Spróbują odwrócić Brexit? „Musieliby zaakceptować bardzo wysoką cenę"
Czy ostatnie wyniki wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii oznaczają polityczny koniec Keira Starmera? Zdaniem dr Przemysława Biskupa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Szkoły Głównej Handlowej nawet zmiana premiera nie będzie równoznaczna z poprawą notowań Partii Pracy, która znalazła się w głębokim kryzysie, który może doprowadzić do przyspieszonych wyborów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany zaszły na brytyjskiej scenie politycznej po wyborach lokalnych.
- Kto jest potencjalnym następcą Keira Starmera na stanowisku premiera.
- Dlaczego zmiana lidera Partii Pracy nie rozwiąże wewnętrznego kryzysu ugrupowania.
Wybory lokalne w Wielkiej Brytanii przyniosły spore zmiany na politycznej scenie. Rządząca Anglią Partia Pracy straciła 1446 radnych, co jest wielką klęską tego ugrupowania, spore straty ponieśli także Torysi. Największymi zwycięzcami są z kolei Partia Reformy Nigela Farage’a oraz lewicowe ugrupowanie Zielonych.
Premier Keir Starmer, którego popularność jest na bardzo niskim poziomie, powiedział, że bierze odpowiedzialność za ten słaby wynik, ale nie zamierza podawać się do dymisji, nawet mimo tego, że jego rząd się sypie, a kolejni ministrowie odchodzą.
Koniec Keira Starmera?
Czy to zatem koniec Keira Starmera? - Oczywiście w sensie formalnym jeszcze nie, ale wydaje się, że w sensie politycznym tak - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Przemysław Biskup z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Szkoły Głównej Handlowej.
W gronie potencjalnych następców brytyjskiego premiera wymienia się przede wszystkim Wesa Streetinga, byłego już ministra zdrowia, a także Angelę Rayner oraz Andy’ego Burnhama. - Różnica między kandydatami polega na tym, że dwoje z nich jest w tej chwili posłami, czyli mogłaby bezpośrednio wziąć udział w konkursie na następcę Starmera. Natomiast kandydat, który cieszy się największą popularnością w samej partii, Andy Burnham, jest burmistrzem Wielkiego Manchesteru. Nie jest posłem, a każdy kolejny przywódca Partii Pracy musi nim być - tłumaczy ekspert PISM.
- 15 czerwca będą wybory uzupełniające w okręgu Makerfield na terenie Wielkiego Manchesteru. Jeśli Burnham zwycięży w tych wyborach, to na 70 proc. będzie kolejnym liderem Partii Pracy, a co za tym idzie premierem. Jeżeli nie, walka rozstrzygnie się pomiędzy pozostałą dwójką - dodaje.
Kryzys w Partii Pracy
Biskup zwraca jednak uwagę, że sama zmiana lidera Partii Pracy nie rozwiąże kryzysu wokół tego ugrupowania. Coraz więcej Brytyjczyków ma dość tej partii, czego wyraz głosujący dali podczas zakończonych niedawno wyborów lokalnych.
- To były wybory o bardzo dużym zasięgu. Uprawnionych do głosowania było trzydzieści milionów Brytyjczyków, więc to jest bardzo dobry test wyborczy. I Partii Pracy poszło bardzo źle. A co ważniejsze, nawet w miejscach, które były do tej pory uznawane za jej bastiony - zauważa ekspert ds. Wielkiej Brytanii.
Zwraca też uwagę na fakt, że Partia Pracy atakowana jest w tej chwili z obydwu stron politycznego sporu, ponieważ część wyborców, obsługiwanych do tej pory przez lewe skrzydło tego ugrupowania, przeniosło swoje poparcie na Zielonych, na których głosuje obecnie masowo m.in. społeczność muzułmańska.
Brytyjczyków czekają przyspieszone wybory?
Kolejne wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii muszą odbyć się najpóźniej w 2029 roku. Starmer sugerował, że nie widzi potrzeby organizowania przyspieszonej elekcji, bo to źle wpłynęłoby na sytuację w kraju. Jednak zdaniem Przemysława Biskupa, aktualny premier może niebawem stracić stanowisko, a jego potencjalni następcy widzą tę kwestię zupełnie inaczej.
- Każdy z nich chce odstąpić od wielu elementów kontraktu wyborczego zawartego przez Starmera w ostatnich wyborach powszechnych. Z tego powodu moim zdaniem w przypadku zmiany premiera przyspieszone wybory będą konieczne - uważa analityk PISM.
Takie rozwiązanie byłoby przede wszystkim prezentem dla wszystkich opozycyjnych partii, w tym dla tych najbardziej dynamicznych ugrupowań, czyli populistyczno-prawicowej Partii Reformy Nigela Farage’a oraz wspomnianych populistyczno-lewicowych Zielonych.
Część komentatorów sugerowało, że ewentualne zwycięstwo ugrupowania Farage’a mogłoby stanowić problem dla mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków, jednak zdaniem Biskupa nasi rodacy w zdecydowanej większości nie mają się czego obawiać.
- Analizując program Partii Reformy, ci Polacy, którzy są legalnie w Wielkiej Brytanii, a to jest w tej chwili zdecydowana większość, ponieważ Brexit wymusił uregulowanie swoich pobytów w oparciu o prawo brytyjskie, nie mają się czego obawiać - ocenia.
Wielka Brytania wróci do UE?
Kilka dni temu odchodzący ze stanowiska ministra zdrowia Streeting stwierdził, że chciałby, aby Wielka Brytania ponownie została członkiem Unii Europejskiej. Podobny pomysł poddawał także sam Starmer.
Zdaniem Przemysława Biskupa taki powrót jest możliwy, choć bardzo trudny dla samych Brytyjczyków. - To jest możliwe, jeżeli Brytyjczycy byliby w stanie zaakceptować bardzo wysoką cenę. Ale moim zdaniem, jako społeczeństwo, nie są tego w stanie zrobić - uważa analityk.
I zwraca uwagę na fakt, że to też element wewnętrznej rozgrywki w samej Partii Pracy. - Jest też w tym wszystkim silny komponent kopania się przez polityków Partii Pracy po kostkach pod stołem. Temat wywołany przez Streetinga, a następnie przez Starmera, jest bardzo niewygodny dla Burnhama przed zbliżającymi się wyborami uzupełniającymi. Odbywają się one w okręgu, gdzie poparcie dla Brexitu przekraczało 60 proc. - przypomina analityk PISM w rozmowie z RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET