Trump chce się spotkać z Kim Dzong Unem. Ma jasny cel. „Mógłby to przedstawić jako sukces”
Donald Trump chce ożywić relacje z Koreą Północną i pragnie jeszcze w tym roku spotkać się z Kim Dzong Unem. Dlaczego prezydent USA robi właśnie teraz i co ma z tym wspólnego wojna w Iranie. I czy chęć zbliżenia się Waszyngtonu z jednym z najbrutalniejszym reżimów na świecie powinna niepokoić tradycyjnych sojuszników Ameryki? - Trumpowi zależy przede wszystkim na osiągnięciu porozumienia, które mógłby przedstawić jako sukces swojej polityki zagranicznej - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Paul Balawajder z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są przyczyny dążenia Trumpa do spotkania z Kim Dzong Unem.
- Dlaczego współpraca USA z sojusznikami może być zagrożona przez działania Trumpa.
- Co oznacza dla Korei Południowej i Japonii dialog USA z Koreą Północną.
- Które elementy polityki Trumpa mogą niepokoić NATO i Zachód.
Donald Trump znów spotka się z Kim Dzong Unem? - Tak, spotkam się z nim – potwierdził w środę prezydent Stanów Zjednoczonych, cytowany przez agencję AFP. Ponownie podkreślił, że „bardzo dobrze” dogaduje się z przywódcą Korei Północnej. I to już któryś raz, gdy Trump wysyła sygnały, świadczące o chęci zbliżenia na linii Waszyngton-Pjongjang. W niedzielę amerykański prezydent przekazał, że ze względu na swoje bardzo dobre stosunki z przywódcą Korei Północnej polecił ograniczenie wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową. W poniedziałek przekazał, że północnokoreański lider odpowiedział na jego prośbę o rozmowę.
Z kolei we wtorek amerykański dziennik „Wall Street Journal” poinformował, że Trump naciska na swoich doradców, by jeszcze tej jesieni zorganizować takie spotkanie. Przypomnijmy, że obaj liderzy mieli okazję spotkać się dotychczas trzykrotnie: w 2018 roku w Singapurze, w 2019 w wietnamskim Hanoi i po raz trzeci – również w roku poprzedzającym pandemię COVID-19 – w strefie zdemilitaryzowanej na granicy obydwu Korei. Dlaczego więc prezydent USA skłania się ku zbliżeniu z jednym z najbrutalniejszych totalitarnych reżimów na świecie i dlaczego właśnie teraz? I czy tradycyjni sojusznicy – zarówno ci z południowo-wschodniej Azji, jak Korea Południowa czy Japonia, jak i zachód i członkowie NATO – mogą być tymi doniesieniami zaniepokojeni?
Trump chce się spotkać z Kim Dzong Unem. Dlatego właśnie teraz?
- Trumpowi zależy przede wszystkim na wznowieniu bezpośredniego dialogu z Kim Dzong Unem i osiągnięciu porozumienia, które mógłby przedstawić jako sukces swojej polityki zagranicznej - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Paul Balawajder – analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Tu warto pamiętać o kontekście, jakim jest trwająca od końca lutego wojna w Iranie. Nieustanne bombardowania, przerywane zapowiedziami porozumienia pokojowego, wznawianie działa militarnych, blokowanie cieśniny Ormuz – to wszystko działa na niekorzyść amerykańskiego prezydenta, jeśli chodzi o jego wizerunek wytrawnego gracza na polu polityki międzynarodowej. Trump potrzebuje więc jakiegoś sukcesu w tym obszarze, co poniekąd daje odpowiedź na pytanie, dlaczego do tego zbliżenia dochodzi właśnie teraz.
- Istotnym czynnikiem jest sytuacja wewnętrzna w USA. Wojna z Iranem nie przyniosła dotychczas Trumpowi szybkiego i trwałego rozstrzygnięcia, które mógłby przedstawić jako sukces, co zwiększa polityczną atrakcyjność osiągnięcia postępu w innym obszarze polityki zagranicznej przed listopadowymi wyborami „połówkowymi” do Kongresu – tłumaczy Balawajder, Jego zdaniem prezydent USA może liczyć, że w najbliższych miesiącach uda mu się „przynajmniej zorganizować symboliczne spotkanie z Kim Dzong Unem i przedstawić je jako powrót do dyplomacji prowadzonej podczas jego pierwszej kadencji”. - Problem polega na tym, że Korea Północna znajduje się dziś w silniejszej pozycji niż w latach 2018-2019 dzięki rozbudowie arsenału nuklearnego, zacieśnieniu współpracy z Rosją i odbudowie relacji z Chinami – dodaje. To sprawia, że Pjongjang ma mniejszą motywację do szybkiego porozumienia z Waszyngtonem.
Nie mówiąc już o tym, że tak, jak w przypadku Iranu, Amerykanom może chodzić przede wszystkim o denuklearyzację Korei Północnej. To cel oficjalny, ale – według rozmówcy RadioZET.pl – na ten moment mało realistyczny. - W odróżnieniu od Iranu, Korea Północna już posiada broń jądrową, rozbudowuje jej arsenał i traktuje go jako podstawowy instrument odstraszania oraz gwarancję przetrwania reżimu, dlatego trudno oczekiwać, że dobrowolnie z niego zrezygnuje. Jeżeli doszłoby do negocjacji, bardziej realistyczne od całkowitego rozbrojenia byłyby rozmowy o ograniczeniu dalszej rozbudowy północnokoreańskiego arsenału nuklearnego i rakietowego – wyjaśnia.
Korea Płd. i Japonia mają problem? „Relacje traktowane w sposób transakcyjny”
Postawa Trumpa może niepokoić tradycyjnych sojuszników Ameryki - Koreę Południową i Japonię. W ocenie Balawajdera nie chodzi jednak stricte o dialog z samym Kimem, ale o to, że amerykański prezydent „może traktować elementy polityki sojuszniczej jako instrument negocjacji zarówno z przywódcą Korei Północnej, jak i z samymi sojusznikami”. - Ograniczanie wspólnych ćwiczeń bez wcześniejszych konsultacji z Koreą Południową i bez uzyskania ustępstw ze strony Korei Północnej może z czasem osłabiać gotowość wojskową oraz zaufanie do wiarygodności amerykańskich zobowiązań sojuszniczych, skłaniając Seul i Tokio do dalszego zwiększania własnych zdolności obronnych – podkreśla.
Istotnym czynnikiem jest tu również fakt, iż Korea Południowa nie przyłączyła się do amerykańskich działań militarnych przeciwko Iranowi. - To sugeruje gotowość do wykorzystywania współpracy wojskowej jako narzędzia nacisku także w sprawach niezwiązanych bezpośrednio z bezpieczeństwem Półwyspu Koreańskiego. Wpisuje się to w szersze podejście Trumpa, w którym kwestie bezpieczeństwa, podziału kosztów sojuszu i relacji gospodarczych z sojusznikami są traktowane w sposób transakcyjny i mogą być ze sobą łączone – przekonuje analityk.
Ekspert: to może budzić niepokój ze strony NATO i Zachodu
Czy to wszystko powinno wywołać niepokój także w NATO i ogólnie – wśród reszty „świata zachodniego”? Trump niejednokrotnie udowodnił już, że niekoniecznie priorytetowo traktuje zobowiązania sojusznicze. Nie stanowią dla niego moralnej przeszkody także bliskie kontakty z przywódcami uznawanymi za autokratów, czego dowodem było niemal „królewskie” przyjęcie Władimira Putina na Alasce w sierpniu zeszłego roku czy ciepłe słowa pod adresem dyktatora Białorusi Alaksandra Łukaszenki. Balawajder zwraca jednak uwagę, że źródłem obaw w tym kontekście nie jest sama chęć prowadzenia dialogu z kimś takim, jak Kim Dzong Un, ale skłonność Trumpa do personalizowania polityki zagranicznej.
- On dużą wagę przywiązuje do bezpośrednich relacji między przywódcami i zakłada, że osobisty kontakt na najwyższym szczeblu może szybciej przełamać impas niż tradycyjny, wieloetapowy proces dyplomatyczny. Było to widoczne podczas jego pierwszej kadencji, kiedy trzykrotnie spotkał się z Kim Dzong Unem, jednak rozmowy te nie doprowadziły do trwałego ograniczenia północnokoreańskiego programu nuklearnego i rakietowego. Podobne podejście jest widoczne wobec Rosji, gdzie Trump przywiązuje dużą wagę do osobistej relacji z Putinem i liczy, że może ona ułatwić osiągnięcie porozumienia ws. wojny w Ukrainie, choć brak postępów w negocjacjach nie wyklucza z jego strony sięgania po presję – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET