Orban przegra, ale „wygra”? Oto pułapki, które premier Węgier zastawiał na swojego rywala w wyborach
Zmanipulowane okręgi wyborcze, mieszana ordynacja, większość kwalifikowana do przyjęcia kluczowych ustaw czy obsadzenia ważnych instytucji państwowych, a na koniec Trybunał Konstytucyjny i prezydent z Fideszu – tak Viktor Orban „zabetonował” system polityczny na Węgrzech na wypadek porażki w wyborach. Czy Peter Magyar i TISZA, jeśli przejmą władzę po niedzielnych wyborach, odbiją się od ściany węgierskiego prawodawstwa?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Viktor Orban, rządzący Węgrami od 2010 roku, stoi przed realnym zagrożeniem utraty władzy w wyborach parlamentarnych na rzecz opozycyjnego lidera, Petra Magyara z partii TISZA.
- Różnice w sondażach poparcia są znaczne, z przewagą 20 punktów procentowych między prognozami prorządowymi a opozycyjnymi. System mieszanej ordynacji wyborczej wprowadzony przez rząd Orbana może komplikować przeliczenie procentowego poparcia na liczbę mandatów.
- Ewentualne zwycięstwo TISZY może nie wystarczyć do przełamania "bezpieczników" wprowadzonych przez Orbana, takich jak wymóg większości 2/3 w parlamencie do zmiany kluczowych ustaw i obsadzenia instytucji państwowych, co może wpływać na możliwość skutecznego rządzenia.
Wybory parlamentarne na Węgrzech. Co mówią sondaże?
Węgry czekają najważniejsze wybory od lat i tym razem to wyświechtane sformułowanie dość trafnie opisuje rzeczywistość. Rządzący krajem niepodzielnie od 2010 roku Viktor Orban po raz pierwszy, od kiedy ponownie (wcześniej rządził w latach 1998-2002) zasiadł w fotelu premiera, ma prawo realnie obawiać się utraty władzy. Polityczny sztylet w plecy może mu wbić dawny działacz Fideszu, a dziś lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar. Czy jednak w niedzielę 12 kwietnia dokona się zwrot w węgierskiej polityce? Na pewno nie da się tego oszacować, patrząc jedynie na sondaże.
Wnioskowanie na podstawie badań preferencji partyjnych nad Balatonem to raczej zadanie dla wróżbity niż racjonalnego analityka. Dość powiedzieć, że rozjazd między sondażami prorządowymi a tymi, które publikują ośrodki bliższe opozycji, wynosi ok. 20 punktów procentowych. Przykładowo: w ostatnim zestawieniu niezależnego Publicusa TISZA prowadzi z Fideszem 49 do 40 pkt proc. Z kolei w raporcie sympatyzującej z rządem pracowni Alapjogokért Központ ugrupowanie Orbana wygrywa w stosunku 50:42. Zavecz Reseach daje TISZY przewagę aż 13 pkt proc. (51 do 38), zaś rządowy Nezopont promuje Fidesz z wynikiem 46 proc. i 6 pkt proc. więcej niż rywale.
„Szalona” ordynacja. Tak Orban „betonuje” system?
Nawet jeśli któryś z ośrodków trafnie przewiduje rozkład poparcia, to nie da się tego tak łatwo przełożyć na liczbę mandatów poselskich. Wszystko przez wprowadzoną przez rząd Orbana mieszaną ordynację wyborczą. To pierwszy z serii "bezpieczników", które premier i jego zaplecze zainstalowali, żeby maksymalnie utrudnić swoim przeciwnikom przejęcie władzy. W budapesztańskim parlamencie zasiada bowiem 199 deputowanych. 93 z nich wybieranych jest z list partyjnych w systemie proporcjonalnym (podobnie jak posłowie do polskiego Sejmu), a 106 w okręgach jednomandatowych.
- Poparcie w sondażach nie przekłada się tak jednoznacznie na wynik w JOW-ach. Tutaj mamy zapewne te kilkanaście kluczowych, w których mniej więcej zbliżone szanse mają kandydaci zarówno Fideszu, jak i TISZY – twierdzi w rozmowie z RadioZET.pl dr Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich. Przypomina, że sam kształt okręgów wyborczych to efekt machinacji obecnej władzy, która ostatni raz zmodyfikowała je przed dwoma laty. Są okręgi, w których do zwycięstw potrzebna jest mniejsza liczba głosów. Oczywiście, są to niewielkie odchylenia, ale one jednak w większości działają na korzyść Fideszu – wskazuje ekspert. To oznacza, że np. wyższy wynik procentowy TISZY w skali kraju nie musi oznaczać przewagi w parlamencie.
2/3 w parlamencie, TK i prezydent
Załóżmy jednak roboczo, że sprawdza się dość prawdopodobny scenariusz, czyli ugrupowanie Magyara wygrywa, dysponuje większością głosów wystarczającą do sformowania rządu i uchwalania ustaw, ale nie jest to kwalifikowane 2/3 Zgromadzenia Narodowego. Dlaczego ten współczynnik jest tak istotny? Sadecki zwraca uwagę na "różne ograniczenia prawne", które nowemu premierowi mogą krępować legalne działania.
- Na Węgrzech jest dużo ustaw, do przyjęcia których potrzeba dwóch trzecich głosów w parlamencie. Różnie się je nazywa: ustawy konstytucyjne, organiczne, np. te dotyczące funkcjonowania sądownictwa czy odpowiednika naszego Trybunału Konstytucyjnego. To są wszystko ważne obszary funkcjonowania państwa - wyjaśnia Sadecki. - Kolejna rzecz to obsadzenie głównych instytucji w państwie, a tu wszelkie również wymagają większości 2/3. Chodzi np. o skład węgierskiego TK, ale też prezesa banku centralnego, prokuratora generalnego czy odpowiednika polskiej Najwyższej Izby Kontroli, czyli Urzędu Audytowego – wylicza rozmówca RadioZET.pl, dodając, że kadencje osób pełniących te funkcje sięgają w większości lat 30. XXI wieku, a więc wykraczają czasowo nawet poza ramy zbliżającej się kadencji parlamentu.
Kolejnym "bezpiecznikiem" Orbana jest tu wspomniany Trybunał Konstytucyjny, w całości obsadzony przez nominatów Fideszu. Jak zauważa Sadecki, chociaż są tam osoby z różnymi biografiami, to część z nich jednoznacznie identyfikowała się politycznie z formacją rządzącą, są wśród nich nawet byli ministrowie. - Jest jeszcze prezydent, który ma co prawda niewielkie uprawnienia, ale zawsze jest to kolejny aktor polityczny z nominacji Fideszu - podkreśla analityk z OSW. Głowa państwa dysponuje prawem weta, które choć może zostać uchylone zwykłą większością w Zgromadzeniu Narodowym, która zawsze spowalnia nieco proces legislacyjny. Może również kierować przyjęte przez posłów akty prawne do wspomnianego wyżej sądu konstytucyjnego. Kadencja Tamasa Sulyoka – notabene byłego prezesa tamtejszego TK - mija dopiero w marcu 2029 roku, a węgierska konstytucja nie przewiduje klasycznego impeachmentu.
Magyar może chcieć ominąć przeszkody Orbana?
Jednocześnie – zdaniem Sadeckiego – mało prawdopodobne jest, przynajmniej na ten moment, żeby Magyar, jeśli przejmie władzę, zdecydował się omijać przeszkody, które na obszarze prawodawstwa zastawił na niego Orban. Mowa tu np. o ignorowaniu poszczególnych organów państwa czy niepublikowaniu niekorzystnych orzeczeń sądu konstytucyjnego. - Nie widzę żadnych zapowiedzi w tym stylu, natomiast wydaje mi się, że nie można wykluczyć różnych scenariuszy, w których dochodzi do takiej właśnie, "kreatywności prawniczej" – mówi.
Na uwagę, że Orban również nie obawiał się naginać prawa, ekspert odparł jednak, że szef węgierskiego rządu "miał o tyle ułatwione zadanie, że przez większość tych 16 lat rządów miał przewagę 2/3 w parlamencie". - Dlatego nawet, jeśli niektóre jego działania mogły być uważane za niezgodne z duchem prawa, to jednak były zgodne z literą, w sensie proceduralnie były poprawne – najpierw ustawa, potem podpis prezydenta – tłumaczy. Zauważa jednak, że jeśli TISZA dostałaby "mocny mandat wyborczy", czyli osiągnęłaby wynik bliski dwóch trzecich, to "będzie bardziej gotowa na różne działania, które właśnie tym silnym mandatem będzie można uzasadniać".
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET