Polak na pokładzie „statku kwarantanny". Mamy komentarz z ministerstwa
„To nie jest statek grozy" - zapewnia MSZ po doniesieniach o ofiarach śmiertelnych hantawirusa na wycieczkowcu płynącym przez Atlantyk. Choć sytuacja wygląda groźnie, eksperci przypominają, że ten wirus występuje także w Polsce. Sprawdziliśmy, co dzieje się z obywatelem polskim, który jest członkiem załogi.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są objawy zakażenia hantawirusem na statku MV Hondius.
- Dlaczego personel medyczny monitoruje sytuację polskiego załoganta.
- Co mówi Główny Inspektor Sanitarny o hantawirusach w Europie.
- Które środki ostrożności są podejmowane na statku w związku z wirusem.
Groźny wirus na statku MV Hondius. Co z Polakiem z załogi?
Polskie służby monitorują sytuację na statku wycieczkowym na Atlantyku, na którym wykryto hantawirusa. Do tej pory mówi się o trzech ofiarach śmiertelnych - to małżeństwo z Holandii oraz obywatel Niemiec. WHO poinformowała we wtorek, że zakażone są dwie kolejne osoby, a u pięciu podejrzewa się wirusa.
Na statku jest też obywatel Polski - to jeden z załogantów. Dobre wieści są takie, że nasz rodak czuje się dobrze. - Nie mamy żadnej informacji, żeby polski obywatel potrzebował jakiegokolwiek wsparcia medycznego czy konsularnego. Jesteśmy oczywiście w kontakcie z właściwymi służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo sanitarne, monitorujemy sytuację - powiedział Radiu ZET rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór.
- Chciałbym uniknąć siania paniki, że jakiś niebezpieczny statek jest na wodach. Proszę pamiętać, że ten wirus występuje też w Europie, występuje w Polsce, więc to nie jest aż tak wyjątkowe wydarzenie. Poza tym, że to się wydarzyło w zamkniętej przestrzeni. To nie jest tak, że do Europy płynie jakiś statek grozy - dodał.
Hantawirusy są znane w Polsce i Europie
Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski w rozmowie z reporterem Radia ZET wyjaśnił, że hantawirusy są grupą, którą „dobrze znamy". - Występują również w naszym regionie i rocznie w Polsce odnotowujemy nawet do 20 przypadków - powiedział.
- To są wirusy, które najczęściej żyją w organizmach małych gryzoni, a człowiek zaraża się okazjonalnie poprzez kontakt z ich odchodami czy moczem. Dlatego te wirusy najczęściej obserwujemy u osób, które sprzątają jakieś pomieszczenia, czy usuwają odpady - wyjaśnił.
Kwarantanna na statku wycieczkowym
Dodał, że okres wylęgania tej choroby wynosi najczęściej od 2 do 3 tygodni. - Ale może się czasem wydłużyć do nawet 6 tygodni. Oczywiście, w im gorszej kondycji jest osoba, która się zarazi, tym większa jest śmiertelność. W tych typach tropikalnych sięga nawet 30 proc. - powiedział.
Dr Paweł Grzesiowski zwrócił uwagę, że statek opuścił Amerykę Południową 1 kwietnia. - Zachorowania pojawiły się w ciągu czterech tygodni od wypłynięcia, więc nie ma pewności, że te osoby, które rozwinęły chorobę, zaraziły się na statku. Mogły być zakażone już wsiadając na niego - ocenił.
Wyjaśnił też, że statek jest obecnie traktowany jako obszar izolacyjno-kwarantannowy. - Czyli te osoby, które są chore, są izolowane i powinny znajdować się pod opieką medyczną właśnie w sekcji izolacyjnej. To też może być trudne, bo wiadomo, że chodzi też o wentylację, i o to, żeby powietrze z kajut nie krążyło po całym statku. Nie wiem, czy akurat w przypadku tego konkretnego modelu statku jest możliwe - powiedział.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET