Pokojowa Nagroda Nobla dla Donalda Trumpa? „Chciałby uznania swojej roli historycznej”

4 min. czytania
06.10.2026 06:23
Obserwuj nas na Google

Już niebawem poznamy laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Kandydatów jest 287, choć wszystkich personaliów nie znamy. Wiadomo, że w gronie nominowanych jest marzący o tej nagrodzie Donald Trump. Jednak szanse prezydenta USA nie stoją w ocenie bukmacherów najwyżej. Jak zauważa prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, choć sam mówi o tym, jak wiele wojen udało mu się zakończyć, w oczy rzuca się także liczba konfliktów, których zakończenie obiecał, a te wciąż trwają.

Donald Trump
fot. EPA/GRAEME SLOAN / POOL

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wielu kandydatów zgłoszono do Pokojowej Nagrody Nobla w tym roku.
  • Dlaczego Donald Trump uważa, że powinien otrzymać to wyróżnienie.
  • Ilu prezydentów USA otrzymało Pokojową Nagrodę Nobla.

W kwietniu Norweski Komitet Noblowski przekazał, że w tym roku do Pokojowej Nagrody Nobla zgłoszonych zostało łącznie 208 osób i 79 organizacji. To mniej niż rekordowa liczba 376 z 2016 roku, ale nadal kandydatów do tego niezwykle prestiżowego wyróżnienia jest bardzo wielu.

Wśród nich, choć nazwiska i nazwy organizacji są ujawnianie dopiero po 50 latach, jak donoszą światowe media są Wołodymyr Zełenski, Greta Thunberg oraz prezydent USA Donald Trump, dla którego Pokojowa Nagroda Nobla pozostaje wciąż niezrealizowanym pragnieniem.

Noblowska obsesja Trumpa?

- Myślę, że nikt w historii nie zakończył tylu wojen, ale pewnie znajdą jakiś powód, żeby mi jej nie przyznać – mówił rok temu Donald Trump tuż przed przyznaniem nagrody, która ostatecznie trafiła do rąk Marii Coriny Machado, jednej z liderek wenezuelskiej opozycji.

Prezydent USA mówił zresztą, że powinien już zdobyć 4-5 pokojowych nagród Nobla. Nie ukrywał frustracji, że wciąż nie zdobył żadnej. Skąd w ogóle taka obsesja u polityka, który, jak mogłoby się wydawać, jest spełniony niemal na wszystkich polach? - Nie czuję się kompetentna diagnozować pod kątem profilu psychologicznego prezydenta USA. Są głosy, które mówią, że takie poczucie niespełnienia dotyczy nie tylko Donalda Trumpa, ale generalnie ludzi, którzy poprzez poczucie sprawczości, dążenie do sukcesu, osiąganie kolejnych celów, chcą zatrzeć pewną pustkę. Ma to być lekarstwo na ich wewnętrzne poczucie niespełnienia i nieadekwatności. Czy tak jest? Tego nie wiem – powiedziała w rozmowie z RadioZET.pl prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Na pewno Donald Trump jest prezydentem, który dąży do tego, by narzucić wyobrażenie o sobie całemu światu. Nie wystarczy mu, że ruch MAGA skanduje z zachwytem w oczach jego imię. Chciałby uznania swojej roli historycznej, dziejowej. Czy to przez opozycję w USA czy tych, których uważa równymi sobie. Stąd dążenie do tej jakże prestiżowej nagrody, która z reguły jest wyróżnieniem za realne dokonania, nie za wizerunek. I jest przyznawana ludziom, którzy niejednokrotnie poświęcili życie sprawom wielkim dla świata czy dla swoich narodów – dodała amerykanistka.

Podczas swojego niedawnego wystąpienia w ONZ Trump ponownie przypomniał, jak wiele wojen udało mu się już zakończyć. Przywoływał słowa innych przywódców, którzy wychwalali jego czyny. - To, co w tym obrazie jest dysonansem, to fakt rozpoczętych wojen albo też takich, których zakończenie obiecał, a one wciąż trwają. Przede wszystkim wojna Rosji przeciwko Ukrainie – komentuje prof. Zachara-Szymańska.

Zazdrość wobec Obamy

Trump nie ukrywał, że w pewien sposób zazdrości Pokojowej Nagrody Nobla Barackowi Obamie, który otrzymał to wyróżnienie w 2009 roku. Prof. Zachara-Szymańska zwraca uwagę na fakt, że obecny prezydent nie tylko w tym konkretnym przypadku chciałby być jak były lider Demokratów.

Redakcja poleca

- Barack Obama miał wszystko, co chciałby mieć Trump. Obama swoją prezydenturę, przynajmniej w pierwszej kadencji, zbudował na bazie niezwykłej popularności i pospolitego ruszenia, związanego z jego osobistą charyzmą i przesłaniem, które stworzył. Oczywiście z realizacją tego przesłania, jak to w polityce, bywało różnie, ale przyniósł USA nową jakość – uważa amerykanistka.

Przypomina także, dla samego Obamy był to dość specyficzny moment. - Pokojowa Nagroda Nobla była raczej kłopotem niż powodem do radości. Kiedy komentował jej otrzymanie, nie wyglądał na uradowanego. Gdyby otrzymał ją obecnie urzędujący prezydent, zapewne wyglądałoby to inaczej. Trump zrobiłby to w swoim stylu, stawiając siebie w centrum – mówi.

Prezydentowi USA łatwiej o Nobla?

W przeszłości kilku prezydentów Stanów Zjednoczonych sięgało już po Pokojową Nagrodę Nobla. Ostatnim był Barack Obama, do którego odwoływał się też Trump. Czy jednak można zaryzykować tezę, że prezydent USA ma łatwiejszą drogę do otrzymania tej nagrody?

W rozmowie z RadioZET.pl prof. Małgorzata Zachara-Szymańska nie zgadza się z takim stawianiem sprawy. - Pierwszym prezydentem USA, który otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, był Theodore Roosevelt, później Woodrow Wilson, twórca Ligi Narodów, którego ideały w trudnych czasach po pierwszej wojnie światowej były zgodne z przesłaniem Alfreda Nobla. Pamiętajmy, że ta nagroda została ufundowana, by honorować tych ludzi, którzy zabiegają o pokój. Potem odbierana w różny sposób nagroda dla Jimmy’ego Cartera, który został uhonorowany nie tyle za dokonania z czasów prezydentury, ale za swoje działania na rzecz utrzymania stabilności międzynarodowej już po niej – wylicza amerykanistka.

- No i w końcu Obama, którego nagroda była tak naprawdę niespełnioną obietnicą. I zamiast wzmocnić jego pozycję, była dlań niewygodna. Zresztą, odbierając tę nagrodę mówił, że kiedy stoi się na czele mocarstwa, to niestety pokój nie zawsze jest wartością nadrzędną. I czasem dążenie do pokoju przegrywa z poczuciem sprawiedliwości, potrzebą zatrzymania agresywnych tyranów czy przywrócenia równowagi. W takich wypadkach wojna jest moralnie uzasadniona. – podsumowała prof. Zachara-Szymańska.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET