`

Waleczny Vozinha, przegrany Trump, miliardy Gianniego. Co zapamiętamy z mundialu 2026?

7 min. czytania
24.07.2026 07:10
Obserwuj nas na Google

Przegrany Donald Trump, nadwyrężony wizerunek Argentyny, ambiwalencja przy ocenie Giannego Infantino i skandal z „cofnięciem” czerwonej kartki po interwencji prezydenta USA. Ale też niezwykłe historie napisane przez zawodników z Republiki Zielonego Przylądka i DR Konga. Oto momenty, postacie i zjawiska z tegorocznego piłkarskiego mundialu, które zapamiętamy na lata. 

Mundial
fot. Grzegorz Wajda/REPORTER, IMAGO/Heuler Andrey/DiaEsportivo/Imago Sport and News/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie kraje odniosły sukces na mundialu poza aspektem sportowym.
  • Dlaczego Donald Trump uznawany jest za przegranego mundialu.
  • Co wpływa na kontrowersje związane z występem Argentyny na mundialu.
  • Które kraje skorzystały na mundialu w kontekście nation-brandingu.

Hiszpania mistrzem świata, Argentyna druga, Anglia trzecia. Francja bez medalu, Niemcy i Holendrzy ledwie wyszli z grupy, dochodząc do tego samego etapu, co Demokratyczna Republika Konga czy Republika Zielonego Przylądka. Powracająca na wielki turniej Norwegia zatrzymała się w ćwierćfinale, we wcześniejszej fazie eliminując jak zwykle (choć tym razem nieco na wyrost) faworyzowaną Brazylię. Gospodarze turnieju – USA, Kanada i Meksyk – solidarnie odpadli w 1/8 finału. To wszystko rozstrzygnięcia sportowe, które znamy i z którymi nie dyskutujemy. Ale mundial – o czym niejeden raz przekonywaliśmy w tekstach na RadioZET.pl – wykracza daleko poza wyniki i płaszczyznę czysto sportową. Mistrzostwa rozgrywały się też na innych poziomach, a rywalizacja odbywała na politycznym, marketingowym czy kulturowym. Kto w takim razie w tym kontekście odniósł najbardziej przekonujące zwycięstwo, kto poniósł klęskę, a kto po prostu dał się zapamiętać na lata? I czy w ogóle można to tak łatwo zaklasyfikować?

Trump i Argentyna jako....przegrani mundialu?

Piotr Iwańczyk z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej w rozmowie z RadioZET.pl wskazuje Donalda Trumpa jako przegranego turnieju. I choć amerykański prezydent mógłby się obrazić i na pewno znalazłby masę argumentów na poparcie przeciwnej tezy, analityk w konkretny sposób tłumaczy swoją opinię. - Podczas mundialu był praktycznie nieobecny, a gdy się pojawiał, to od razu budził kontrowersje. Tak było w przypadku sprawy z zawieszeniem Folarina Baloguna przed meczem z Belgią [o czym piszemy w dalszej części tekstu - red], gdy wprost przyznał, że interweniował w tej kwestii u szefa FIFA czy podczas ceremonii finałowej, gdy niezgodnie z powszechną konwencją chciał skraść show Hiszpanom – przyznaje. Ten drugi incydent to niezręczny moment wręczania zwycięzcom Pucharu Świata, gdy Trump nie chciał zejść z linii obiektywu i fotoreporterzy, chcąc nie chcąc, uwiecznili go na tle tryumfujących Hiszpanów (choć tamtejsza federacja opublikowała później w sieci wykadrowane zdjęcie, na którym 80-latka próżno szukać). - Myślę, że wszyscy spodziewali się, że częściej będzie odwiedzał mundialowe areny i oglądał mecze na żywo, a znacznie więcej w obecności Gianniego Infantino pokazywał się na stadionach sekretarz stanu Marco Rubio – dodaje ekspert. 

Trump
Fot. Donald Trump w trakcie ceremonii wręczania Pucharu Świata
Trump

Przegrani według Iwańczyka są także finaliści turnieju – Argentyńczycy. I choć obecność w tym gronie srebrnych medalistów może dziwić, to jednak styl, w jakim pokonywali kolejne szczeble turniejowej drabinki i wrażenie, nie tylko boiskowe, jakie po sobie pozostawili, budziło realny niesmak. - Argentyńczycy nie zaprezentowali doskonałego futbolu, wiele osób oglądając ich mecze zgrzytało zębami, ale nie tylko poziom sportowy wpłynął na ich postrzeganie – wyjaśnia analityk PIDS, podkreślając w tym kontekście istotny wątek polityczny. - Sami piłkarze wprowadzili także politykę bezpośrednio na murawę, odnosząc się na niesionych banerach do kwestii brytyjskich Falklandów czy też argentyńskich Malwinów, bo takiego nazewnictwa domagają się Argentyńczycy. Wiele osób domagało się ukarania ich za polityzację imprezy – mówi, zaznaczając jednak, że „za narrację wokół piłki nożnej odpowiadają wciąż głównie anglojęzyczne media, które nie szczędziły Argentyny, zwłaszcza po porażce Anglii i całej sytuacji z transparentem”. - Trudno uznać wicemistrzów świata za jednoznacznych przegranych na tym turnieju, ale wizerunek jaki zyskali po tym mundialu oraz potencjalny brak Messiego na następnym mundialu sprawiają, że o kolejne sukcesy będzie bardzo trudno – przekonuje. W istocie, wrażenie, jakie po sobie pozostawili popularni „Albicelestes” przyćmiło nieco „ostatni taniec” wybitnego 39-latka, który z ośmioma bramkami znów okazała się jedną z największych gwiazd turnieju. 

Nation-branding walecznych narodów

A kto wygrał mundial pod kątem niekoniecznie czysto piłkarskim? Analityk nie ma wątpliwości - to wszystkie kraje, które mogą uchodzić za „egzotyczne”, dalekie, z których część debiutowała na mistrzostwach. A które zachwyciły nie tyle wynikami, ile ambicją i wolą walki. Do nich można zaliczyć przede wszystkim Demokratyczną Republikę Konga i Republikę Zielonego Przylądka. Pierwsi wyrwali w grupie punkt faworyzowanej Portugalii, a w 1/16 finału przez większość meczu prowadzili z Anglikami. Z kolei Kabowerdejczycy zaszokowali świat, remisując z mistrzami Europy (i późniejszymi tryumfatorami) Hiszpanami. W ogóle nie przegrali meczu w regulaminowym czasie, a ich walka z Argentyną w kolejnej fazie (ostatecznie przegrana 2:3 dopiero po dogrywce) przejdzie do historii. 

Vozinha
Fot. Vozinha w trakcie meczu z Hiszpanią, Grzegorz Wajda/REPORTER
Vozinha

Dla takich państw mundial był doskonałym narzędziem do nation-brandingu [strategia zarządzania wizerunkiem kraju jako marki, w celu promowania kultury, tożsamości, historii - red.] wskazania swoich mocnych stron i przede wszystkim zwiększenia zasięgu na świecie. Oba kraje pokazały się światu jako waleczne narody, a historie postaci takich jak Vozinha dały im twarz prawdziwych ludzi. To wzrastające w czasie mundialu zainteresowanie trzeba teraz dobrze zagospodarować w dłuższym terminie - przyznaje Iwańczyk. Historia wspomnianego przed chwilą 40-letniego bramkarza RZP, który swoimi interwencjami zatrzymywał Yamala i Messiego (dzięki czemu w trakcie turnieju przybyło mu 17 mln obserwujących na Instagramie) i jego kolegi z drużyny, zwerbowanego przez LinkedIn, to przecież gotowy scenariusz na pasjonujący i wzruszający film. 

Osąd na Giannim Infantino i kartka dla Baloguna

Są jednak postacie czy państwa, które – według rozmówcy RadioZET.pl – nie da się łatwo zaklasyfikować po stronie wygranych lub przegranych. Do nich na pewno należy wspomniany już powyżej przewodniczący FIFA Gianni Infantino. - To postać budząca ogromne emocje. Jego popularność może równać się z piłkarzami, którzy realnie byli gwiazdami tego turnieju, ale to nie jest wizerunek, jakiego chciałby pożądać. Z perspektywy organizacji, którą zarządza, to władca praktycznie doskonały – potrafi dogadać się z każdym, przynieść do FIFA ogromne pieniądze, a także zadowolić sponsorów – opisuje Iwańczyk. Liczby mówią zresztą same za siebie. Według brytyjskiego „Guardiana” tegoroczny mundial miał przynieść rekordowe zyski w kwocie 15 miliardów dolarów. 

FIFA
Fot. Szef FIFA Gianni Infantino, FLORENCIA TAN JUN/Getty AFP/East News
FIFA

Ekspert PIDS zauważa jednak, że „kibice, obserwatorzy, a nawet sami zawodnicy czy sędziowie mogą poczuć się jednak oszukani”. - Infantino, mimo wielu wcześniejszych deklaracji, był bardzo spolegliwy wobec polityki USA i okazało się, że wiele zasad, które wcześniej uchodziły za świętość, takich jak niezależność organów dyscyplinarnych czy status sędziów, którzy mieli poprowadzić mundial, były po prostu prawno-biznesową przeszkodą do obejścia – tłumaczy. Tu przypomina się historia Omara Abdulkadira Artana. Somalijski sędzia, jeden z najlepszych w swoim fachu, nie został wpuszczony do USA przez amerykańskie służby graniczne. Po 11-godzinnym przesłuchaniu na lotnisku w Miami cofnięto jego wizę, a władze powołały się na podejrzenia o powiązania z "podejrzanymi członkami organizacji terrorystycznych". Artan został deportowany do Somalii, przez co nie wziął udziału w turnieju. 

Oglądaj

Przypomina się też największy skandal mundialu, czyli cofnięcie, a raczej „zawieszenie” czerwonej kartki dla Folarin Baloguna. Napastnik reprezentacji USA otrzymał ją w meczu 1/16 finału przeciw Bośni i Hercegowinie i miała go ona wykluczyć ze spotkania następnej fazy – przeciw Belgii. Po interwencji Trumpa FIFA wprowadziła jednak moratorium na tę karę, co było wydarzeniem absolutnie bez precedensu w historii mistrzostw i wywołało powszechne oburzenie międzynarodowej opinii publicznej, wzmocnione jeszcze postawą prezydenta Stanów Zjednoczonych, który ostentacyjnie i bez żenady chwalił się, że dzięki swoim koneksjom uratował zawodnika „Jankesów”. Iwańczyk zwraca jednak uwagę na różniący się odbiór tej sytuacji w Ameryce i w Europie. 

Redakcja poleca

- Wśród gospodarzy mundialu było mało głosów oburzenia nie tylko wśród kibiców naturalnie wspierających swoją kadrę, ale również komentatorów i publicystów. O ile w Europie prowadziliśmy wiele dyskusji na temat naruszenia procedury, mieliśmy poczucie skrajnej niesprawiedliwości, tak Amerykanie potraktowali to naturalnie – w dążeniu do sukcesu nie liczą się środki i jeżeli była taka możliwość, to nic tylko cieszyć się, że amerykański prezydent wykorzystał swoje kontakty i doprowadził do zniesienia zawieszenia swojego czołowego piłkarza. To był po prostu biznesowy deal, jeden z wielu na tym mundialu – przyznaje.

Czy Amerykanie zyskali na mundialu?

I tu dochodzimy do ostatniej kwestii – jak ocenić sam „najwspanialszy kraj świat”, jak mawia Trump. Wiadomo, że gospodarzy mundialu było trzech, ale w praktyce – o czym niejednokrotnie wspominaliśmy na łamach naszego portalu – to USA zmonopolizowały publiczny dyskurs i medialną narrację na temat tej imprezy. Zdaniem Iwańczyka korzyści Stanów Zjednoczonych z organizacji tak dużego wydarzenia można rozpatrywać ambiwalentnie. - Wielokrotnie mówimy, że organizatorzy dużych turniejów decydują się na tak kosztowne przedsięwzięcie, aby poprawić swój wizerunek dokonując tzw. „sportwashingu”. W przypadku USA mieliśmy odwrotną sytuację – Amerykanie raczej nie przejmowali się tym, jak ta impreza wpłynie na ich postrzeganie i po prostu robili swoje, co budziło wiele kontrowersji na całym świecie. Pytanie tylko, czy przy swojej pozycji i mocy oddziaływania kulturowego w zachodnim świecie Ameryka potrzebuje takiego efektu? - pyta retorycznie. 

To nierozstrzygalny dylemat w sytuacji, gdy przywódcą państwa jest polityk o podejściu raczej siłowo-transakcyjnym, który nie wydawał się dotychczas szczególnie zainteresowany czymś takim, jak „soft power”. Ale może chociaż wzrośnie dzięki temu popularność piłki nożnej za Oceanem? To jednak również nie jest takie proste, mimo obecności Leo Messiego, Antoine’a Griezmanna, Thomasa Mullera, a od niedawna Roberta Lewandowskiego wśród najjaśniejszych gwiazd MLS. - Nie wydaje mi się, by kultura piłki nożnej i zainteresowanie nią miało już ugruntowany fundament w USA. Myślę, że o ile Excel będzie przez chwilę świecił się na „zielono”, a księgowi mogą liczyć pieniądze, zwłaszcza wśród prywatnych podmiotów, takich jak telewizje czy sponsorzy turnieju, to za pół roku Amerykanie znów zapomną o tym, że „soccer” może być topowym sportem w ich kraju  - podsumowuje rozmówca RadioZET.pl. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET