Tak Rosjanie chcą złamać opór Ukraińców. "Dzikie kompanie" sieją postrach
Rosja od miesięcy rekrutuje więźniów do armii walczącej w Ukrainie, m.in. do grupy Wagnera, tzw. prywatnej armii najemników Władimira Putina. Niepisana hierarchia świata przestępczego oznacza jednak, że w tej grupie wcielonych do armii tworzą się "kasty", na których czele stoją kryminaliści z "dzikich kompanii". - Tego typu bandy w warunkach wojny mogą dokonywać zbrodni, przy których zbrodnia w Buczy to tylko igraszka - ocenił w Wirtualnej Polsce płk Piotr Lewandowski, weteran walk w Afganistanie i Iraku.
Rosja regularnie wciela więźniów do armii walczącej w Ukrainie. Również tych skazanych za najcięższe przestępstwa – zabójstwa, gwałty, a nawet kanibalizm. Jak ostrzegała już jesienią Olga Romanowa, działaczka rosyjskiej organizacji pozarządowej Ruś Siedząca, tacy skazańcy zasilają szeregi "dzikich kompanii".
Chodzi o specjalne oddziały grupy Wagnera, założonej przez bliskiego zaufanego Władimira Putina, Jewgienija Prigożyna. Ich wyczyny i inspiracje, są najgorszą możliwą kontynuacją radzieckich oddziałów z więźniów kolonii karnych.
Rosja wciela więźniów do armii. "Dzikie kompanie" sieją postrach
- Więźniowie idą na wojnę, bo nie walczą zgodnie z regulaminem wojskowym. Jadą tam jako banda, a "dzikie kompanie" to jakby gang w gangu - mówiła Romanowa. „Dzikie kompanie”, złożone ze skazanych morderców istniały w Rosji już wcześniej. Agresorzy używali ich w walkach w Gruzji, czy pierwszych starciach w Ukrainie (2014 r.).
Według płk. Piotra Lewandowskiego historia o "dzikiej kompanii" jest trudna do weryfikacji, ale w realiach Rosji pozostaje ona prawdopodobna. - Pojawieniu się takich oddziałów sprzyja istniejący w rosyjskich więzieniach system kastowy. Ci, którzy stali wysoko w więziennej hierarchii, rządzili w koloniach karnych, będą chcieli tworzyć własne elitarne grupy, choćby po to, aby wymusić przywileje wobec więźniów z niższych kast - powiedział Wirtualnej Polsce płk Lewandowski, weteran misji w Iraku i Afganistanie, analizujący wojnę w Ukrainie.
"Mogą dokonać zbrodni, przy których Bucza to igraszka"
Skazańcy walczący na froncie odróżniają się od "klasycznych" wojsk, m.in. naszywkami z trupimi czaszkami. - Pojawiały się w wielu konfliktach, to zazwyczaj było tworzenie mitologii, która nie szła w parze ze zdolnościami bojowymi takich oddziałów. Natomiast tego typu bandy w warunkach wojny mogą dokonywać zbrodni, uwolnić demony, przy których zbrodnia w Buczy to tylko igraszka - dodał płk Lewandowski.
Wcielanie więźniów do armii nie oznacza, że zdecydują oni o wyniku ważnych bitew. Należy się spodziewać, że skazańcy otrzymują słabszy sprzęt wojskowy i najtrudniejsze zadania do wykonania. Ekspert uważa wprost, że są traktowani jako mięso armatnie. - Sądząc po doniesieniach z frontu, mamy do czynienia z jakąś szaleńczą rosyjską taktyką, że oddział 6-10 ludzi posyła się w stronę ukraińskich pozycji. To nic, że szybko giną, chodzi o to, aby okopani ukraińscy żołnierze zdemaskowali swoje pozycje, które później ostrzela rosyjska artyleria - powiedział płk Lewandowski.
W jego ocenie z czasem będzie rosło znaczenie grupy Wagnera, a słabło innych sił walczących dla Rosji (żołnierze samozwańczych republik, Rosgwardia). - Tymczasem z rosyjskich więzień, gdzie przebywa prawie 500 tys. ludzi, można stale czerpać zasoby, brać mięso armatnie. Dlatego można się spodziewać, że liczba takich najemników będzie rosła, a działania rosyjskie na froncie będą bardziej brutalne - ocenił płk Lewandowski.
RadioZET.pl/Wp.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET