Niepokój na Litwie. Mer mówi wprost: Polska jest kilka kroków przed nami
Rosyjskie prowokacje budzą coraz większy niepokój w krajach bałtyckich. Mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz w rozmowie z Radiem ZET mówi o przygotowaniach Litwy na potencjalne zagrożenie i wskazuje problem, z którym musi zmierzyć się Wilno.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Litwa odczuwa prowokacje ze strony Rosji i Białorusi.
- Dlaczego Litwa liczy na wsparcie NATO wobec agresji.
- Co robi Litwa, aby przygotować społeczeństwo na kryzys.
- Jak Polska wyprzedza kraje bałtyckie w inwestycjach obronnych.
Rosja nieustannie prowokuje. Co dzieje się w sercu Litwy?
Prowokacje ze strony Federacji Rosyjskiej są obecnie coraz bardziej odczuwalne. Politycy są przekonani, że z czasem sytuacja będzie się pogarszać i przygotowują na ewentualne zagrożenie zarówno służby, jak i społeczeństwo.
Niebezpieczeństwo związane z działaniami Rosji nie dotyczy wyłącznie Polski. Efekty prowokacji widoczne są również na Litwie - w Wilnie jest specjalny wysłannik Radia ZET, który pyta, jak wygląda życie w stolicy położonej zaledwie 30 km od białoruskiej granicy.
- My oczywiście czujemy, że sytuacja stała się bardziej poważna. Widzimy pierwsze incydenty, również te na granicy Polski z Ukrainą. Media nieustannie informują o różnych wydarzeniach w innych krajach bałtyckich - mówi Radiu ZET Robert Duchniewicz, mer rejonu wileńskiego.
„Musimy spojrzeć na sytuację jako cały region"
Ocenia, że w obecnej sytuacji nie możemy patrzeć na to, co się dzieje, wyłącznie z perspektywy danego państwa. - My jesteśmy jednym regionem i sojusz między naszymi państwami członkostwo w NATO są bardzo ważne. Jako pojedyncze państwo nie mamy takich możliwości odpierania agresji - twierdzi.
- Cieszą mnie te wyniki ostatnio przeprowadzonych badań, z których wynika, że absolutna większość mieszkańców naszego regionu opowiada się za wzajemną pomocą w przypadku ataku Federacji Rosyjskiej na kraje bałtyckie - dodaje.
Europa musi przygotować społeczeństwo na zagrożenie
Podkreśla, że celem państw jest obecnie przygotowanie społeczeństwa na różne kryzysowe sytuacje. - Obecnie zbyt wielu mieszkańców nie uważa, że zagrożenie jest bardzo blisko. Z jednej strony to źle, z drugiej dobrze, bo nie ma paniki, a chaosu chcemy uniknąć - ocenia.
Robert Duchniewicz wspomina też początek pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. - Widzieliśmy wtedy, że wiele osób, które chciały się ewakuować, utknęło w korkach. To rodzi niebezpieczeństwo - przypomina mer rejonu wileńskiego.
- U nas też sytuacja wygląda dość problematycznie. W stolicy jest około 750 tys. mieszkańców. Na ten moment szlaki ewakuacyjne nie są jeszcze dobrze rozpracowane. Musimy się tym zająć i upewnić się, że w razie konieczności ten proces będzie bezpieczny dla mieszkańców - mówi.
Polska jest kilka kroków przed krajami bałtyckimi
Mer rejonu wileńskiego wprost mówi, że Polska jest obecnie kilka kroków przed krajami bałtyckimi, bo zaczęła inwestować w obronność wcześniej. - Na Litwie to zaczęło się nieco później - zaznacza.
- Oczywiście, my również przeznaczamy na ten cel niemałe środki w stosunku do naszego budżetu. Trzeba jednak zrozumieć, że to jest proces, który czasem trwa nawet kilka lat. Nie da się zrobić tego tak szybko, jak by się chciało - dodaje.
Litwa liczy na NATO
Robert Duchniewicz zaznacza też, że jego kraj pokłada ogromne nadzieje w NATO. - Liczymy na to, że Sojusz spełni swoją rolę. Oczywiście, są politycy, którzy wprowadzają chaos i przedstawiają sytuację w złym świetle. Jednak więcej osób myśli rozsądnie, co mnie cieszy - mówi.
- Cały czas rodzą się pytania o zachowanie Donalda Trumpa, ale wydaje mi się, że z jednej strony powinniśmy mu podziękować. Unia Europejska niejako otrząsnęła się, gdy mówił, że Europa musi samodzielnie inwestować we własną obronę, bo NATO nie może wisieć na jednym państwie. Dzięki temu Niemcy, Francja, ale też inne kraje, zaczęły wydawać pieniądze na obronność - ocenia.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET