokonaniu wspieranego przez Donalda Trumpa republikanina Rogera Marshalla.

Pytany o największe zaskoczenie względem środowych wyników, prof. Krzysztof Wasilewski podkreślił skalę porażki Partii Republikańskiej. - Nawet w tych optymistycznych sondażach, które były publikowane kilka dni temu, nic nie zapowiadało takiego sukcesu Partii Demokratycznej w Senacie. Praktycznie wszystko, co było do zdobycia, zostało zdobyte też Demokratów, a nawet z nawiązką. Panowały obawy, że to są zbyt optymistyczne sondaże, bo wcześniej w trakcie kampanii prezydenckiej wskazywały one na wygraną Kamali Harris, a wcześniej na Hillary Clinton, a się okazywało zupełnie inaczej. W tym przypadku sondaże nie doszacowały, ale Demokratów - zauważył.

Ekspert odniósł się również do wyników w Teksasie i Michigan. - Teksas został odbity po 38 latach i nie tylko mówimy tutaj o Senacie, bo tak naprawdę każdy urząd, o który były wybory we wtorek, został przejęty przez demokratów. Teksas jest tradycyjnie bardzo konserwatywny i Republikański, więc tutaj można mówić o bardzo dużej zmianie pokoleniowej. Również w innych stanach, chociażby w Michigan, gdzie do Senatu USA został wybrany pierwszy muzułmanin w historii. Ten stan głosował na Donalda Trumpa chociażby 2 lata temu, co pokazuje, jak bardzo się zmieniły te tendencje w amerykańskim społeczeństwie - podkreślił. 

Zwrot widać również w analizach przepływów elektoratów. - Republikanie stracili głosy w każdym możliwym elektoracie, nawet wśród tych tradycyjnych. Spośród osób z niższym wykształceniem aż około 14 p.p. zyskali Demokraci - powiedział prof. Wasilewski. 

Redakcja poleca

Kampanie z dwóch różnych światów

W wyborach połówkowych starły się dwa różne sposoby prowadzenia kampanii: z jednej strony skupienie się na bytowych trudnościach Amerykanów, z drugiej strony odwoływanie się do wojny ideologicznej. - Mieliśmy kandydatów Partii Demokratycznej, którzy starali się robić kampanię wokół tematów bliskich Amerykanom, czyli wysokich cen paliwa, trudności z uzyskaniem ubezpieczenia zdrowotnego, czy budową dużych centrów danych, które też windowały w górę ceny energii i tworzyły zagrożenie dla dobrobytu mieszkańców. Republikanie z kolei w większości prowadzili ideologiczną kampanię. Odwoływali się nie do problemów dnia codziennego, a bardziej do ideologicznych kwestii, tożsamościowych - słyszymy od prof. Wasilewskiego. 

Różnice widać także w samym wyborze kandydatów. - Demokraci wystawili polityków młodszego pokolenia, często 40- i 50-latków, co w amerykańskiej polityce oznacza niemalże młodzieniaszków - zauważa ekspert. 

Czy Partię Demokratyczną czeka przewrót?

Demokraci mogą paść teraz ofiarami własnego sukcesu. - To jest o tyle interesujące, że sukces Partii Demokratycznej wcale nie wynika z jakiejś pracy, którą ta wykonała przez ostatnie 2 lata, czyli od wyborów prezydenckich. To jest partia, która nadal jest pogrążona w wielu konfliktach wewnętrznych. Wielu z tych kandydatów, którzy teraz zasiądą w Senacie czy w Izbie Reprezentantów, było zwalczanych przez establishment partyjny, chociażby Abdul El-Sayed, w którego kampanię niechętnie włączali się przywódcy partyjni, przynajmniej na jej początku - przypomniał ekspert. - Teraz na pewno te rowy zostaną zasypane, ale to nie zmienia faktu, że rzeczywiście w wielu przypadkach głos lewicujący będzie w Partii Demokratycznej bardziej słyszalny - dodał. 

Prof. Wasilewski zwraca uwagę również na sukces kandydatów o poglądach centrowych. - To też nie jest tak, że ci kandydaci, którzy teraz wygrali, są tylko z tego lewego skrzydła, bo chociażby wspomniany James Talarico jest przykładem centrowego polityka, czy nawet takiego bardziej na prawo. Wielu kandydatów, którzy startowali z Partii Demokratycznej, nie kryje się ze swoimi chrześcijańskimi wartościami. Niektórzy z nich wręcz są kaznodziejami czy pastorami, więc w zależności od stanu tak dopasowano kandydatów, żeby nie zrażać do siebie wyborców, a wręcz przeciwnie, żeby tych wyborców przyciągnąć - wyjaśnił. Nie zmienia to faktu, że oba skrzydła Partii Demokratycznej, bardziej konserwatywne i bardziej lewicowe, będą się w najbliższym czasie ze sobą ścierać. 

O możliwych dalszych sukcesach Demokratów zadecyduje to, czy przyczynią się do poprawy warunków życia przeciętnego Amerykanina. - Muszą zrobić wszystko, żeby użyć Amerykanom w tych podstawowych kwestiach, czyli tam, gdzie mają jakiś realny wpływ, czyli w ustawodawstwie wewnętrznym, bo wpływu na politykę zagraniczną tak naprawdę Kongres nie ma - ocenił amerykanista i politolog. 

Źródło: Radio ZET