`

Trump zapłaci za brak „dealu” z Iranem? „Liczy, że ludzie zajmą się czymś innym”

4 min. czytania
10.06.2026 11:06
Obserwuj nas na Google

Donald Trump chce doprowadzić do jak najszybszego porozumienia z Iranem, które ostatecznie kończyłoby konflikt na Bliskim Wschodzie. Dlaczego prezydentowi USA tak bardzo na tym zależy, co ma z tym wspólnego Barack Obama i co, jeśli nie uda się wynegocjować takiej umowy? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi politolożka i amerykanistka Magdalena Górnicka-Partyka.

Trump
fot. Samuel Corum/POOL via CNP/INSTARimages.com/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Donald Trump dąży do szybkiego porozumienia z Iranem.
  • Co motywuje wyborców Trumpa do kwestionowania działań w Iranie.
  • Jak napięcia z Izraelem wpływają na szanse osiągnięcia porozumienia.
  • W jaki sposób prezydent USA chce udowodnić przewagę nad Obamą w kwestii Iranu.

Donald Trump dąży do błyskawicznego zawarcia porozumienia z Iranem. - Mamy duże szanse na podpisanie umowy w ciągu 2-3 dni. Jesteśmy bardzo blisko zawarcia bardzo dobrej, silnej, potężnej umowy – mówił w poniedziałek w swoim stylu prezydent USA. Czy rzeczywiście deal między Waszyngtonem a Teheranem jest blisko zmaterializowania, czy to przykład klasycznej, buńczucznej retoryki amerykańskiego przywódcy? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi politolożka i amerykanistka Magdalena Górnicka-Partyka, która przypomniała, że od początku wojny w Iranie (czyli od końca lutego) Trump aż 37 razy zapewniał publicznie, że do zawarcia umowy jest „bardzo blisko”. 

- Dla niego 2-3 dni to czasem wieczność. On z jednej strony negocjuje metodą faktów dokonanych, tzn. mówi coś i liczy, że druga strona nie tylko to przyjmie, ale szybko zrealizuje jego wolę. Z drugiej strony każdy dzień jest dobry, by ogłosić zwycięstwo, a Trump tego potrzebuje, zwłaszcza po tym, jak został wybuczany na finale NBA [w poniedziałek w Nowym Jorku – red.]. Czyli dla niego ogłoszenie, że „za chwilę będzie porozumienie”, to tak naprawdę odhaczenie kolejnego „sukcesu” – tłumaczy ekspertka.

Trump chce porozumienia z Iranem

Górnicka-Partyka zwraca uwagę, że najwierniejszy prezydentowi elektorat spod znaku MAGA wciąż nie rozumie – i nie otrzymał dotychczas przekonującego uzasadnienia – po co Amerykanie uderzyli na Iran i wysłali tam swoich żołnierzy. - Trump miał na początku kwietnia wystąpienie w Kongresie, w którym próbował wyjaśnić, że chodzi o irański program jądrowy. Tylko, że on miał być zniszczony już w zeszłym roku podczas operacji „Midnight hammer”! Wyborcy pytają więc, „o co chodzi?”, skoro codziennie widzą tylko rosnące ceny paliwa – mówi. Jej zdaniem zapowiedź rychłego porozumienia z Iranem może być sposobem na uspokojenia rynków, by benzyna już nie drożała i by nie drenowało to portfeli zwykłych Amerykanów. 

Oglądaj

Formalnie od 8 kwietnia na Bliskim Wschodzie trwa zawieszenie broni. Jednak w ostatni weekend ponownie wzrosło tam napięcie. Najpierw Iran zagroził odwetem, jeśli Izrael będzie kontynuować ataki na południowy Liban. Z kolei niedzielę wieczorem irańskie wojska ostrzelały cele w Izraelu. Trump zagroził wówczas, że wojska USA są w gotowości po tym ataku. W nocy z niedzieli na poniedziałek izraelskie lotnictwo przeprowadziło zaś ataki na cele w środkowym i zachodnim Iranie. To pokazuje, że Trump desperacko pragnie pokoju i deeskalacji w tym rejonie. Ale też stanowi dowód, że stracił kontrolę nad premierem Izraela. 

- Benjamin Netanjahu próbował każdego prezydenta USA od czasów Busha juniora namówić do ataku na Iran. Udało mu się dopiero z Trumpem. Okazuje się, że on nie ma władzy nad Netanjahu, że trochę ogon macha psem. Patrząc na to, co Trump chce osiągnąć, nie mając jednocześnie kontroli nad przywódcą Izraela, ogranicza mu pole manewru w kontekście zapowiedzi o zawarciu tej umowy. Im bardziej, z powodu Izraela, zaogniona jest sytuacja w regionie, tym mniejsze są szanse na jakiekolwiek porozumienie – przyznaje Górnicka-Partyka.

Szybka umowa? Trump chce być lepszy od Obamy

Dlaczego Trumpowi tak zależy na szybkim porozumieniu? Po pierwsze, co oczywiste, chce ukoić gniew Amerykanów, także swoich zwolenników, którzy operacji militarnej na Bliskim Wschodzie nie popierają. Ale jest jeszcze drugi powód: chce być lepszy od Baracka Obamy. To właśnie były prezydent Stanów Zjednoczonych w 2015 roku wynegocjował poprzednie porozumienie, które zakładało m.in. ograniczenie irańskiego programu jądrowego o dwie trzecie, a w zamian stopniowe znoszenie sankcji na reżim ajatollahów. Trump wypowiedział ten dokument zaledwie trzy lata później, w trakcie swojej pierwszej kadencji. Dziś chciałby nowej umowy, która sankcjonuje więcej kwestii. Chodzi przede wszystkim o jeszcze mocniejszą redukcję inicjatywy nuklearnej Teheranu, całkowite odblokowanie cieśniny Ormuz – kluczowego w skali globalnej szlaku transportu ropy naftowej – oraz zaprzestanie wspierania terrorystów z Hezbollahu w Libanie. 

Redakcja poleca

Lokator Białego Domu chce więc zyskać uzasadnienie dla wojny i udowodnić, że była ona konieczna, by „ugrać” więcej niż Obama. - Trump krytykował porozumienie za Obamy nie tylko dlatego, że gwarantowało za mało, ale też z uwagi na tzw. klauzule wygasania. Po określonym w dokumentach terminie kontrole międzynarodowe malały i de facto można było wrócić do pełni programu atomowego, przynajmniej na papierze. Natomiast te kontrole, które wówczas realizowano, wykazywały, że Iran faktycznie przestrzegał tych porozumień, to też trzeba mieć na uwadze – wyjaśnia rozmówczyni RadioZET.pl. Zaznacza, że dla prezydenta USA sytuacja jest „trochę patowa, bo dla przeciętnego amerykańskiego wyborcy program nuklearny Iranu jest czymś bardzo abstrakcyjnym” i niekoniecznie może liderowi państwa pomóc w odzyskaniu wiarygodności przed zaplanowanymi na jesień wyborami „połówkowymi” [Amerykanie wybiorą cały skład Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu – red.]. - Trump co prawda twierdzi, że te wybory go nie obchodzą, ale wiadomo, że jest inaczej – dodaje.

A co jeśli umowy nie będzie i Trump będzie musiał przełknąć pigułkę porażki? - Jak zwykle będzie liczył na to, że media o tym zapomną, zajmą się czymś innym i nie będą mu tego przypominać. Donald Trump ma taką przypadłość, że prawdą jest dla niego to, co mówi danego dnia. Ale już dwa dni później powie co innego i wtedy to jest prawdą, a to, co mówił dwa dni wcześniej, już nie. To sprawia, że wszyscy wokół są zagubieni – objaśnia Górnicka-Partyka. Według niej może to być również taktyka negocjacyjna, polegająca na zwodzeniu oponenta czy partnera negocjacyjnego. - Ale to jest Trump. Człowiek, który chce po prostu odnieść krótkoterminowy sukces, nawet jeśli będzie on trwał tylko do końca danego dnia. A jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia? Wiadomo, wtedy na pewno nie będzie to wina prezydenta ani Stanów Zjednoczonych – podsumowuje badaczka. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET