`

Skandal w Norwegii. Państwo miało płacić za fikcyjnych wiernych

2 min. czytania
27.09.2026 00:39
Obserwuj nas na Google

W Norwegii wspólnoty religijne miały pobierać państwowe dotacje za fikcyjnych członków. Dziennik „VG” ujawnił przypadki osób, które bez swojej wiedzy znalazły się na listach wiernych.

Oslo
fot. Felipe Rodriguez / VWPics/UIG Diverse/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie nieprawidłowości wykryto w rejestrach związków wyznaniowych.
  • Dlaczego norweski system rejestracji członków wspólnot religijnych jest krytykowany.
  • Co odkrył norweski deputowany Mahmoud Farahmand.
  • Które instytucje musiały zwrócić niesłusznie pobrane dotacje.

– Kontrola była niewystarczająca – powiedział  norweski deputowany Mahmoud Farahmand, za którego meczet od 30 lat pobierał pieniądze.

Po uruchomieniu internetowego dostępu do danych o członkostwie w związkach i wspólnotach wyznaniowych zaczęły wychodzić przypadki osób figurujących w rejestrach wspólnot, do których same się nie zapisywały.

Jak działa norweski system rejestracji wiernych?

Wysokość państwowej dotacji dla związków zależy od liczby zgłoszonych przez nie członków. Państwo wypłaca około 1,6 tys. koron rocznie za każdego zgłoszonego członka. Łącznie w 2026 roku norweski budżet ma wypłacić 1,3 mld koron. Wypłaty dokonywane były w oparciu o zgłoszone listy członków.

Nieprawidłowości w rejestrach wyznaniowych

Pod koniec września media opisały pierwsze przypadki osób, które miały trafić na listę wiernych bez swojej wiedzy. Jednym z nich był Mahmoud Farahmand. Odkrył, że od 1995 r. był zarejestrowany jako członek meczetu Rabita w Oslo, choć – jak zapewnił – nigdy się do niego nie zapisywał. Meczet potwierdził, że przez 30 lat pobierał za niego dotację.

Meczet, który zapisał norweskiego parlamentarzystę, w 2026 r. wykazał ponad 4,3 tys. członków i otrzymał za nich z budżetu państwa prawie 7 mln koron.

W przypadku kolejnej wspólnoty muzułmańskiej ujawniono dwie osoby, na które wypłacano dotację, choć twierdzą one, że nigdy się do niej nie zapisywały.

Reakcja władz na odkryte nieprawidłowości

W sobotę urząd ds. związków wyznaniowych wezwał osoby, które według władz mogły znaleźć się na listach wiernych bez swojej wiedzy, do sprawdzenia danych i składania skarg. Zainteresowanie rejestrem wzrosło w ciągu kilku dni z kilkuset do dziesiątek tysięcy wejść dziennie, powodując awarię systemu.

W 2017 roku katolicka diecezja Oslo została skazana za systematyczne nieprawidłowości przy rejestrowaniu członków. Wpisywano m.in. osoby o nazwiskach wskazujących na pochodzenie z krajów katolickich, przede wszystkim z Polski. Diecezja musiała ostatecznie zwrócić ok. 100 mln koron.

Źródło: Radio ZET/PAP: Mieszko Czarnecki (Oslo)

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET