Szpiegowała dla Putina podczas szczytu UE? Skandal w Brukseli z udziałem tłumaczki
W czasie tajnego szczytu Rady Europejskiej w Brukseli tłumaczka języka ukraińskiego została przyłapana na robieniu transkrypcji z przebiegu debaty. Jak ustalił "Le Monde", kobieta miała powiązania z Rosją i mogła próbować przekazać informacje Kremlowi. Sprawa dotyczy spotkania z udziałem Wołodymyra Zełenskiego, podczas którego omawiano konsekwencje wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do incydentu z tłumaczką podczas tajnej debaty?
- Dlaczego tłumaczeniu zabroniono sporządzania notatek na spotkaniu?
- Co zadecydowano po wewnętrznym dochodzeniu dotyczącym tłumaczki?
- Które instytucje międzynarodowe korzystały z usług tłumaczki wcześniej?
Złamała zasady podczas tajnej debaty. Tłumaczka notowała treść rozmów przywódców
Do incydentu doszło 19 grudnia 2024 roku podczas zamkniętego posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli, w którym uczestniczyli przywódcy państw UE oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Głównym tematem debaty była polityka Donalda Trumpa wobec wojny w Ukrainie i obawy, że nowy prezydent USA może zawrzeć rozejm z Rosją z pominięciem Kijowa.
Podczas spotkania czescy tłumacze zauważyli, że ich koleżanka z sąsiedniej kabiny – tłumacząca z ukraińskiego – sporządza transkrypcję przebiegu obrad, co jest surowo zabronione podczas tajnych spotkań.
Zatrzymana na gorącym uczynku. Służby wkroczyły do kabiny
Po zawiadomieniu służb kobieta została przyłapana na gorącym uczynku. Funkcjonariusze zarekwirowali jej notatki i sprzęt, po czym nakazali natychmiastowe opuszczenie budynku. Tłumaczka straciła akredytację do instytucji unijnych, w tym Komisji Europejskiej, i została objęta wewnętrznym dochodzeniem.
Komisja Europejska potwierdziła, że do incydentu rzeczywiście doszło, a po przeprowadzeniu śledztwa podjęto decyzję o zakończeniu współpracy z tłumaczką.
Miała rosyjskie powiązania i pracowała dla NATO. Nadal widnieje na oficjalnych listach
Z ustaleń "Le Monde" wynika, że kobieta pochodzi z rodziny rosyjskiej, a wraz z siostrą – również tłumaczką – mieszkały w Ukrainie i pracowały dla instytucji międzynarodowych, w tym Komisji Europejskiej, NATO, a także francuskich ministerstw obrony i spraw zagranicznych. Jedna z sióstr urodziła się w Rosji.
Ambasady Ukrainy we Francji i Belgii poinformowały, że nigdy nie korzystały z usług tej tłumaczki, uznając, że utrzymuje ona zawodowe relacje z rosyjskimi środowiskami. Mimo to – jak zauważa "Le Monde" – kobieta wciąż widnieje na liście tłumaczy, z których korzysta NATO. Francuski wywiad miał nie otrzymać wcześniej informacji o sprawie.
Tłumaczka odpiera zarzuty. Twierdzi, że incydent był nieporozumieniem
Na zapytanie dziennika kobieta odpowiedziała, że jest "zdziwiona kontaktem w sprawie, która jest bezpodstawna". Dodała, że fakt, iż nadal współpracuje z NATO i francuskimi ministerstwami, dowodzi jej wiarygodności. Odmówiła dalszego komentarza, podkreślając, że jej praca jest objęta tajemnicą, a przez całą karierę przestrzegała zasad i obowiązujących procedur.
Źródło: Radio ZET/Le Monde
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET