`

„Polski scenariusz” na Węgrzech? Magyar zażądał dymisji od prezesa Sądu Najwyższego

3 min. czytania
19.05.2026 14:49
Obserwuj nas na Google

Węgierski premier Peter Magyar wezwał prezesa Sądu Najwyższego Andrasa Vargę, by ten podał się do dymisji. Zarzuca mu niegospodarność i pławienie się w luksusach za państwowe pieniądze. Czy na Węgrzech może powtórzyć się konflikt dot. sądownictwa, taki jak w naszym kraju? Jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl Hanna Szymerska, analityczka zajmująca się Węgrami, choć można doszukać się punktów zbieżnych, różnice są dość istotne. 

Peter Magyar
fot. EPA/Zoltan Balogh

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Peter Magyar żąda rezygnacji prezesa Sądu Najwyższego.
  • Jakie oskarżenia kierowane są wobec Andrasa Zs. Vargi.
  • Jakie zmiany w państwie planuje przeprowadzić premier Węgier.

Premier Węgier Peter Magyar wezwał w niedzielę Andrasa Zs. Vargę, prezesa Sądu Najwyższego, do natychmiastowej rezygnacji, oskarżając go o nadzorowanie ekstrawaganckich inwestycji ze środków publicznych. Wcześniej zresztą chciał dymisji również prezydenta Węgier Tamasa Sulyoka.

Magyar chce dymisji prezesa Sądu Najwyższego

We wpisie na Facebooku Magyar określił Vargę jako „prezesa Sądu Najwyższego mianowanego przez Fidesz, żyjącego w luksusie za publiczne pieniądze”. Wymienił przy tym kilka elementów, które jego zdaniem wskazują na nadmierne wydatki, w tym złocony sufit w gabinecie prezesa, marmurowe powierzchnie w łazience, klub sędziowski z barem, ogród zimowy przykryty szklanym dachem oraz nowe tarasy z widokiem na węgierski parlament.

Jak mówi ekspertka ds. Węgier, analityczka Hanna Szymerska, tę sprawę należy przedstawić w szerszym kontekście zmian proponowanych przez nowego premiera.

- Kwestia samego zamieszania z węgierską Kurią, czyli Sądem Najwyższym, jest częścią pewnej większej przebudowy państwa, której chce dokonać Peter Magyar. Andras Varga nie jest jedynym „funkcyjnym” wezwanym do rezygnacji z urzędu. Magyar już kilka dni po wyborach nakłaniał do tego samego prezydenta Węgier, prokuratora generalnego, prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Państwowej Izby Kontroli, Węgierskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Rady Mediów. Mamy tutaj do czynienia z szerszym trendem - komentuje w rozmowie z RadioZET.pl.

Redakcja poleca

Szymerska przyznaje, że jeśli chodzi o samego Vargę, rzeczywiście dużą rolę gra zarzut niegospodarności, jednak i to należy osadzić w pewnym kontekście. - Przed wyborami retoryka Tiszy opierała się na wyrzucaniu Fideszowi jego niegospodarności oraz opływaniu jego przedstawicieli w luksusy. Węgry nie są krajem bardzo bogatym. Jest Budapeszt i jest Vidék, czyli prowincja. A tam sytuacja gospodarcza mieszkańców nie zawsze wygląda kolorowo - mówi.

- W sytuacji, w której Węgier, któremu często brak perspektyw, widzi, że były premier kraju hoduje zebry w swojej willi, co zostało odkryte przed wyborami, a prezes Sądu Najwyższego ma pozłacany sufit i marmurową łazienkę, a sami sędziowie mogą oglądać palmy w oszklonym ogrodzie, to czuje pewną, działającą na wyobraźnię, niesprawiedliwość - dodaje. Przypomina też, że kiedy przed 16 laty do władzy dochodził Fidesz, wykorzystywał ten sam argument i także wskazywał na oderwanie się elit od rzeczywistości.

Powtórzy się „polski scenariusz”?

Choć można doszukiwać się pewnych podobieństw między tym, co aktualnie dzieje się na Węgrzech, a sytuacją w Polsce, Szymerska zwraca uwagę na dość istotne różnice. W naszym kraju spór o Trybunał Konstytucyjny, KRS czy tzw. neosędziów miał charakter bardziej masowy i wpływający bezpośrednio na codzienne życie obywateli, czego przykładem mogą być wyroki ws. rozwodów, które później nie były uznawane.

- Jeżeli chodzi o Węgry, tutaj oczywiście jest potencjał do konfliktu, czy to pod kątem Sądu Najwyższego, którego kadencja trwa dziewięć lat i upłynie w 2029 roku, czy to pod kątem Trybunału Konstytucyjnego, którego kadencja poszczególnych sędziów trwa dwanaście lat, a połowa z nich zostanie na stanowisku do 2030 roku. Natomiast nie ma to tak masowego charakteru jak w Polsce - tłumaczy analityczka. Jej zdaniem może jednak nastąpić, tak jak u nas, ingerencja instytucji unijnych.

- Może dojść do pewnej wojny pozycyjnej między rządem a poszczególnymi instytucjami, ale wątpię, aby na Węgrzech powtórzył się „polski scenariusz”. Tam ten konflikt wygląda nieco inaczej, choć można znaleźć punkty zbieżne, jak chociażby zarzuty o upolitycznienie sądownictwa – ocenia Szymerska.

Węgrzy chcą zmian

A jaki jest stosunek Węgrów do samych sędziów? Również i tutaj sprawę należy osadzić w kontekście ostatnich lat. - Istnieje na Węgrzech taki termin jak NER. Jedno to jest Nemzeti Együttműködés Rendszere, czyli System Współpracy Narodowej. To dokument ideowy Fideszu, w którym zapisano, jakie zmiany mają zostać wprowadzone w kraju. Miał zapanować spokój i wolność po burzliwych dwóch dekadach transformacji ustrojowej. Natomiast obecnie NER kojarzy się ze wszystkimi ludźmi związanymi z Fideszem - tłumaczy Szymerska.

I zwraca uwagę, że na manifestacjach Tiszy pojawiały się hasła takie jak „Odsunąć NER” czy „Wiosenne sprzątanie”, które nawoływały właśnie do zmian osób związanych z Viktorem Orbanem. - Można dopatrywać się, zwłaszcza wśród wyborców Tiszy, niechęci do organów prowadzonych przez Fidesz. I dotyczy to nie tylko sądów - zaznacza.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET