`

Potężne zamieszki w Los Angeles. Trump wysłał żołnierzy

3 min. czytania
08.06.2025 17:35
Obserwuj nas na Google

W związku z protestami przeciwko działaniom służb migracyjnych Donald Trump zadecydował o skierowaniu 2 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej do hrabstwa Los Angeles na zachodzie USA. Protesty wybuchły tam w piątek po nalocie agentów federalnych ICE na hurtownię odzieży, podczas którego aresztowano co najmniej 44 imigrantów.

Losa Angeles zamieszki
fot. RINGO CHIU/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak swoją decyzję skomentował Donald Trump. 
  • Co prezydent USA powiedział o postawie władz Kalifornii ws. obywających się protestów. 
  • Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęły się zamieszki.

Zamieszki w Los Angeles. Trump wysłał Gwardię Narodową

Decyzję Donalda Trumpa, podjętą w związku z zamieszkami w Los Angeles, ogłosiła w sobotę rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Rzeczniczka napisała w serwisie X, że "w ostatnich dniach agresywne tłumy atakują funkcjonariuszy Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) oraz agentów federalnych organów ścigania przeprowadzających operacje deportacyjne w Los Angeles w Kalifornii".

Zarzuciła przedstawicielom Demokratów we władzach Kalifornii, że "zrzekli się odpowiedzialności za ochronę swoich obywateli". W związku z tym prezydent Donald Trump podpisał memorandum o skierowaniu 2 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej do Los Angeles, by "zająć się bezprawiem, któremu pozwolono się rozwijać" - napisała Leavitt.

Według relacji amerykańskich mediów Gwardia Narodowa Kalifornii zaczęła przybywać do centrum Los Angeles w niedzielę nad ranem czasu miejscowego (po południu czasu polskiego). Do sytuacji odniósł się także sam prezydent. Napisał, że jeśli gubernator Kalifornii i burmistrzyni Los Angeles "nie potrafią wykonać swojej pracy, a wszyscy wiedzą, że nie potrafią, to do sprawy wkroczy rząd federalny i rozwiąże problem ZAMIESZEK i SZABROWNIKÓW tak jak powinien być rozwiązany!!!".

W niedzielę Trump podziękował Gwardii Narodowej "za dobrze wykonaną robotę". "Świetna robota Gwardii Narodowej w Los Angeles po dwóch dniach przemocy, starć i niepokojów" - napisał.

Redakcja poleca

Wielkie protesty po zatrzymaniach imigrantów

Po zatrzymaniu przez amerykańskie służby kilkudziesięciu nielegalnych imigrantów w hrabstwie Los Angeles doszło do zamieszek przeciwko działaniom ICE. W sobotę w Paramount w Kalifornii służby użyły wobec demonstrujących gazu łzawiącego w okolicy sklepu, w którym agenci ICE mieli prowadzić "nalot" na imigrantów - podał Fox News. 

Na zdjęciach i nagraniach z Paramount widać spalony samochód na środku skrzyżowania. Służby skonfrontowały się z grupą ok. 100 protestujących. Niektórzy z nich mieli zasłonięte twarze maseczkami, protestujący trzymali flagi Meksyku - informował z kolei Reuters. Nie wiadomo, jaki jest bilans potencjalnych poszkodowanych i zatrzymanych.

Tom Homan, "car granicy", który nadzoruje w administracji Donalda Trumpa sprawę deportacji imigrantów, stwierdził w telewizji Fox News, że władze federalne "mobilizują się", by odpowiedzieć na "przemoc i zniszczenie" w okolicach operacji prowadzonych przez ICE, gdzie gromadzą się demonstrujący. Demokratyczny gubernator stanu Kalifornia Gavin Newsom ocenił, że ruch władz federalnych ma charakter eskalacyjny i jest to celowe. Zapewnił, że władzom Kalifornii nie jest potrzebna pomoc.

Burmistrzyni Los Angeles Karen Bass oświadczyła, że wielu członków społeczności LA "odczuwa strach w związku z niedawnymi działaniami federalnych służb imigracyjnych w hrabstwie Los Angeles". Zaznaczyła, że doniesienia o zamieszkach w okolicy Los Angeles, w tym w Paramount, są bardzo niepokojące. "Każdy ma prawo do pokojowego protestu, ale chcę to jasno powiedzieć: przemoc i zniszczenia są niedopuszczalne, a osoby odpowiedzialne za to zostaną pociągnięte do odpowiedzialności" - napisała w serwisie X.

Protesty w Los Angeles wybuchły w piątek po nalocie agentów federalnych ICE na hurtownię odzieży, podczas którego aresztowano co najmniej 44 imigrantów. Resort bezpieczeństwa krajowego poinformował, że nocy z piątku na sobotę "ponad tysiąc protestujących otoczyło budynek organów ścigania i atakowało oficerów ICE, przecinało opony, mazało po ścianach budynków i nieruchomości zakupionych ze środków podatników".

Todd Lyons, p.o. dyrektora ICE przekazał, że zamieszki doprowadziły do ataku na budynek federalny w centrum Los Angeles, a policja LA czekała w piątek ponad dwie godziny, by zareagować na te zajścia. ICE zapowiada kontynuowanie zatrzymań i egzekwowanie przepisów imigracyjnych. Wysoki rangą doradca Białego Domu, znany z antyimigracyjnych poglądów Stephen Miller ocenił protesty w hrabstwie LA jako "powstanie" przeciwko prawu i suwerenności USA.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET