Artykuł powstał w ramach grantu dziennikarskiego przyznanego przez organizację Civil Forum for Asset Recovery (CiFAR). Współautorami tekstu są ugandyjski dziennikarz, który z powodów bezpieczeństwa nie chce ujawniać swojej tożsamości, oraz dziennikarz portalu Fakt24.pl Piotr Drabik.
7 października 2015 roku miał być najlepszym dniem w historii BMP Poland. Powstała dwa lata wcześniej polska firma pośrednicząca w handlu zbrojeniowym zdobywała kolejne kontrakty na dostawę amunicji, części zamiennych do wozów opancerzonych i wyposażenia służb mundurowych. Do Bułgarii, Egiptu czy Jordanii miała dołączyć Uganda - państwo położone w środkowej Afryce.
Tym razem stawka była naprawdę wysoka - kontrakt w wysokości ponad 17 milionów euro. Do miasta Bombo, położonym na północ od Jeziora Wiktorii, przyjechali przedstawiciele BMP Poland. W siedzibie sił lądowych ugandyjskiej armii spotkali się z kilkoma osobami. Wszystkie były ubrane w wojskowe mundury. Wśród nich był Sam Ssimbwa - główny negocjator wojskowy. Towarzyszył mu Ronald Muhoozi, który przedstawił się jako kapitan w miejscowej armii.
O atmosferze wizyty może świadczyć selfie, do którego dotarły ugandyjskie media. Prezes BMP Poland Marek Celer obejmuje na nim Ssimbwę i pokazuje do kamery podpisane dokumenty. Jeszcze wtedy polska firma nie wiedziała, że ten dzień okaże się początkiem ich wielkich problemów.
Ugandyjski konsultant
Ugandę i Polskę nie łączy zbyt wiele. W stolicy Kampali nie ma nawet ambasady RP. Co nie oznacza, że bilans handlowy między tymi krajami wynosi zero. Dodatkowo w sektorze zbrojeniowym niecodzienni partnerzy biznesowi nie są niczym zaskakującym.
Przez swoje położenie geograficzne i polityczne Uganda musi liczyć się kwestiami bezpieczeństwa. Krajem w przeszłości wstrząsały zamachy stanu i wewnętrzne konflikty. Ten największy - rebelia Armii Bożego Oporu - spowodował śmierć 100 tys. osób, a miliony zmusił do przesiedleń.
Autokratyczną władzę w Ugandzie od 38 lat sprawuje prezydent Yoweri Museveni. Politycy kierowanej przez niego partii rządzącej Narodowy Ruch Oporu (NRM) wielokrotnie w przeszłości byli oskarżani o udział w skandalach korupcyjnych. Również w handlu bronią. W ostatnim rankingu Corruption Perceptions Index organizacji Transparency International Uganda zajęła 142. miejsce (na 180 państw).
Od ekspertów zajmujących się tą tematyką słyszymy, że w przypadku wielu rynków w Azji i Afryce dostęp do wojskowych kontraktów jest możliwy tylko za udziałem firm konsultingowych. Nie rzadkie są przypadki, że “konsultingowe” są one tylko z nazwy, a tak naprawdę chodzi tylko o zagarnięcie dodatkowych pieniędzy dla rodzin wojskowych i osób z nimi związanymi.
Drzwi do ugandyjskiego rynku dla BMP Poland miała otworzyć firma Prima Investments Limited. Miała ona w imieniu polskiej spółki negocjować intratny kontrakt. Pośrednictwo w jego realizacji i opłacenie kaucji depozytowej kosztowało polską firmę ok. 500 tys. euro (w przeliczeniu ok. 2,2 mln złotych).
Wizyta w Ugandzie. Hotel w Kampali i domek nad Jeziorem Wiktoria
Wszystko zaczęło się od maila, który w 2015 roku trafił na skrzynkę BMP Poland. Do polskiej firmy odezwał się Ugandyjczyk, który chwalił się bardzo dobrymi kontaktami w miejscowym ministerstwie obrony. Zaprosił przedstawicieli firmy do Ugandy, aby wzięli udział w intratnym rządowym przetargu. Propozycja milionowego kontraktu na dostarczenie wyposażenia do tłumienia zamieszek brzmiała kusząco. Do Afryki poleciał prezes BMP Poland oraz jego współpracownik.
Marek Celer w branży zbrojeniowej jest od ponad 50 lat. Zanim dołączył do BMP Poland, był dyrektorem w Grupie Bumar. Negocjował kontrakty w wielu krajach świata, m.in. Iraku czy Egipcie.
Na lotnisku do Polaków bardzo szybko podszedł Ugandyjczyk, który wcześniej się z nimi kontaktował. Był w towarzystwie dwóch umundurowanych żołnierzy z AK-47 - popularnym karabinem automatycznym.
Na długo przed złożeniem podpisów miejscowi budowali zaufanie u Polaków. Hotel w centrum Kampali, pobyt w prywatnej rezydencji wpływowego generała czy w domku nad Jeziorem Wiktoria było częścią tego planu. Goście z Europy przez stolicę jechali w wojskowej kolumnie, na sygnale.
Przetarg w Ministerstwie Obrony Ugandy
W Ugandzie Polakom cały czas towarzyszył przedstawiciel firmy Prima Investments. Korzystanie z konsultantów to standard w branży zbrojeniowej. Pomagają zrozumieć realia miejscowego rynku, dysponują dobrymi kontaktami.
Konsultant wkrótce dostarczył Polakom dokumenty przetargowe i kazał oczekiwać na informację o czasie i miejscu przetargu. Zanim jednak on się odbył, BMP Poland musiało wpłacić wadium w wysokości 180 tys. euro. Polacy nie mieli takich pieniędzy, ale okazało się, że pośrednika zadowoliła jedynie połowa tej kwoty. Pozostałą część miał sobie odbić na prowizji.
Przetarg odbył się w ugandyjskim ministerstwie obrony. Udział w nim brało 11 firm z całego świata.
Zanim Polacy wjechali na teren ministerstwa, byli sprawdzani na dwóch punktach kontrolnych, w których weryfikowano ich dokumenty. Nic nie odbiegało od normy i innych przetargów, w których brali udział. Wszędzie kręcili się żołnierze i urzędnicy. Po przedstawieniu ofert ugandyjscy urzędnicy poinformowali, że decyzja o tym, kto wygrał przetarg, zostanie przekazana za kilka dni.
W hotelu na obiedzie konsultant poinformował Polaków, że są bardzo blisko zdobycia kontraktu. Zaproponował im kilkudniowy pobyt nad Jeziorem Wiktoria, aby tam poczekali na rozwiązanie sprawy. Dzięki temu nie musieliby ponosić dodatkowych kosztów związanych z ponownym przylotem do Ugandy. Wszystko zostało opłacone przez Primę Investment. Celer i jego współpracownik skorzystali z propozycji. Kilka dni później nad Jeziorem Wiktoria pojawił się konsultant wraz z wojskowymi. Ze sobą przywieźli kontrakt, który miał pieczęć ugandyjskiego ministerstwa obrony. Dla Polaków nie było w nim nic niepokojącego. Jedynie same okoliczności podpisania dokumentów.
BMP Poland podpisało kontrakt na dostawę uzbrojenia z Ministerstwem Obrony Ugandy. Zabezpieczenie umowy, które wyniosło 90 tys. euro, zostało przelane na konto w ugandyjskim Equity Bank. Podobnie, jak prowizja dla pośrednika w kwocie ok. 300 tys. euro.
Po powrocie do Polski firma Celera wystawiła fakturę proforma spółce Prima Investments. Polacy mieli otrzymać ponad 17 milionów euro. Płatność miała zostać zrealizowana w ciągu 7 dni. To się jednak nie stało, więc BMP Poland próbowało kontaktować się z firmą konsultingową. Ta zwodziła Polaków, dlatego postanowili oni wycofać finansowe zabezpieczenie z ugandyjskiego banku. Instytucja nie odpowiadała jednak na pisma polskiej spółki.
Ministerstwo zaprzecza istnieniu kontraktu
“6 maja 2016 roku otrzymaliśmy maila z Ministerstwa Obrony Ugandy od Zastępcy Sekretarza Stanu ds. Wojskowych z informacją, że kontrakt podpisany z Ministerstwem Obrony Ugandy w dniu 7 października 2015 roku jest całkowitym fałszerstwem, że nikt z Ministerstwa nie podpisywał takiego kontraktu i że wszystkie nazwiska wymienione w kontrakcie, które rzekomo podpisały go w imieniu Ministerstwa, są Ministerstwu nieznane” - relacjonowała polska spółka w dokumentach sądowych.
Po jakimś czasie do firmy odezwał się w końcu major ugandyjskiej armii. Co zaskakujące, o takim samym imieniu i nazwisku, jak konsultant z Prima Investment. Napisał, że nie było żadnego kontraktu między ministerstwem a polską spółką. Dodał, że człowiek z firmy konsultingowej, który prowadził BMP Poland przez ten przetarg, jest oszustem i podszywa się pod niego.
Major poprosił Polaków o zdjęcia konsultanta i wszelkie dokumenty oraz informacje z nim związane. Zapewnił, że ugandyjskie organy ścigania już prowadzą śledztwo w tej sprawie.
Oszuści powiązani z rządem Ugandy?
BMP Poland to nie jedyna polska firma zbrojeniowa, która została oszukana na kontrakcie z ugandyjskim ministerstwem obrony. Ustaliliśmy, że wręcz identyczne oszustwo spotkało firmę Instalnet z Warszawy oraz spółkę z Wrocławia.
Kilka miesięcy później z Celerem skontaktował się Interpol. Prezes BMP Poland został poinformowany, że w Świdniku przebywają przedstawiciele ugandyjskiej policji, którzy chcieliby go przesłuchać do toczącego się śledztwa. Celer złożył zeznania. Dowiedział się też, że będzie musiał zeznawać również na procesie w Ugandzie.
Kilka miesięcy później sprawą zainteresowały się ugandyjskie media. Sprawę opisywano jako wielki skandal korupcyjny i kolejny przykład na to, jak łapówkarstwo nie pozwala na rozwój kraju. Równolegle sprawie zaczęły baczniej przyglądać się miejscowe służby.
W sprawie zatrzymano dwie osoby - Sama Ssimbwę oraz kapitana Ronalda Muhoozi. Ten drugi był doradcą generała Salima Saleh - prywatnie brata prezydenta Ugandy, którego nazwisko było wiązane z innymi skandalami korupcyjnymi.
Według ugandyjskiego serwisu Eagle Online sprawa zatoczyła tak szeroki krąg, że prezydent Museveni w listopadzie 2016 r. zwołał nadzwyczajną naradę z najważniejszymi dowódcami w armii. Autokrata miał być “oburzony” doniesieniami, że w skandal korupcyjny zamieszani są wysoko postawieni generałowie.
Ugandyjski dziennikarz prześladowany za nagłaśnianie sprawy
Jeszcze w 2017 roku BMP Poland w dokumentach sądowych napisało, że według wiedzy spółki oskarżeni przebywają w areszcie i toczy się ich proces sądowy. Jednak w ramach międzynarodowego śledztwa dziennikarskiego ustaliliśmy, że odpowiedzialnych za skandal korupcyjny nie spotkała żadna kara i są na wolności. Pomimo że w sprawie prowadzono kilka śledztw i zaangażowano rządową Organizację Bezpieczeństwa Zewnętrznego (ESO) Ugandy.
Według poufnych źródeł sprawa nie przyniosła większego rozstrzygnięcia w sądzie dlatego, że w sprawie przewija się nazwisko szefa sztabu ugandyjskiej armii generała Leopolda Kyandy. Jego postać wzbudza w ojczyźnie respekt, ale i strach u tych, którzy wejdą mu w drogę.
Ugandyjski dziennikarz zaangażowany w nasze dziennikarskie śledztwo był fizycznie nękany. Nieznani sprawcy grozili mu, aby zostawił tę sprawę i nie szukał więcej szczegółów. Komuś w Ugandzie szczególnie zależy, aby sprawa nie ujrzała światła dziennego.
BMP Poland po tym, jak ugandyjskie śledztwo nie przyniosło postępów, szukało sprawiedliwości z pomocą polskiej prokuratury. - Postępowanie w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście - Północ w Warszawie. Spółka występowała w tym śledztwie w charakterze pokrzywdzonego. Postępowanie dotyczyło doprowadzenia jej do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie ok. 500 tys. euro spółki poprzez wprowadzenie w błąd, co do autentyczności zawartego kontraktu na dostawę sprzętu wojskowego pomiędzy pokrzywdzoną spółką a podmiotem reprezentującym Ugandę - poinformował nas rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Szymon Banna.
Dodał: - Postępowanie zostało zakończone w marcu 2021 roku decyzją o umorzeniu z powodu niewykrycia sprawców. Decyzja kończąca to postępowanie jest prawomocna. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że śledztwo stanęło w miejscu, bo strona ugandyjska nie dzieliła się całą dokumentacją w tej sprawie.
BMP Poland popadło w długi
Z dokumentów sądowych wynika, że utopienie ponad 2 milionów złotych w fałszywy kontrakt w Ugandzie było zbyt dużym ciosem dla BMP Poland. Spółka starała się odzyskać te pieniądze w kolejnych kontraktach, ale tych było coraz mniej. Firma popadła w długi, a egzekucję rozpoczął komornik sądowy.
Zgodnie z raportem “Eksport uzbrojenia i sprzętu wojskowego z Polski” MSZ, BMP Poland dokonało ostatni raz rzeczywistego eksportu broni w 2018 roku. Później spółka nie pojawia się w zestawieniu.
- W tym biznesie jest duża biurokracja i wysokie koszty. W każdej firmie handlującej uzbrojeniem potrzebny jest jeden pracownik, który zajmuje się tylko obrotem dokumentów - tłumaczy Witold Jurasz, dziennikarz i były dyplomata w przeszłości pracował w prywatnej firmie zajmującej się handlem uzbrojeniem. Każdorazowo na zawarcie kontraktu na eksport broni z Polski muszą wyrazić zgodę wszystkie stosowne organy państwa. Kluczowe jest również uzyskanie certyfikatu końcowego użytkownika (end-user certificate), które ma poświadczać, że sprzedawane uzbrojenie nie będzie sprzedawane kolejnym krajom.
- Za każdym razem trzeba również sprawdzać potencjalnych partnerów, czy czasem nie figurują na wszystkich możliwych listach sankcyjnych - dodaje Jurasz.
“Nie mieliśmy szans, żeby ustrzec się przed oszustwem”
Firma BMP Poland pomimo problemów finansowych nie ogłosiła upadłości. Postanowiliśmy porozmawiać z prezesem Celerem o kulisach feralnego kontraktu. Cały czas działa strona internetowa spółki. Znaleźliśmy na niej numer kontaktowy. Zadzwoniliśmy, ale odebrała przypadkowa osoba. Nie jest ona w żaden sposób związana z firmą handlującą bronią. Przekazała nam również, że wielokrotnie prosiła właścicieli biznesu o usunięcie jej numeru ze strony internetowej.
BMP Poland ma siedzibę na obrzeżach Warszawy. Pojechaliśmy tam, aby odnaleźć Marka Celera. Na miejscu zastaliśmy kompleks magazynów i biur, które wynajmowane są przez kilkanaście firm. Ustaliliśmy, że pod tym adres działają trzy firmy zajmujące się handlem uzbrojeniem.
Mimo że na próżno szukać tam tablicy z napisem “BMP Poland”, ostatecznie znaleźliśmy drzwi oklejone nazwą firmy Celera. Przed ugandyjskim oszustwem siedziba BMP Poland znajdowała się w prestiżowym Hotelu Marriot w Warszawie. Dziś właściciele spółki muszą zadowolić się mały pokojem w opuszczonych magazynach na obrzeżach stolicy.
Udało nam się porozmawiać z Markiem Celerem. Spotkanie trwało dwie godziny. Niestety tuż przed publikacją prezes spółki odmówił zgody na publikację jego wypowiedzi.
Skontaktowaliśmy się również z firmą Instalnet z Warszawy, która padła ofiarą oszustów z Ugandy. Tym razem Sam Ssimbwa przedstawił się jako konsultant firmy Omex Marketing Group Limited.
- Oni się wyszkolili w tym oszustwie. Mieli wszystko dokładnie przygotowane. Dokumenty wyglądały bardzo wiarygodnie. Moi zdaniem nie mieliśmy większych szans, żeby ustrzec się przed tym oszustwem - mówi prezes spółki Grzegorz Gryn.
Instalnet miał dostarczyć ugandyjskiemu Ministerstwu Obrony 10 tysięcy kamizelek kuloodpornych. Kontrakt nie został jednak zrealizowany z winy zamawiającego. Instalnet poniósł kilkaset tysięcy złotych straty.
- Dla nas nie była to duża strata finansowa, ale wiem, że w przypadku innych firm straty były olbrzymie - tłumaczy Gryn.
Z naszych informacji wynika, że kolejną firmą oszukaną w Ugandzie była spółka z Wrocławia. Polacy mieli dostarczyć Ugandyjczykom specjalistyczne pojazdy. Firma nie odpowiedziała jednak na nasze pytania w tej sprawie.
Oszuści bezkarni
Wszystko wskazuje na to, że “ugandyjski przekręt” trwa w najlepsze. Przez to, że firmy w sektorze zbrojeniowym rzadko utrzymują ze sobą relacje - ze względu na rywalizację w przetargach - oszuści bez przeszkód mogą łowić kolejne ofiary. Do tego dochodzi chęć szybkiego i dużego zysku, która obniża czujność wielu firm. Tak było w przypadku BMP Poland, które nie zapewniło sobie gwarancji zwrotu przedpłaty.
Prima Investments została wykreślona z ugandyjskiego rejestru firm. Ale ludzie ze spółki są na wolności. Wciąż działa spółka Omex Marketing Group. W ugandyjskim rejestrze gospodarczym dane wspólników są jednak ukryte.
Dla jednych firm z Polski i innych państw zachodnich strata kilkuset tysięcy złotych jest wpisywana w ryzyko działalności. Dla pozostałych to jednak gwóźdź do rynkowej trumny.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET