Trump grozi Iranowi, ale to Teheran ma „lepsze karty”. „W każdej chwili mogą po to sięgnąć”
Donald Trump znów grozi Iranowi „mocnym uderzeniem”, ale nieustannie powracają pytania, czy stoi za tym jakaś strategia. Działania zbrojne na Bliskim Wschodzie popiera mniej niż jedna trzecia Amerykanów, a w negocjacjach mocniejsze karty wydaje się mieć reżim w Teheranie. W tle pojawiają się spekulacje o czymś w rodzaju buntu w amerykańskiej armii i sprzeciwie wobec decyzji Pentagonu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Donald Trump zapowiedział kolejne ataki na Iran w odpowiedzi na atak rakietowy na bazy w Jordanii, podkreślając skuteczność amerykańskich sankcji wobec Teheranu.
- Eksperci wskazują, że wojna z Iranem jest niepopularna wśród Amerykanów, co może wpłynąć na wyniki Republikanów w nadchodzących wyborach do Kongresu.
- Obawy o bunt w Pentagonie narastają, ponieważ przedłużający się konflikt z Iranem nadwyrężył sojusze USA w regionie i wywołał niezadowolenie wśród amerykańskich żołnierzy.
Donald Trump w krótkim poniedziałkowym wywiadzie dla Fox News zapowiedział kolejne ataki na Iran. - Uderzymy ich mocno. Będzie odpowiedź – powiedział, cytowany przez korespondenta stacji, odnosząc się do niedzielnego ataku rakietami balistycznymi na bazy w Jordanii. Prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził, że wszystkie rakiety poza jedną zostały przechwycone.
Trump przekonywał też, że reżim w Teheranie chce wznowić negocjacje, bo „sankcje działają naprawdę mocno”. - Bardzo chcą się spotkać, ale po prostu nie wiem, czy można liczyć na porozumienie z nimi – ocenił. Czy to demonstracja siły, czy kolejny blef ze strony amerykańskiego przywódcy? Kto w tej chwili ma mocniejsze karty – Waszyngton czy Teheran? I czy w armii USA możliwy jest bunt?
Trump grozi Iranowi. „To przykład desperacji”
- Donald Trump nigdy nie przyzna się do desperacji, ale to właśnie jej przykład. Wojna, która miała trwać sześć tygodni, trwa już pół roku, jest skrajnie niepopularna - według sondażu Ipsos popiera ją ledwie 31 proc. Amerykanów - co w obliczu zbliżających się wyborów połówkowych do Kongresu jest dla Republikanów dużym obciążeniem. Jakiś czas temu amerykańskie media donosiły o wysyłanych wewnątrz Pentagonu mailach o tym, że w przypadku Iranu potrzeba „kreatywnych rozwiązań” - bo wszystko, czego do tej pory USA próbowały, nie działa – mówi w rozmowie z RadioZET.pl politolożka i amerykanistka Magdalena Górnicka-Partyka.
Przypomina, że prezydent USA wielokrotnie ogłaszał już zwycięstwo nad reżimem ajatollahów, choćby w poniedziałek, gdy pisał, że to „martwy kraj”. - A mimo to Stany Zjednoczone nie osiągają żadnego z celów wojny - rozbrojenia jądrowego, demokratyzacji, braku wsparcia bojówek w regionie czy nawet swobodnej żeglugi w Cieśninie Ormuz. Podkopuje to mocarstwową pozycję USA, a także samego Trumpa jako nieustającego zwycięzcy, co odbija się na poparciu dla niego – podkreśla ekspertka. Według różnych sondaży pracę swojej głowy państwa dobrze ocenia między 32 a 35 proc. obywateli.
Kto ma lepsze karty – Waszyngton czy Teheran?
Kto w takim razie jest obecnie na lepszej pozycji negocjacyjnej? Jak przekonuje Górnicka-Partyka, Teheran ma czas, bo każdy kolejny tydzień konfliktu to granie na osłabienie USA. - Paradoksalnie Iran przekonał się, że ma ogromną możliwość wywierania wpływu na politykę międzynarodową przez zamykanie Cieśniny Ormuz. Nawet jeśli ostatecznie dojdzie do porozumienia, to nie będzie powrotu do świata, gdy obszar ten nie był narzędziem politycznym. W każdej chwili Iran będzie mógł po to narzędzie sięgnąć, co też zmienia układ graczy w regionie – tłumaczy.
Amerykanie przez konflikt z Iranem nadwyrężyli bowiem część sojuszy regionalnych z państwami Zatoki, a dodatkowo pójście na wojnę u boku Izraela (lub - jak mówią niektórzy - wciągnięcie do wojny przez Izrael) stało się problemem w polityce wewnętrznej. - Izrael z głównego sojusznika USA stał się sojusznikiem bardzo problematycznym. Konflikt wzniecił wiele ognisk, które Trump musi ugasić jednocześnie, a to politycznie trudne, gdy w listopadzie jego partię czekają rozliczenia w wyborach do Kongresu – twierdzi politolożka.
Bunt w Pentagonie i armii?
Czy przedłużająca się wojna w Iranie może doprowadzić do buntu w kierownictwie amerykańskiej armii? Według ustaleń dzienników „The Telegraph” oraz „The Washington Post” dowódcy sił lądowych, powietrznych oraz marynarki wojennej mieli zgłosić sprzeciw wobec rozkazów szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha dotyczących przedłużenia obecności wojskowej w rejonie Bliskiego Wschodu. Górnicka-Partyka zwraca uwagę, że Waszyngton oficjalnie wciąż utrzymuje, jakoby miał nieograniczone zasoby, by ten konflikt prowadzić, wzmacniając obecność w regionie.
- Amerykańscy wyborcy nie chcą jednak kolejnej ciągnącej się latami drogiej "zagranicznej wojny" - świetnie pamiętają Irak i Afganistan – mówi. Przypomina, że „pierwsze oznaki niezadowolenia pojawiały się już choćby przy przedłużonym stacjonowaniu lotniskowca USS Abraham Lincoln”. - Media donosiły o pojawiającym się kryzysie zdrowia psychicznego załogi - żołnierze nie wiedzieli, kiedy wrócą do domu, czuli, że nie ma planu. Administracja mówiła, że to „fake news”, jak zwykle przy negatywnych doniesieniach na temat wojny w Iranie – dodaje.
Jej zdaniem brak rezultatów i jednoznacznego zwycięstwa może zakończyć się „złożeniem na ołtarzu głowy sekretarza wojny” (dawniej: obrony), bo „przecież sam Donald Trump nigdy nie popełnia, w swoim mniemaniu, błędów”. - Chociaż akurat Pete'a Hegsetha prezydent mocno bronił przez wiele miesięcy, ponieważ to jego osobisty "wynalazek" do roli szefa Pentagonu. Dużo może zmienić się jednak po wyborach połówkowych - jeśli Demokraci je wygrają, mogą np. rozpocząć przesłuchania przed Kongresem w celu wyjaśnienia realizacji założeń itp., co będzie jeszcze mocniej wywierało presję na administrację Trumpa – podsumowuje rozmówczyni RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET